24 lipca 2013

Imagine Liam



Jestem z Liamem już od kilku lat razem. Znam go bardzo dobrze i potrafię zauważyć, kiedy jest zły. Od jakiegoś czasu cały czas chodził naburmuszony i smutny. Rzadko co się do mnie słowem odzywał. Nie wiedziałam o co chodzi, lecz kiedy próbowałam cos z niego wydusić zawsze wściekał się i wychodził z domu lub po prostu szedł do sypialni i odizolowywał się do wszystkich. Chłopaki też próbowali go namówić, aby cokolwiek powiedział, lecz ten zachowywał się jak małe dziecko i nie chciał powiedzieć.
Pewnego razu czekałam na chłopaka z obiadem, bo ten był na jakimś wywiadzie. Siedziałam w kuchni przy wysepce i czytałam gazetę, aż zobaczyłam coś co mnie bardzo zdziwiło. Liam Payne chce odejść ze zespołu! Przecież to nie mogła być prawda. Nagle usłyszałam jak chłopak wchodzi do domu.
-Kochanie chodź na obiad! – zawołałam go.  Schowałam gazetę i znów zajęłam miejsce na krzesełku. Liam wszedł do kuchni od razu zajmując swoje miejsce. Dotknęłam jego dłoni i trzymałam w lekkim uścisku.
-Spójrz na mnie – odezwałam się po chwili. –Powiedz mi co się dzieję, bo nie mogę patrzeć na Ciebie jak cały czas chodzisz zły na cały świat. Co się dzieje? – spytałam spokojnie. Chłopak westchnął głośno.
-(T.I) błagam Cie nie mówmy o tym. – wstał i poszedł na górę. Oj nie mój drogi, tak nie będzie – pomyślałam już lekko wkurzona tym wszystkim. Weszłam do naszej sypialni. Liam siedział na łóżku i patrzył się w swój telefon. Nie zauważając mnie lekko uśmiechnął się do wyświetlacz. Najwyraźniej z kimś pisał.
-Skarbie proszę Cię… - przerwał mi. Wstał wkurzony i zaczął na mnie krzyczeć.
-Możesz już skończyć z tymi czułymi słówkami?! Odwal się w końcu ode mnie!
-Nie nie odwalę się do Ciebie dopóki nie powiesz mi o co chodzi! – krzyknęłam. Chyba pierwszy raz w życiu krzyknęłam, co zdziwiło chłopaka. No cóż, zazwyczaj cały czas się uśmiechałam się. Bardzo, ale to bardzo rzadko krzyczałam na kogoś. Jednak tym razem wszystkie hormony we mnie buzowały. Myślałam, że zaraz wylecę w powietrze.
-Zdradzam Cię! – krzyknął. Kiedy usłyszałam te dwa paskudne słowa myślałam, że zapadnę się pod Ziemię. – Jak myślisz dlaczego tak się zachowywałem?!  Chciałem, żebyś się w końcu ode mnie odwaliła bo nie miałam odwagi, aby wyznać Ci prosto w oczy, że w ogóle Cię nie kocham! Myślałem, że po kilku dniach sama odejdziesz.. – dokończył już spokojnie. Ja już kąp letnie rozryczałam się, bo robiłam wszystko, aby w naszym związku było jak najlepiej.
-I udało Ci się. – powiedziałam i wybiegłam z domu. Liam pobiegł za mną. Zatrzymałam się jakieś 20 metrów przed ulicą. Odwróciłam się do chłopaka cała zapłakana i powiedziałam do niego ostatnie słowa. –A ja Cię jak głupia kochałam. – widziałam, że chciał coś powiedzieć, lecz ja po prostu uciekłam.
-(T.I) - usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się na chwilę. Stałam na środku ulicy.
-I nadal kocham – powiedziałam i właśnie w taki sposób zginęła. Rozpędzony pijany kierowca potrącił mnie z dużą siłą. Zginęłam na miejscu. 


THE END

 

19 lipca 2013

Imagine Zayn i Harry

Gatunek: dramat.
Podzielenie: na części.
Typ: bromance.
Bohaterowie: Zayn Malik, Harry Styles, Alex McFrain.


Nie było dobrze. Nie mogłem tego powiedzieć o mojej sytuacji z Alex. Nie spotykaliśmy się, nie rozmawialiśmy, nie pisaliśmy. Nie było pomiędzy nami niczego. Niczego, prócz żalu, smutku i trochę gniewu. Byliśmy kiedyś parą, ale ona wybrała kogoś innego, twierdząc, że jego kocha, we mnie się zauroczyła. Dużo czasu minęło, nim zrozumiałam błąd. Oczywiście mój błąd. Nie potrafiłem już tego naprawić, nie dało się. Była z nim szczęśliwa. Tak bardzo… Nie mogłem się napatrzeć, gdy widziałem ją, jak lśniły jej się iskierki w oczach, iskierki szczęścia. Cieszyła się nam sam jego widok… kochała go.

Zawarłem z nią przyjaźń. Niestety kolejny raz się nie udało. Dlaczego? Znów moja wina. Nie umiałem. Teraz wydaję mi się, że mamy po prostu inne charaktery, bardzo inne. Nie pasujemy do siebie. Nie była nam pisana, ani przyjaźń, ani miłość. Zrozumiałem to. Raniło, bolało. Ale musiałem to zrobić.

Nie potrafiłbym powiedzieć jej tego prosto w twarz. Stchórzyłbym. Napisałem. Po prostu napisałem, jak ostatni frajer. Chciałem dać jej do zrozumienia, że to koniec. Że nie potrafię. Że nie dam rady. „Przepraszam Cię, Alex. Tak bardzo Cię przepraszam. Ale ja tak dłużej nie wytrzymam. Słuchaj… nie wszyscy ludzie są sobie pisani, niektórym po prostu się nie udaje i rozumieją, że to nie ma sensu. Zobacz, my jesteśmy takimi ludźmi, nieprawdaż? Należymy do osób, którym się zawaliło. Nam wszystko się posypało, nie umiemy rozmawiać, nawet pisać, spotkać się jest ciężko. Niestety tak właśnie jest. Nie chciałem tego. Nigdy nie chciałem Cię zostawić. Ale teraz nie mamy innego wyjścia. Nie mamy. Musimy się rozstać. Po prostu lepiej będzie, gdy zapomnisz. O mnie. Bądź szczęśliwa, nie potrzebujesz mnie. Nie ma mnie, Als. Kocham Cię.” Miałem łzy w oczach. Ale nie, ja nie płaczę. Nie mogę. Było ciężko. Jeszcze ciężej, gdy usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Bałem się. Nie miałem ochoty tego czytać. Musiałem. „Rozumiem. Ale wiesz, powiem Ci coś. Ty nie wiesz co to znaczy kogoś kochać. Podstawą w miłości jest to, że się kogoś nigdy nie zostawia, bo to ‘nie ma sensu’, bo się nie układa. Tyle, miłego.” Nie chciałem na to odpisywać. Nie wiedziałem jak. Niestety.. łzy pociekły mi po policzkach, niczym dwa strumyki na wzgórzach. Tego się obawiałem. Że zaboli za mocno. Nie miałem pojęcia, co mogła czuć Alex. Ale ludzie w życiu się rozstają, tak musi być. Będzie bardziej szczęśliwa, gdy zapomni. Przynajmniej ona. Teraz będzie ciężko, ale w przyszłości będzie jej naprawdę dobrze. Ze swoim partnerem, z prawdziwymi przyjaciółmi.

Jedyne, o czym teraz marzyłem, to o schlaniu. Zadzwoniłem do mojego kumpla, z dzieciństwa, z którym utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego. „Jak najszybciej w naszym barze, stary. Proszę…”. Ostatnie słowo powiedziałem niemal bezdźwięcznie. Głos mi się załamał. Potrzebowałem kogoś. I alkoholu. Na dworze dzień nie należał do najcieplejszych, dlatego chwyciłem kurtkę, szybko ją zakładając. Buty założyłem byle jak i wybiegłem z kluczami w ręku. Do baru popędziłem jak najszybciej. Harry’ego jeszcze nie było. Zanim przyszedł zdążyłem wypić dwie kolejki.

-Matko, Zayn, co się stało?! – wbiegł jak poparzony i usiadł obok mnie, łapiąc za ramię. Nie miałem ochoty tego teraz opowiadać. Chciałem się najebać i wszystko samo jakoś ze mnie wyjdzie.

-Nie teraz, Harry. – powiedziałem cicho, podnosząc kolejny kieliszek. Do dna. Następny, i jeszcze jeden. Nie pamiętam ile wypiłem, ale gdy byłem gotowy chciałem zacząć mówić. Hazza chyba wiedział, że jak będę chciał, to sam wszystko wyśpiewam, bo nie naciskał. – Wiesz, Harry, kochałem ją, chyba, ona twierdzi, że nie, ale mi naprawdę na niej zależy, tylko nam się po prostu nie ułożyło, nie potrafiłem tego znieść, skończyłem z tym, nie chciałem tak dłużej, nie mogłem i powiedziałem, że ja tak nie chcę, to koniec, Harry, koniec mnie, boję się, że się nie ułoży, przytul mnie. – wybełkotałem szybko i wtuliłem się w chłopaka. Jeśli można to tak nazwać, bo ja chyba po prostu na niego upadłem. Hazz był skupiony, gdy mnie słuchał, przynajmniej miał taki wyraz twarzy, jakby chciał, żeby mu to coś pomogło. Chyba jednak mu się udało, bo mocno nie przytulił.

-Już dobrze, a teraz chodźmy do domu, okej? – zapytał troskliwie. Naprawdę się przejął. Nigdy bym nie pomyślał, że coś z mojego życia, aż tak go zainteresuję, że się przejmie.

-Nie, chcę się jeszcze napić. – wyszeptałem już, z braku sił. Chciałem się najebać w trzy dupy, ale nie ruszyłem się z miejsca, było mi zbyt dobrze.

-Dobrze, dobrze. – odpowiedział równie cicho i wstał. Wziął mnie na ręce. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że mogę jeszcze chodzić. Ale to nawet dobrze. Po pierwsze dlatego, że nie chciało mi się chodzić. Po drugie… no dobra, było mi wygodnie. Dziwiłem się tylko, skąd on miał tyle siły… Zaniósł mnie do domu i jedyne, co pamiętam, to to, że zdejmował mi gacie i koszulkę i kładł do łóżka.

Obudziłem się wcześnie rano. Hazza spał na fotelu. To słodkie, że był ze mną całą noc, ale było mu pewnie nie wygodnie, przeze mnie. Nie chciałem jeszcze wstawać, więc leżałem tak i myślałem. Alex będzie szczęśliwa, a ja… ja też się kiedyś pozbieram. Będzie dobrze. Musi. Przecież po coś podjąłem taką decyzję, tak?







No hej, nazywam się Wiktoria, jestem przyjaciółką Zuzi. Poprosiła mnie o imagina i napisałam go, wybaczcie, że taki krótki. Wszystkie informacje są na początku, więc nie będę się rozpisywać. Mam nadzieję, że się podoba :)
 


9 lipca 2013

Imagine Zayn



Chodzę z Zayn’em już od dobrych kilku lat. Jak do tej pory układało nam się niesamowicie. Jednak do czasu…
Od kilku miesięcy Zayn spotyka się ze swoją najlepszą przyjaciółką. Nie zabraniałam mu spotykanie się z nią, bo przecież on też ma swoje sprawy. Nie przeszkadzało mi to do pewnego momentu. Od kilku dni chłopak przyprowadzał ją do domu. A i zapomniałam wspomnieć, że mieszkamy razem. No i co do tej jego przyjaciółki Sophi to kiedy jest w naszym mieszkaniu i ja także jestem to zawsze mi dogryza. Tak jakby zabiera mi czas z Zayn’em.  Już od pierwszego spotkania nie spodobała mi się, ponieważ widać, że jest sztuczna i wredna. Nie mówiłam tego chłopakowi, ponieważ nie chciałam zepsuć mu przyjaźni z Sophi. Podobno znają się od dzieciństwa, ale gdy Zayn wyjechał z rodzinnego miasta to stracili kontakt, ale teraz dziewczyna przeprowadziła się do Londynu i odnowili kontakt. Ja znam Zayna dopiero od xf, ponieważ także brałam udział w tym programie, jednak odpadłam po kilku tygodniach.
Dzisiaj wraz z Zayn’em i Sophi mamy wybrać się do wesołego miasteczka, na mini golfa oraz do jakiegoś klubu. Kiedy mój chłopak mnie o tym poinformował powiedziałam, że nie mogę bo mam jakieś egzaminy w szkole, lecz wcale tak nie było, tylko po prostu nie chciałam spędzać czasu z tą dziewczyną. Jednak chłopak bardzo mnie prosił i uległam.  Już o 14 wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy po przyjaciółkę Zayn’a. Dojechanie do jej domu zajęło nam sporo czasu, ponieważ my mieszkaliśmy w centrum Londynu, a ona na przedmieściach.  Oczywiście musieliśmy czekać jeszcze na nią z pół godziny, ponieważ nie miała wystarczająco czasu, aby się uszykować. W każdym razie około 16 byliśmy w wesołym miasteczku. Jak na razie to zapowiadało się fantastycznie. Wszystko było w najlepszym porządku. Razem jeździliśmy na różnych kolejkach, tych szybkich oraz tych wolnych. Bawiliśmy się cudownie. Jednak jak to się mów? To była cisza, przed burzą. Tak właśnie tak.
Postanowiłam pójść po jakąś wodę. Ufałam Zayn’ owi więc zostawiłam go z jego przyjaciółką i sama poszłam po napój. Kolejka była dosyć spora jak na taki mały kiosk. Lecz po kilku minutach wydostałam się z malutkiego budynku i wróciłam do Zayn’a.  Już z daleka mogłam zauważyć, że tak zdzira flirtuje z moim chłopakiem. Lekko wkurzona podeszłam do nich, a następnie oznajmiłam, że możemy jechać na tego mini golfa. Tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Jedynie co zrobiłam to posłałam Sophi złowrogie spojrzenie.
Mini golf był bardzo niedaleko wesołego miasteczka, więc postanowiliśmy się przejść. Podczas tego krótkiego spaceru dopiero się zaczęło.  Sophi, Sophi i jeszcze raz Sophi. Zayn w ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy byliśmy już na miejscu zapłaciliśmy za wstęp i poszliśmy na pierwszy dołek.
Na tym całym mini golfie było by fajnie gdybym nie została wepchnięta przez przyjaciółkę mojego chłopaka do małego jeziorka. Byłam po prostu wściekła na Zayn, ponieważ tylko kiedy to zobaczył to wraz z ta przyjaciółeczka zaczął się śmiać.
-Zayn możemy porozmawiać w cztery oczy? – spytałam.
-Yhym. – oddaliliśmy się od Sophi o kilka metrów.
-Słuchaj Zayn ja już mam tego wszystkiego dosyć. Nie chciałam ci tego mówić, ale ty sam się o to prosisz. Przez ta Sophi już w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi. Ja stąd ide. Rób co chcesz. – tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Miałam już plan, który dzisiaj chciałabym zrealizować.
Godzinę później do domu przyszedł Zayn. Ja już uszykowana na imprezę stałam przy drzwiach i kiedy tylko zobaczyłam chłopaka powiedziałam mu, że idę i wrócę bardzo późno. Miałam na sobie małą czarną, wysokie obcasy. Nigdy nie ubierałam się tak, ale niestety taki strój obowiązywał do mojego planu.
Pojechałam autem do chyba najpopularniejszego klubu w całym Londynie. Zayn pewnie wraz z Sophi po jakimś czasie też miał się tam zjawić.
Od razu kiedy weszłam do budynku uderzyło we mnie ciepłe powietrze. Na początku poszłam do baru i wypiłam kilka drinków. Około 23 zauważyłam Zayna, lecz nigdzie nie widziałam Sophi. Właśnie flirtowałam z jakimś kolesiem. Opowiedziałam mu, że jestem wściekła na swojego chłopaka za to co zrobił i po prostu on mnie przytulił. Nagle podszedł do nas Zayn i odepchnął go. Złapał mnie za rękę i razem wyszliśmy przed klub.
-Dlaczego się tak wściekasz, przecież tylko go przytuliłam. – powiedziałam już zapłakana.
-Bo, bo on przed chwilą trzymał mój cały świat. – to była najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam.
 THE END
 

Imagine Harry cz. II



Po 4 latach postanowiłam znów zamieszkać w Londynie. Wraz z Erikiem przeprowadziliśmy się do mojego rodzinnego miasta.
Nadeszło lato. Urodziny mojej Rose, to były jej 4 urodziny. Już od rana zaczynałam przygotowania do małej imprezy. Na niej pojawili się moi rodzice, ja oraz Erick. Po zrobieniu małego różowego tortu dla Rose, zabrałam się za dekorowanie mieszkania. Dzięki Erikowi, który poszedł wraz z moją córką na basen mogłam sobie spokojnie wszystko sama przygotować. Około 15 przyjechali moi rodzice. Postanowiłam, że zadzwonię do Erick, aby już wracali. Tak tez się stało. Już po kilkunastu minutach do domu zawitał mój przyjaciel oraz już czteroletnia córeczka. Rose bardzo ucieszyła się kiedy zobaczyła dziadków. Po obiedzie mała zabrała się za dmuchanie świeczek. Jej życzenie, które wyjątkowo powiedziała na głos mnie bardzo zaskoczyło, ale także wzruszyło. Powiedziała dokładnie tak: „Chciałabym poznać mojego tatusia”. Nie powiem, ale kilka łez mi popłynęło. Około 17 Rose zaczęła otwierać prezenty, otrzymała wiele zabawek. Bardzo lubiłam patrzeć jak mała jest szczęśliwa, tak było tym razem. Niedługo później musieliśmy pożegnać moich rodziców i jeszcze przed kolacją postanowiliśmy przejść się na spacer.
Przypomniały mi się stare wspomnienia, kiedy wraz z Lilly wygłupiałyśmy się w szkole i w innych miejscach. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa.
Eric poszedł do jakiejś kawiarenki po kawę dla mnie i dla siebie oraz jakiś soczek dla Rose. W pewnym momencie zauważyłam, że po przeciwnej stronie siedzi bardzo podobny chłopak do Harrego z jakąś dziewczyną. Trochę się przestraszyłam, lecz tym razem nie uciekłam. Robiłam to samo co do tych czas, czyli huśtałam córeczkę na huśtawce. Przez jakiś czas patrzyłam się na niego, do pewnego momentu. Kiedy on spojrzał się na mnie od razu udawałam, że patrzę się na coś innego. Po chwili spojrzałam na Rose, która była bardzo podobna do Hazzy i szczerze to dopiero teraz to zauważyłam. Miała jak na swój wiek długie kręcone włosy i słodkie dołeczki w policzkach. Natomiast jej oczka były niebieskie, takie jak moje. Chwile później powiedziałam do dziewczynki, abyśmy poszły w stronę kawiarenki. Dziewczynka z uśmiechem zeskoczyła z huśtawki i przytuliła się do mnie. Bardzo mnie prosiła, więc wzięłam ją na ręce. Nie była wcale taka duża, to akurat odziedziczyła po mnie. Kiedy wychodziłyśmy z placu zabaw podszedł do nas Harry. I właśnie tego najbardziej się obawiałam. Przez te 4 lata nie zmieniłam się tak bardzo, nawet po ciąży odzyskałam swoją figurę. Jedynie co zrobiłam to ścięłam włosy do ramion.
-(T.I)? – spytał. Stałam przez chwilę tyłem, lecz po chwili odwróciłam się do chłopaka.
-tak. Cześć Harry – uśmiechnęłam się, chłopak to odwzajemnił.
-Mamusiu kto to? – spytała Rose.
-To.. to Harry mój stary znajomy. – powiedziałam do dziewczynki. – Harry poznaj Rose moja córeczkę. – Hazza posłał ciepły uśmiech do dziewczynki, a ona się trochę zawstydziła. Dosłownie sekundę później podszedł do nas Eric.
-Kochanie wypożyczyłem jeszcze jakiś film na dzisiaj – powiedział do mnie Eric nie zauważając Harrego. Co do słownictwa takiego jak kochanie, kotek, czy misiu to używaliśmy go razem, nie przeszkadzało nam to. Postawiłam dziewczynkę na ziemi i wzięłam kawę do ręki.
-To dobrze – powiedziałam. – A i Eric to Harry. – uśmiechnęli się do siebie i podali sobie ręce.
-(T.I) widzę, że założyłaś sobie rodzinę.- powiedział to ze sztucznym uśmiechem, zawsze kiedy tak się uśmiechał to oznaczało, że jest zdenerwowany. Lekko się zaśmiałam wraz ze swoim przyjacielem.
-Harry, Eric to nie jest mój mąż, a Rose to nie jest jego córka. Po prostu poznałam go w Miami i od tamtej pory zaprzyjaźniliśmy się i on pomaga mi wychowywać córeczkę.  – chłopak lekko się speszył.
-Aha. (T.I) możemy porozmawiać? – spytał po chwili ciszy Harry.
-Jasne.  – powiedziałam jeszcze do Erica, aby wracał już z małą do domu, ponieważ robi się śpiąca. Robiło się ciemno, a już nikogo na placu zabaw nie było, więc postanowiliśmy pójść akurat tam. Usiedliśmy na huśtawkach. Zaczęłam się lekko bujać.
-(T.I) dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Ale nie wiem o czym mówisz?
-Już dobrze wiesz. Czemu mi nie powiedziałaś, że Rose jest moja córeczką?
-Skąd ty to… - nie dokończyłam, ponieważ chłopak mi przerwał.
-Twoja mama do mnie dzisiaj zadzwoniła.
-Harry ja po prostu nie chciałam Ci psuć życia, z resztą po tym co mi zrobiłeś nie chciałam wracać do Ciebie.
-Ale (T.I) ja szukałem cię przez pół roku i nie mogłem znaleźć. Cały czas przychodziłem do twoich rodziców, lecz nie było ich. Lou i Lilly i nie chcieli mi nic powiedzieć. Ale dzwoniłem też  i nie odbierałaś. Nie rozumiesz tego, że ja będę Cię zawsze kochał. – poleciało mi kilka łez. Chłopak zszedł z huśtawki i ukucnął naprzeciwko mnie.
-A jak wytłumaczysz mi tamto zajście z tą dziewczyną?
-Ja po prostu nie wiedziałem co robię. Zrozum to, że ja Cię bardzo kocham.
-Obiecasz mi, że już nigdy nie zostawisz mnie?
-obiecuję. Będę kochał Ciebie i naszą małą Rose do końca swojego życia. Zawsze będziecie dla mnie najważniejsze. 
THE END
 

3 lipca 2013

Imagine Harry cz. I



Już kiedy miałam 10 lat zaczęłam trenować grę w tenisa. Zawsze fascynował mnie ten sport. Dobrze pamiętam moje pierwsze zajęcia, na których już udało zdobyć mi się kilka pochwał. Mój trener mówił, że urodziłam się dla tego sportu. Na moich pierwszych zawodach, które odbyły się kiedy miałam 16 lat, niestety zostałam kontuzjowana. Stało się coś z moim kolanem. Nawet lekarze nie wiedzą co do tej pory. Prawie nie mogłam chodzić. Musiałam skończyć z tenisem. Był to dla mnie wielki szok, kiedy usłyszałam do od swojego trenera. Wiedziałam, że mówi on to z bólem, ponieważ byłam jego najlepszą uczennicą. Nie mogłam się z tym pogodzić. Moi lekarze mówili, że nie będę mogła uprawiać tenisa przez co najmniej rok. To było coś strasznego.

Jak przyjęli to moi rodzice? Ich w ogóle to nie obchodziło. Cały czas tylko w pracy. Każdego dnia widywałam ich dwa, góra trzy razy i to tylko przez chwilę. Zazwyczaj zostawiali mnie z nianią, ponieważ wyjeżdżali w delegacje. Nie miałam normalnego dzieciństwa. W sumie to ja w ogóle go nie miałam. Zawsze kiedy byłam jeszcze mała, chciałam aby mój tata nauczył mnie jazdy rowerem. Skończyło się na tym, że jego miejsce zajmowała moje niania Rose. Byłam do niej przywiązana jak do nikogo innego. Lecz w moje 18 urodziny musiałam ją pożegnać.

Od małego miałam kłopoty w rozmowie z innymi ludźmi. Nie miałam przyjaciół, przez to, że uczyłam się bardzo dobrze i właśnie to im przeszkadzało. Ja nie widziałam w tym nic dziwnego. Dzięki pamięci fotograficznej wystarczyło, że coś przeczytam i po prostu to zapamiętuję. Nawet nie musze się uczyć. Jednak jeszcze kiedy uczęszczałam na treningi udało mi się poznać Lilly moja najlepszą przyjaciółkę, aż do dzisiaj.

Wiecie co jest najgorsze w moim życiu? To, że pamiętam wszystkie złe rzeczy które się w nim stało. Pamiętam jak musiałam pożegnać w wieku 9 lat mojego najlepszego przyjaciela Louisa. Kochałam go jak brata, bo tylko z nim tak dobrze się dogadywałam. Jednak chłopak musiał się przeprowadzić, ponieważ jego tata znalazł pracę w Doncaster.  To było bardzo trudne pożegnanie. Później nasz kontakt ograniczał się do jednego telefonu na miesiąc. Można powiedzieć, że straciłam z nim kontakt jakieś trzy lata temu. Wiem tylko, że ułożył sobie życie z niejaką Eleanor i jest w zespole One Direction. Mam nadzieję, że przynajmniej on jest szczęśliwy.

Dzisiaj jestem już dorosłą kobietą. Mam już prawie 20 lat. Dzisiejszego popołudni już po raz drugi będę szła na korty z moją najlepszą przyjaciółką. Znalazłyśmy wspólne zainteresowania, którymi okazało się gotowanie, tenis oraz piłka nożna. Właśnie usłyszałam dzwonek do drzwi. A właśnie i zapomniałam wam wspomnieć, że wyprowadziłam się od swoich rodziców. Mieszkam teraz niedaleko centrum Londynu.

Szybko wzięłam swoją torbę z rakietą oraz wodę. Zawiązałam swoje adidasy, a następnie poszłam otworzyć przyjaciółce drzwi. Przywitałam się z Lilly, a następnie poszłyśmy do mojego garażu po auto. Wsiadłyśmy do czarnego mustanga, którego dostałam od mojego taty na 18 urodziny.

Po jakiś 10 minutach byliśmy już na miejscu. Zaparkowałam samochód na pobliskim parkingu. Wzięłyśmy swoje torby i poszłyśmy zająć jeden z czterech kortów. Kiedy już byłyśmy gotowe zaczęłyśmy rozgrzewkę.

Byłam ubrana z moje białe adidasy z zielona podeszwą oraz zielonym znaczkiem Nike.  Miałam na sobie opaskę uciskową na kolanie białą oraz białą sukienkę z zielonymi ramiączkami i standardowym zielonym znaczkiem Nike. Na głowie miałam białą czapkę oraz włosy związane w kucyka.

Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły. Na dworze było około 28 stopni, czyli oznaczało to, że na korcie będzie tak zwany „skwar”. I tak było. W sumie to po 30 minutach grania byłam już zmęczona, lecz to tylko i wyłącznie dlatego, że nie grałam kilka lat. Jednak postanowiłam po sobie tego tak nie okazywać. Co do mojej gry to była ona całkiem niezła. Jednak nie doskonała. Chwile później kiedy zaczęłyśmy grać mały meczyk do kortu, który znajdował się obok naszego przyszło dwóch nawet przystojnych chłopaków. Oni też grali całkiem nieźle. Postanowiłam usiąść na chwile w cieniu i odpocząć. Napiłam się wody i zaczęłam wpatrywać się w mężczyzn. Jeden przypominał mi Louisa, lecz to nie mógł być on. Nie wydaje mi się, aby Louis kiedykolwiek zaczął grac w tenisa.  Z niedowierzaniem wstałam i wraz z przyjaciółka poszłam na ich kort. Patrzyłam się raz na jednego, raz na drugiego chłopaka. Byłam w 99% pewna, że jestem jakieś 2 metry od mojego przyjaciela.  Po chwili oni także zrobili sobie małą przerwę i zobaczyli nas. Chłopak w lokach uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Odwzajemniłam uśmiech, a następnie poszłam w ich stronę. Lilly nie za bardzo wiedziała o co chodzi, lecz mimo tego szła razem ze mną.

-Louis? – powiedziałam niedowierzająca.

-Tylko nie piszcz. Proszę! – uniósł trochę głos, a później odwrócił się w moja stronę. Staną i zaczął się we mnie wpatrywać jakby zobaczył ducha.

-Oh Lou, dobrze wiesz, że ja nawet gdybym chciała to i tak nie potrafię piszczeć. – zaśmiałam się cicho.

-O Boże (T.I.) ja cię nie poznałem – chłopak przytulił się do mnie, po chwili poczułam, że podnosi mnie i zaczyna kręcić.

-Dobra Lou, postaw mnie już na ziemi bo nie jestem lekka jak piórko.

-Oj nie psuj takiej miłej chwili, bo w końcu  nie co dziennie spotyka się starych przyjaciół. Z resztą nie jesteś gruba – już chciałam coś powiedzieć, ale chłopak mi przerwał – nawet nie waż się zaprzeczać. Zaśmialiśmy się tylko. Co do mojej wagi to Louis miał rację. Można powiedzieć, że miałam lekką niedowagę, lecz jakoś radziłam sobie z tym. Spojrzeliśmy na naszych znajomych i zobaczyliśmy, że są bardzo zdziwieni tym wszystkim.

-A no właśnie. Lilly poznaj mojego starego przyjaciela Louisa. Louis to Lilly moja przyjaciółka. – znajomi podali sobie ręce.

-Miło poznać – powiedzieli w tym samym czasie, a potem zaśmiali się.

-(T.I) poznaj mojego najlepszego kumpla Harrego. Harry to Lilly. – także podaliśmy sobie rękę.

Później nasza rozmowa poszła w kierunku co teraz robimy, gdzie mieszkamy, czym się zajmujemy. Skończyło się na zakładzie. Louis założyłam się ze mną, że nie stracę puszki stojącej na głowie Harrego.  Przyjęłam zakład. Byłam pewna siebie. Louis zaczął pierwszy. Wziął rakietę, a następnie uderzył nią w piłeczkę, która błyskawicznie odbiła się od ziemi, a potem strąciła puszkę. Później przyszła moja kolej. Próbowałam zrobić dosłownie to samo co Lou, lecz nie udało mi się i zamiast w puszkę trafiłam w członka Harrego. Chłopak z bólem rzucił się na ziemię. Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ja, lecz chłopak widać było, że cierpiał. Uklękłam obok niego i zaczęłam pytać czy wszystko dobrze.

-Harry może powinnam zawieźć Cię do szpitala, może to coś poważniejszego? – spytałam chłopaka, a Louis i Lilly wybuchli jeszcze większym śmiechem i po prostu zaczęli tarzać się po ziemi.

-Wydaję mi się, że znam lepsze wyjście. Kolacja w piątek? Co ty na to? – zaskoczyło mnie to trochę, jednak zgodziłam się. Pogadaliśmy jeszcze trochę wymieniliśmy się numerami i wróciliśmy do domów.

Tak właśnie zleciało kilka dobrych miesięcy. Bardzo często spotykałam się z Harrym, po trzech miesiącach zostaliśmy parą. Byliśmy ze sobą z dwa miesiące, a później wszystko się popsuło.  Chłopak zdradził mnie na jakiejś imprezie z jakąś plastikową blondynką. Widziałam to i nie czekając dłużej wyprowadzałam się z naszego wspólnego domu do mojego starego mieszkania. Harry chyba wiedział o co chodzi i tylko raz odważył sie do mnie zadzwonić. Nie prosił o nic, nawet o wybaczenie. Można powiedzieć, że cały czas okłamywał mnie mówiąc, że mnie kocha. Wierzyłam mu jak głupia.

Louis i Lilly pomagali mi po rozstaniu się z nim, lecz nic nie pomagało, ponieważ kiedy dowiedziałam się, że jestem z nim w ciąży świat kąp lenie mi się załamał. Na początku nie wiedziałam co mam zrobić. Jednaki po jakim czasie zrozumiałam, że nie powinnam mu mówić, nikomu nie powinnam, więc tak też zrobiłam. Nie powiedziałam tego, nawet najlepszym przyjaciołom, rodzicom, rodzinie, nikomu. Przeprowadziłam się do letniego domku na wybrzeżach Miami. Rodzice o nim zapomnieli. To wszystko wydarzyło się tak szybko.  Przez te 9 miesięcy, ki4edy byłam w ciąży cały czas zastanawiałam się dlaczego byłam z Harrym. Jednak nie wymyśliłam więcej niż 2 argumentów.  Chłopak po mnie miał 4 kolejne dziewczyny z którymi nie był dłużej niż miesiąc. Jednak ja przez ten cały czas go kochałam i będę kochać nadal. Po urodzeniu przepięknej córeczki, którą nazwałam imieniem mojej niani Rose. Mała rosła jak na drożdżach. Przez 3 lata mieszkania w Miami poznałam wspaniałego przyjaciela Erica. Nie był on mim chłopakiem, jedynie przyjacielem. Wiedział przez co przeszłam i od czasu urodzenia Rose zaczął mi pomagać. Zamieszkał ze mną i można powiedzieć, że pełnił w pewnym sensie rolę ojca dla mojej kochanej córeczki.
Moi rodzice, kiedy dowiedzieli się, że jestem w ciąży to zmienili się totalnie. Zaczęli mnie odwiedzać i także pomagać. Kto im powiedział? Nie kto inny jak Eric. Bardzo mi pomagał. Nie wiem co zrobiłabym bez niego.