Dwa tygodnie później.
Koszmar trwa cały czas. Dwa tygodnie temu o mały włos, a
oberwałabym w głowę. Harry strzelił w wazon, który pękł na malutkie kawałeczki.
Przez całe dnie siedzę w zamkniętym pokoju. Strasznie
schudłam, tego nie da się ukryć. Jestem wrakiem człowieka. A Harry?
Najwyraźniej nic nie zrozumiał. Jest taki sam jak był. Codziennie przychodzą do
niego przyjaciele. Podczas nieobecności Harr’ ego, kiedy on na przykład idzie
do sklepu oni dobierają się do mnie. Robią co chcą. Gwałt i cięcia nożem, to
już codzienność. Zrozumiałam, że to właśnie oni nie mają uczuć. Nie przyjmują
się tym, że moje całe ciało pokryte będzie bliznami. Nie przejmują się, że to z
każdym dniem niszczą moją psychikę, a ja do końca życia będę to pamiętać.
Wszystko. Każdy dotyk, każdy oddech, każde słowo.
Najgorsze w tym wszytki jest to, że za każdym razem, kiedy
Harry przyprowadza jakieś dziewczyny, na jadą noc, ja wszystko słyszę, a to
boli najbardziej. Nie mam pojęcia czemu. Wszystko tutaj wydaje się takie
dziwne.
-Dosyć na dzisiaj moja droga. – do tej pory nieznajomy
blondyn wychodzi z mojego pokoju, słysząc kroki Harrego. Na mojej twarzy chwilę
temu zaistniała nowa rana. Głębokie cięcie krwawi, a ja nie robię nic. Nawet
nie reaguję na ból, jaki mi sprawia. Przed dwa tygodnie przyzwyczaiłam się do
niego.
Po kilku godzinach siedzenia na parapecie i wlepiania wzroku
w ulicę, słyszę trzask drzwi. Postanawiam sprawdzić swój plan. Muszę w końcu to
zakończyć. Albo ja albo on.
Na palcach wymykam się z pokoju, który od dziwo jest otwarty.
Słyszę telewizor w salonie, który znajduje się na końcu długiego korytarza. To
właśnie mój cel. Co chwila chwiejąc się, dochodzę do pomieszczenia. Ostatnio
straciłam dużo krwi, więc to tłumaczy moje osłabienie.
-Harry… - ledwie co przez moje gardło przechodzi to słowo.
Chłopak szybko wstaje z kanapy, strącając bluetkę piwa, z jej oparcia. Stoi
naprzeciwko mnie. Jego wzrok pada na mój zraniony policzek.
-Znów to zrobiłaś?! – wrzeszczy. A no tak, zapomniałam
wspomną, że ci kolesie, którzy mi to wszystko robią, kazali mi nic nie mówić. –Może
w końcu dojdzie do ciebie co robisz?! – krzyknął i złapał mnie za obolały
nadgarstek prowadząc do kuchni.
-Zrób to w końcu! To czego tak bardzo pragniesz! Chce, żeby
ten koszmar się w końcu skończył! –
zaczynam płakać. Harry stoi zdziwiony.
-Jaki koszmar, o czym ty mówisz?! – podchodzi do mnie. Nie
mam zamiaru wyjawiać mu, co jego przyjaciele mi robią, ale z każdą sekundą
pragnę tego bardziej.
-Ja… nie chcę takiego życia. Jest prawie takie samo jak
kiedyś. – mówię już spokojniej. Nawet nie zdaję sobie sprawy, że brunet trzyma
moją rękę i czyta napis, który dzisiaj został mi zrobiony. Dziwka. Powoli
zaczynam w to wierzyć.
-Sama to zrobiłaś?
Unoszę głowę do góry, aby moje łzy znów nie popłynęły. Z
resztą nie mam zamiaru patrzeć chłopakowi w oczy. Nie mogę. Wiem, że kiedy to
zrobię nie będę w stanie go okłamać. Już nie.
-Czemu milczysz? – pyta ponownie.
-Bo czasami milczenie jest najlepszą odpowiedzią. – szepczę.
-To chodziarz spójrz mi w oczy. – Harry delikatnie chwyta
moje policzki, uważając na świeżą ranę. –Proszę.. – jeszcze nigdy nie słyszałam
z jego ust, żadnej prośby, nigdy. Nie mogę odmówić, więc spoglądam w
szmaragdowe tęczówki.
-Oni mi to robią. Twoi przyjaciele.
Harry szybko zabiera dłonie z mojej twarzy i odsuwa się o krok. Jest
wściekły. Jego pięści są mocno zaciśnięte, dopóki nie chwyta w nie stosu
talerzy, które chwilę potem leżą potłuczone na kafelkowej podłodze. Moje ciało
drży. Zaczynam płakać. Znów.
-Harry.. proszę uspokój się. – podchodzę do niego, aby
dotknąć jego ramienia, lecz on od razu mnie odpycha, tak że ląduję na lodowatej
podłodze. Wydaje mi się, że zasłużyłam na to, lecz kiedy widzę jego zmartwioną
twarz jestem pewna, że zrobił to niechcący. W mgnieniu oka znajduje się obok
mnie.
-Miałaś rację. Mogę zacząć nowe życie, a teraz jeszcze
bardziej je niszczę. Do tego zamieniłem twoje życie w koszmar. Jestem chujem.
-Harry przestać. Moje życie zawsze było koszmarem. Dla ciebie
jest jeszcze nadzieja, a ja straszyłam ją bardzo dawno temu.
-Naucz mnie żyć.
Tydzień później.
Brunet zabrał mnie do motelu. Trochę dziwnie czuję się w jego
towarzystwie. Chłopak nie opuszcza mnie ani na chwilę. Codziennie chodzę w jego
ubraniach, ponieważ moje leżą na środku pustkowia, w malutkich kawałeczkach. Najdziwniejsze
w tym wszystkim jest to, że rozmawiamy, jakby nigdy nic się nie stało. Harry
nie odpuścił i zaraz po pobiciu do nieprzytomności swoich „przyjaciół” zerwał z
nimi kontakt. Czasami zachowuje się
jakbym to ja była najważniejszą osobą w jego życiu. To dziwne. Ale mi
się to podoba. Lubię takiego Harrego. Wybaczyłam mu nawet śmierć Nat. Czuję
jakby to właśnie on był dla mnie drugą połówką. Z jednej strony go nienawidzę,
a z drugiej... chyba kocham.
.gif)
