4 marca 2014

Imagine Harry cz. 3



Dwa tygodnie później. 

Koszmar trwa cały czas. Dwa tygodnie temu o mały włos, a oberwałabym w głowę. Harry strzelił w wazon, który pękł na malutkie kawałeczki.
Przez całe dnie siedzę w zamkniętym pokoju. Strasznie schudłam, tego nie da się ukryć. Jestem wrakiem człowieka. A Harry? Najwyraźniej nic nie zrozumiał. Jest taki sam jak był. Codziennie przychodzą do niego przyjaciele. Podczas nieobecności Harr’ ego, kiedy on na przykład idzie do sklepu oni dobierają się do mnie. Robią co chcą. Gwałt i cięcia nożem, to już codzienność. Zrozumiałam, że to właśnie oni nie mają uczuć. Nie przyjmują się tym, że moje całe ciało pokryte będzie bliznami. Nie przejmują się, że to z każdym dniem niszczą moją psychikę, a ja do końca życia będę to pamiętać. Wszystko. Każdy dotyk, każdy oddech, każde słowo.
Najgorsze w tym wszytki jest to, że za każdym razem, kiedy Harry przyprowadza jakieś dziewczyny, na jadą noc, ja wszystko słyszę, a to boli najbardziej. Nie mam pojęcia czemu. Wszystko tutaj wydaje się takie dziwne.
-Dosyć na dzisiaj moja droga. – do tej pory nieznajomy blondyn wychodzi z mojego pokoju, słysząc kroki Harrego. Na mojej twarzy chwilę temu zaistniała nowa rana. Głębokie cięcie krwawi, a ja nie robię nic. Nawet nie reaguję na ból, jaki mi sprawia. Przed dwa tygodnie przyzwyczaiłam się do niego.
Po kilku godzinach siedzenia na parapecie i wlepiania wzroku w ulicę, słyszę trzask drzwi. Postanawiam sprawdzić swój plan. Muszę w końcu to zakończyć. Albo ja albo on.
Na palcach wymykam się z pokoju, który od dziwo jest otwarty. Słyszę telewizor w salonie, który znajduje się na końcu długiego korytarza. To właśnie mój cel. Co chwila chwiejąc się, dochodzę do pomieszczenia. Ostatnio straciłam dużo krwi, więc to tłumaczy moje osłabienie.
-Harry… - ledwie co przez moje gardło przechodzi to słowo. Chłopak szybko wstaje z kanapy, strącając bluetkę piwa, z jej oparcia. Stoi naprzeciwko mnie. Jego wzrok pada na mój zraniony policzek.
-Znów to zrobiłaś?! – wrzeszczy. A no tak, zapomniałam wspomną, że ci kolesie, którzy mi to wszystko robią, kazali mi nic nie mówić. –Może w końcu dojdzie do ciebie co robisz?! – krzyknął i złapał mnie za obolały nadgarstek prowadząc do kuchni.
-Zrób to w końcu! To czego tak bardzo pragniesz! Chce, żeby ten koszmar się  w końcu skończył! – zaczynam płakać. Harry stoi zdziwiony.
-Jaki koszmar, o czym ty mówisz?! – podchodzi do mnie. Nie mam zamiaru wyjawiać mu, co jego przyjaciele mi robią, ale z każdą sekundą pragnę tego bardziej.
-Ja… nie chcę takiego życia. Jest prawie takie samo jak kiedyś. – mówię już spokojniej. Nawet nie zdaję sobie sprawy, że brunet trzyma moją rękę i czyta napis, który dzisiaj został mi zrobiony. Dziwka. Powoli zaczynam w to wierzyć.
-Sama to zrobiłaś?
Unoszę głowę do góry, aby moje łzy znów nie popłynęły. Z resztą nie mam zamiaru patrzeć chłopakowi w oczy. Nie mogę. Wiem, że kiedy to zrobię nie będę w stanie go okłamać. Już nie.
-Czemu milczysz? – pyta ponownie.
-Bo czasami milczenie jest najlepszą odpowiedzią. – szepczę.
-To chodziarz spójrz mi w oczy. – Harry delikatnie chwyta moje policzki, uważając na świeżą ranę. –Proszę.. – jeszcze nigdy nie słyszałam z jego ust, żadnej prośby, nigdy. Nie mogę odmówić, więc spoglądam w szmaragdowe tęczówki.
-Oni mi to robią. Twoi przyjaciele.
Harry szybko zabiera dłonie z mojej twarzy i odsuwa się o krok. Jest wściekły. Jego pięści są mocno zaciśnięte, dopóki nie chwyta w nie stosu talerzy, które chwilę potem leżą potłuczone na kafelkowej podłodze. Moje ciało drży. Zaczynam płakać. Znów.
-Harry.. proszę uspokój się. – podchodzę do niego, aby dotknąć jego ramienia, lecz on od razu mnie odpycha, tak że ląduję na lodowatej podłodze. Wydaje mi się, że zasłużyłam na to, lecz kiedy widzę jego zmartwioną twarz jestem pewna, że zrobił to niechcący. W mgnieniu oka znajduje się obok mnie.
-Miałaś rację. Mogę zacząć nowe życie, a teraz jeszcze bardziej je niszczę. Do tego zamieniłem twoje życie w koszmar. Jestem chujem.
-Harry przestać. Moje życie zawsze było koszmarem. Dla ciebie jest jeszcze nadzieja, a ja straszyłam ją bardzo dawno temu.
-Naucz mnie żyć. 

Tydzień później.

Brunet zabrał mnie do motelu. Trochę dziwnie czuję się w jego towarzystwie. Chłopak nie opuszcza mnie ani na chwilę. Codziennie chodzę w jego ubraniach, ponieważ moje leżą na środku pustkowia, w malutkich kawałeczkach. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że rozmawiamy, jakby nigdy nic się nie stało. Harry nie odpuścił i zaraz po pobiciu do nieprzytomności swoich „przyjaciół” zerwał z nimi kontakt. Czasami zachowuje się  jakbym to ja była najważniejszą osobą w jego życiu. To dziwne. Ale mi się to podoba. Lubię takiego Harrego. Wybaczyłam mu nawet śmierć Nat. Czuję jakby to właśnie on był dla mnie drugą połówką. Z jednej strony go nienawidzę, a z drugiej... chyba kocham. 


1 marca 2014

Imagine Harry cz. 2



Z moich oczu polały się łzy. Harry chodzi wokół mnie, co chwilę przekręcając broń w dłoni. Na moim czole można było zobaczyć malutkie kropelki potu. Byłam przestraszona na śmierć. Nie sądziłam, że ludzi mogą być tacy okrutni. A to co przed chwilą powiedział mi brunet. Mój ojciec miał romans? To niedorzeczne. Był ze mną szczery i powiedziałby mi, chyba że nie miał odwagi, ponieważ pomyślałby, że powiedziałabym matce. Sama już nie wiem co o tym myśleć. Powoli zaczynam w to wierzyć. To prawda, że mój ojciec dosyć często wyjeżdża w delegacje, lecz między nim a matką zawsze układało się idealnie. Byli dla siebie stworzeni i jakoś nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek słyszała ich kłótnie.
-Twój ojciec zniszczył mi rodzinę. A ostatnio posunął się zbyt daleko, zabijając mojego przyjaciela. – wyznał. Co do cholery? Moje myśli były poplątane i nie byłam w stanie ich odczytać. Mnóstwo pytań doprowadzało mnie do bólu głowy. Że niby mój ojciec miał kogoś zabić? To niemożliwe. On nie skrzywdziłby nawet muchy. – A ja mam zamiar się zemścić.
Momentalnie poczułam przy skroni zimny metal. Harry przystawił mi pistolet do głowy. Mocno ścisnęłam powieki, tak samo jak usta. Nie chciałam umierać. Nie teraz, kiedy jestem tak młoda i całe życie przede mną. Chciałam spełnić swoje marzenia, zwiedzić świat. A teraz mam zostać zamordowana. On naprawdę nie ma serca. Mnóstwo rodzin jest skłóconych, przełamanych, ale jakoś tamci ludzi żyją. Muszą żyć, bo przecież to nie koniec świata.
-Proszę… nie. – wyszeptałam. Odważyłam się otworzyć oczy i spojrzeć w zielone tęczówki. Chłopak wydawał się lekko zdziwiony moim zachowaniem.
Czasami nie chciało mi się żyć. Nawiedzały mnie myśli samobójcze, ale to jedynie przez brak miłość od rodziny. Odrobinę tego uczucia dostawałam od Nat, ale teraz jej już nie ma. Nie mam nic, więc dlaczego boje się śmierci? Moi rodzice byli, są i raczej  będą surowi. W domu byłam uwięziona jak w wierzy, ale czy to znaczy, że wolność jest lepsza? Nie mogę powiedzieć, na tą chwilę, że poradziłabym sobie w tym okrytym świecie sama. Nigdy nie byłam nawet w kinie, a pytanie, czy potrafiłabym żyć sama, sprawia mi niemały kłopot. Nie znałam, życia, ale czasami miałam go dość. Wiecznego strachu i smutku. Dlaczego więc nie pragnęłam teraz śmierci, tylko byłam przestraszona jak nikt inny i modliłam się do Boga, o ratunek?
-Chcesz żyć? Mieć wybór? Moja rodzina rozpadła się na małe kawałeczki, a ja nic nie mogłem zrobić. Mój najlepszy przyjaciel umarł i też nic nie mogłem zrobić. Czemu ty możesz mieć wybór, a ja go nie miałem?! – krzyczał. Odetchnęłam głośno i postanowiłam się odezwać.
-Zawsze możesz powrócić do tego co miałeś, tylko, że w innej formie. Sam możesz założyć rodzinę i dbać o nią. Możesz mieć nowych przyjaciół i kochać ich tak samo jak tych starych. Musisz żyć przyszłością, a nie przeszłością, która cię niszczy. – nie sądziłam, że wypowiem, aż tyle słów. Byłam z siebie dumna, jak nigdy dotąd. Harry wydawał się zakłopotany. Kiedy ścisnął mocno swoje wargi, w cienką kreskę, zrozumiałam, że trafiłam. W końcu dowiedział się co może zrobić. Dostał odpowiedź, nawet o nią nie prosząc.
-Mam teraz odpuścić, akurat teraz? – spojrzał na mnie. Jego oczy błyszczały.
-Zadaj sobie pytanie. Czy przez zabicie mnie poczujesz się lepiej? Jeśli tak strzelaj, nie wahaj się. Ale czy wtedy będzie lepiej. Twoja decyzja, twoje życie. – znów uroniłam kilka łez.
Harry uklękną naprzeciwko mnie. Jego oczy przepełnione były smutkiem. Przejechał swoją dłonią po moim policzku, a ja odczułam dziwne uczucie w brzuchu. Wzdrygnęłam się, kiedy położył broń na moich kolanach. Obiema dłońmi przybliżył moją twarz do swojej, tak że nasz czoła stykały się w przyjemnym dotyku. Znów zamknęłam oczy.
-Dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad własnym ciałem. Dlaczego myślę co innego, a co innego robię? Dlaczego zachowuję się jak kilka lat temu, kiedy wszystko było idealnie? – szepcze. – Dlaczego nie mam odwagi cię zabić i w końcu poczuć się jak cały ciężar, który do tej pory dźwigałem zwinnie opuszcza moje ciało? Anabel czy potrafisz odpowiedzieć na te pytania? - delikatnie, jak nigdy wcześniej odsuwa swoją głowę od mojej.
Nie mam pojęcia co mam powiedzieć. Na dodatek w moim gardle zatrzymała się niewiarygodnie duża gula, uniemożliwiająca mi wypowiedzenie czegokolwiek.
Patrzymy sobie prosto w oczy. Pistolet, który do tej pory był na moich kolanach ponownie znajduje się w jego dużej dłoni. Nawet nie wiem, kiedy, ponieważ moje oczy są mocno zamknięte, z broni wystrzela pocisk.