19 lipca 2013

Imagine Zayn i Harry

Gatunek: dramat.
Podzielenie: na części.
Typ: bromance.
Bohaterowie: Zayn Malik, Harry Styles, Alex McFrain.


Nie było dobrze. Nie mogłem tego powiedzieć o mojej sytuacji z Alex. Nie spotykaliśmy się, nie rozmawialiśmy, nie pisaliśmy. Nie było pomiędzy nami niczego. Niczego, prócz żalu, smutku i trochę gniewu. Byliśmy kiedyś parą, ale ona wybrała kogoś innego, twierdząc, że jego kocha, we mnie się zauroczyła. Dużo czasu minęło, nim zrozumiałam błąd. Oczywiście mój błąd. Nie potrafiłem już tego naprawić, nie dało się. Była z nim szczęśliwa. Tak bardzo… Nie mogłem się napatrzeć, gdy widziałem ją, jak lśniły jej się iskierki w oczach, iskierki szczęścia. Cieszyła się nam sam jego widok… kochała go.

Zawarłem z nią przyjaźń. Niestety kolejny raz się nie udało. Dlaczego? Znów moja wina. Nie umiałem. Teraz wydaję mi się, że mamy po prostu inne charaktery, bardzo inne. Nie pasujemy do siebie. Nie była nam pisana, ani przyjaźń, ani miłość. Zrozumiałem to. Raniło, bolało. Ale musiałem to zrobić.

Nie potrafiłbym powiedzieć jej tego prosto w twarz. Stchórzyłbym. Napisałem. Po prostu napisałem, jak ostatni frajer. Chciałem dać jej do zrozumienia, że to koniec. Że nie potrafię. Że nie dam rady. „Przepraszam Cię, Alex. Tak bardzo Cię przepraszam. Ale ja tak dłużej nie wytrzymam. Słuchaj… nie wszyscy ludzie są sobie pisani, niektórym po prostu się nie udaje i rozumieją, że to nie ma sensu. Zobacz, my jesteśmy takimi ludźmi, nieprawdaż? Należymy do osób, którym się zawaliło. Nam wszystko się posypało, nie umiemy rozmawiać, nawet pisać, spotkać się jest ciężko. Niestety tak właśnie jest. Nie chciałem tego. Nigdy nie chciałem Cię zostawić. Ale teraz nie mamy innego wyjścia. Nie mamy. Musimy się rozstać. Po prostu lepiej będzie, gdy zapomnisz. O mnie. Bądź szczęśliwa, nie potrzebujesz mnie. Nie ma mnie, Als. Kocham Cię.” Miałem łzy w oczach. Ale nie, ja nie płaczę. Nie mogę. Było ciężko. Jeszcze ciężej, gdy usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Bałem się. Nie miałem ochoty tego czytać. Musiałem. „Rozumiem. Ale wiesz, powiem Ci coś. Ty nie wiesz co to znaczy kogoś kochać. Podstawą w miłości jest to, że się kogoś nigdy nie zostawia, bo to ‘nie ma sensu’, bo się nie układa. Tyle, miłego.” Nie chciałem na to odpisywać. Nie wiedziałem jak. Niestety.. łzy pociekły mi po policzkach, niczym dwa strumyki na wzgórzach. Tego się obawiałem. Że zaboli za mocno. Nie miałem pojęcia, co mogła czuć Alex. Ale ludzie w życiu się rozstają, tak musi być. Będzie bardziej szczęśliwa, gdy zapomni. Przynajmniej ona. Teraz będzie ciężko, ale w przyszłości będzie jej naprawdę dobrze. Ze swoim partnerem, z prawdziwymi przyjaciółmi.

Jedyne, o czym teraz marzyłem, to o schlaniu. Zadzwoniłem do mojego kumpla, z dzieciństwa, z którym utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego. „Jak najszybciej w naszym barze, stary. Proszę…”. Ostatnie słowo powiedziałem niemal bezdźwięcznie. Głos mi się załamał. Potrzebowałem kogoś. I alkoholu. Na dworze dzień nie należał do najcieplejszych, dlatego chwyciłem kurtkę, szybko ją zakładając. Buty założyłem byle jak i wybiegłem z kluczami w ręku. Do baru popędziłem jak najszybciej. Harry’ego jeszcze nie było. Zanim przyszedł zdążyłem wypić dwie kolejki.

-Matko, Zayn, co się stało?! – wbiegł jak poparzony i usiadł obok mnie, łapiąc za ramię. Nie miałem ochoty tego teraz opowiadać. Chciałem się najebać i wszystko samo jakoś ze mnie wyjdzie.

-Nie teraz, Harry. – powiedziałem cicho, podnosząc kolejny kieliszek. Do dna. Następny, i jeszcze jeden. Nie pamiętam ile wypiłem, ale gdy byłem gotowy chciałem zacząć mówić. Hazza chyba wiedział, że jak będę chciał, to sam wszystko wyśpiewam, bo nie naciskał. – Wiesz, Harry, kochałem ją, chyba, ona twierdzi, że nie, ale mi naprawdę na niej zależy, tylko nam się po prostu nie ułożyło, nie potrafiłem tego znieść, skończyłem z tym, nie chciałem tak dłużej, nie mogłem i powiedziałem, że ja tak nie chcę, to koniec, Harry, koniec mnie, boję się, że się nie ułoży, przytul mnie. – wybełkotałem szybko i wtuliłem się w chłopaka. Jeśli można to tak nazwać, bo ja chyba po prostu na niego upadłem. Hazz był skupiony, gdy mnie słuchał, przynajmniej miał taki wyraz twarzy, jakby chciał, żeby mu to coś pomogło. Chyba jednak mu się udało, bo mocno nie przytulił.

-Już dobrze, a teraz chodźmy do domu, okej? – zapytał troskliwie. Naprawdę się przejął. Nigdy bym nie pomyślał, że coś z mojego życia, aż tak go zainteresuję, że się przejmie.

-Nie, chcę się jeszcze napić. – wyszeptałem już, z braku sił. Chciałem się najebać w trzy dupy, ale nie ruszyłem się z miejsca, było mi zbyt dobrze.

-Dobrze, dobrze. – odpowiedział równie cicho i wstał. Wziął mnie na ręce. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że mogę jeszcze chodzić. Ale to nawet dobrze. Po pierwsze dlatego, że nie chciało mi się chodzić. Po drugie… no dobra, było mi wygodnie. Dziwiłem się tylko, skąd on miał tyle siły… Zaniósł mnie do domu i jedyne, co pamiętam, to to, że zdejmował mi gacie i koszulkę i kładł do łóżka.

Obudziłem się wcześnie rano. Hazza spał na fotelu. To słodkie, że był ze mną całą noc, ale było mu pewnie nie wygodnie, przeze mnie. Nie chciałem jeszcze wstawać, więc leżałem tak i myślałem. Alex będzie szczęśliwa, a ja… ja też się kiedyś pozbieram. Będzie dobrze. Musi. Przecież po coś podjąłem taką decyzję, tak?







No hej, nazywam się Wiktoria, jestem przyjaciółką Zuzi. Poprosiła mnie o imagina i napisałam go, wybaczcie, że taki krótki. Wszystkie informacje są na początku, więc nie będę się rozpisywać. Mam nadzieję, że się podoba :)
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz