Nigdy nie miałam normalnego dzieciństwa. Nie miałam
wspaniałych rodziców, którzy dawali mi wszystko. W moim życiu było wszystko na
odwrót. „Moi rodzice” pili i w ogóle nie zajmowali się mną. Jedyna osobą, która
mnie kochała i kocha do teraz jest mój starszy brat Cris. Jest starszy ode mnie
o pięć lat. Od kąt pamiętam nie mieliśmy pieniędzy nawet na jedzenia, ponieważ
moi rodzice przepijali to co udało im się zarobić. Nie przejmowali się mną i
moim bratem. Chłopak umiał sobie jakoś poradzić, niby ja też, ale już chyba za
zawsze będę czuła obrzydzenie do moich rodziców. Ojciec kiedy miałam 9 lat
zgwałcił mnie i to nie raz. Niestety mój brat o niczym nie wiedział i jak do
tej pory nie mam zamiaru mu nic mówić, chodziarz tak naprawdę to on jest dla
mnie jak ojciec. To on mnie wychował i zajmował się mną kiedy byłam mała. To
dzięki niemu jeszcze dzisiaj żyję, ponieważ w wieku 14 lat chciałam popełnić
samobójstwo. Dzięki niemu mam jeszcze co jeść.
Mimo tego, że mam dopiero 16 lat i wiem jakie trudne jest
życie. W szkole też nie czuję się najlepiej, ponieważ zazwyczaj jestem
wyzywana, z tego powodu, że jestem biedna. Może nie jestem jakąś najlepszą
uczennicą, ale staram się i idzie mi całkiem nieźle. Nie mam żadnych
przyjaciół, nawet na to aby zakolegować się z kimkolwiek mnie nie stać. Po
prostu boję się ludzi, taka jest prawda. Jednak najbardziej boję się płci
przeciwnej po tym co zrobił mi mój ojciec, chyba już nikomu nie zaufam. Nie
licząc mojego kochanego braciszka.
Kiedyś Cris rozmawiał ze mną na temat tego czy chciałabym
kiedyś u niego zamieszkać i powiedział, że mnie nawet zaadoptuje tylko, że
mógłby to zrobić dopiero po śmierci obu rodziców, ponieważ teraz jestem pod ich
„opieką”. Mimo tego, że jest pełnoletni nie wyprowadził się z domu. Cały czas
mieszka i opiekuje się mną. Jak na razie pracuje na zmywaku w jakiejś knajpce,
więc jakieś tam grosze dostaje, lecz to i tak za mało, żeby starczyło na
wszystko opłaty i co najważniejsze jakiekolwiek jedzenie.
Co do mojego wyglądu to mam długie czarne włosy, które już
niedługo będą sięgały do moich bioder. Niebieskie oczy jak ocean. Tylko one
najbardziej mi się w sobie podobają, ponieważ w reszcie dostrzegam same
kompleksy. Nie jestem jakaś wysoka, ponieważ mam tylko 165 centymetrów wzrostu.
Niby mam jakąś tam niedowagę, ale jak na razie nie myślę o tym. Jeśli chodzi o
ubiór to zazwyczaj noszę zwykłe jeansy i kolorowe podkoszulki albo bluzki
mojego brata, które po prostu uwielbiam, a buty to standardowo trampki. Jeżeli
zdarzy się jakąś dobra okazja do raz w roku, a nawet czasami dwa razy kupię
sobie jakieś buty albo jakąkolwiek odzież. Z charakteru jestem raczej cichą i
skromna osobą. Często też nieufną oraz nieśmiałą. Jednak jeżeli wymaga tego
sytuacja potrafię być miła i przyjacielska.
Właśnie wracam ze szkoły i myślę o moim beznadziejnym życiu.
Znów w mojej głowie zamieszkały myśli samobójcze, lecz próbuję je omijać,
ponieważ nie chcę znowu zranić mojego brata. Z resztą obiecałam mu, że już
nigdy tego nie zrobię. Właśnie znajduję się niedaleko mojego ulubionego parku.
Ulegam jego urokowi i kieruję się w jego stronę. Po niecałych pięciu minutach
znajduje pierwszą wolną ławkę i siadam na niej. Zdejmuję swoja torbę razem z
książkami i kładę ją obok siebie. Wyjmuje z niej „Romea i Julię” i zaczynam
czytać moja przyszłą lekturę. W pewnym
momencie dosiada się do mnie jakiś chłopak. Przez chwile zerkam na niego i
jedyne co widzę to bujne loki. Uśmiecham się lekko na ten widok, ponieważ
zawsze miałam słabość do chłopaków z lokami. Przeznaczenie? Wątpię. Nagle
zauważam, że trochę starszy i z pewnością wyższy chłopak odwraca się do mnie i
patrzy prosto w moje oczy. Jednak ja odwracam wzrok i „czytam” dalej. Moje
policzki oblewa lekki rumieniec, który z pewnością jest widoczny na mojej
cerze, bo jest ona wyjątkowo blada. Nigdy nie przepadałam za tym, aby się
opalić. Z resztą nawet pogoda w Londynie tego nie zapewni. Przez większość dni
w roku pada tutaj deszcz lub jest zachmurzenie, więc są małe szanse, że
ktokolwiek się opali. Przez tą jedną króciutką sekundę zauważyłam, że ma on
szmaragdowe oczy oraz dołeczki w policzkach kiedy się uśmiecha. Jednak ja po
chwili namysłu postanawiam wstać i kierować się w stronę domu. Jeżeli mogę go
tak nazwać, ponieważ z pewnością on go nie przypomina. Zakładam torbę na ramię
i ruszam w prawą stronę. Jednak po chwili słyszę nawoływanie. Lekceważę je i
idę dalej. Niestety nie jest mi to dane, bo chwilę później przed moją twarzą i
resztą ciała pojawia się chłopak z lokami. Stoi naprzeciwko mnie uśmiechnięty i
nagle wyciąga rękę w moja stronę.
-Jestem Harrz– mówi.
-Przepraszam, ale nie rozmawiam z nieznajomymi – odpowiadam
i omijam go, lecz nastolatek nie daję za wygraną i dogania mnie.
-Ale właśnie Ci się przedstawiłem, czyli można powiedzieć, że
już mnie znasz.
-To nie ma znaczenia – pozostaję nieugięta, ale Lokowaty
zatrzymuje mnie łapiąc za nadgarstek.
-Ma i to wielkie.
-Dobrze w takim razie czego chcesz? – pytam.
-Jak to czego? Chcę poznać nową osobę – uśmiecha się znów.
-Jednak już od chwili kiedy nie dajesz mi spokoju męczy mnie
pytanie dlaczego chcesz poznać mnie?
-Ponieważ wydajesz się bardzo skrytą osobą, której z
pewnością przyda się jakiś znajomy.
-Niestety musze cię rozczarować, ale ja nie potrzebuję
żadnego znajomego. W stu procentach poradzę sobie ze wszystkim sama. Do tego
czasu jakoś mi się udawało, wiec wydaje mi się, że teraz też wszystko będzie
dobrze – pierwszy raz odwzajemniam uśmiech, lecz jest on sztuczny. Znów
lekceważę dalsze wypowiedzi chłopaka i idę dalej odrobinę przyśpieszając kroku.
-Ej, zaczekaj! - znów dotrzymuje mi kroku. – Nie zgrywaj
takiej niedostępnej. Ja chciałbym tylko zaprosić Cię na kawę i dam Ci spokój,
jeżeli mnie nie polubisz to daję Ci moje słowo, że już nigdy więcej nie będę
się Ciebie czepiał. – zatrzymałam się i
po chwili odwróciłam twarzą do chłopaka.
-Dobrze, jednak masz mało szans, że Cię polubię. – mówię.
-To może zaczniemy od nowa? – pyta.
-Jestem (T.I) – podaję mu rękę.
-A ja Harry – znów się uśmiecha.
Następnie poszliśmy do najbliższej kawiarni, która
znajdowała się zaraz obok parku. Zajęliśmy miejsce obok okna. Harry poszedł
zamówić kawę, a ja wygodnie usiadłam na krzesełku i zaczęłam bawić się jedna z
serwetek. Mimo tego, że obawiałam się trochę tego spotkania to nie poszło tak
źle. Było całkiem fajnie i jednak polubiłam Harrego. Można powiedzieć, że
straciłam poczucie czasu, bo około 20 kiedy robiło się już ciemno zaczęłam
żegnać się z chłopakiem.
-Czekaj (T.I) dam Ci swój numer. – po chwili chłopak podał
mi karteczkę z numerem. – mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy,
ponieważ bardzo Cię polubiłem i wydaje mi się, że nie przeżyję bez kolejnego
spotkania. – zaśmiałam się.
-W takim razie do zobaczenie – pomachałam Harremu na
pożegnanie. Kiedy opuściłam budynek od razu zaczęłam szybciej iść do domu.
Kiedy tak szłam myślałam o tym jak skontaktuję się z chłopakiem, ponieważ był
jeden problem. Nie posiadałam telefonu. Najwyraźniej w końcu będę musiała
skorzystać z butki telefonicznej jeśli zdobędę jakieś pieniądze.
Nie minęła nawet 10 minut, a już stałam pod malutki domem,
który był wyposażony tylko w 2 malutkie pokoje, kuchnię i skromna łazienkę. Przed
wejściem do mieszkania, zobaczyłam mojego brata siedzącego na werandzie. Kiedy
mnie zobaczył jakby zmartwiony podbiegł do mnie i przytulił.
-(T.I) gdzie ty byłaś? Nawet nie wiesz jak bardzo się o
ciebie martwiłem – pocałowałam mnie w czoło. – szukałem cię, ale pomyślałem, że
jesteś już wystarczająco duża i wrócisz do domu, dlatego zaczekałem tutaj. –
mówił.
-Nie masz się o co martwić – powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Gdzie byłaś?
-No po szkole poszłam do parku i tam zaczęłam czytać
książkę, a później poznałam takiego jednego chłopaka. – zarumieniłam się.
-Oo widzę, że w końcu moja mała siostrzyczka się zakochała –
powiedział.
-Przesadzasz, to zwykły kolega. Z Resztą jest ode mnie
starszy o dwa lata. – powiedziałam.
-Wiek to tylko liczba. – przeanalizowałam jego słowa i
doszłam do tego, że mój brat ma rację. Weszłyśmy do mieszkania. – Jesteś
głodna, bo dzisiaj dostałem pieniądze z pracy i zrobiłem małe zakupy. A i mam coś dla Ciebie – wręczył mi 20 funtów.
-Cris dobrze wiesz, że pieniądze nie są mi potrzebne. –
próbowałam oddać je bratu, ale ten nalegał i w końcu się zgodziłam.
-Chciałbym, żebyś je miała. Wiem, że krucho u mnie z kasą i
gdybym dostawał większą wypłatę to z pewnością dawałbym Ci nawet co miesiąc
albo jeszcze częściej. –uśmiechnął się do mnie.
-Wiesz, że pieniądze szczęścia nie daję prawda?
-Tak wiem, ale u nas to co innego, z resztą sama dobrze
wiesz. – pokiwałam głową. Schowałam pieniądze do kieszeni spodni.
– Zaraz do Ciebie przyjdę tylko zaniosę torbę z książkami do
pokoju – powiedziałam i tak zrobiłam. Jednak, kiedy już miałam wracać, ale nie
było mi to dane, bo mój ojciec brutalnie złapał mnie za ręce robiąc mi przy tym
z pewnością kilka sporych siniaków.
-Oddawaj mi te pieniądze! – krzyknął na mnie.
-Zostaw ją! – odkrzykną mój brat stawa jąć w mojej obronie.
Lecz ten go zlekceważył.
-Niby po co mam ci je dać?! Co, żebyś znowu łaził zalany
razem z matką?! – krzyczałam już przez łzy. Wtedy on uderzył mnie z całej siły
w twarz. Ja upadłam na podłogę. Na moje nieszczęście na ziemi leżała pouczona
butelka od piwa, przez co kilka szkiełek nadziało mi się na nogę. W
natychmiastowym tempie Cris zaczął bić naszego ojca, lecz ja chciałam go jakoś
powstrzymać, bo jeszcze by go zabił. Chłopak po tym jak czterdziestolatek
wylądował na ziemi i zwijał się z bólu, a nasza matka zaczęła przeraźliwie
płakać i nie wiedziała co ma zrobić, wziął mnie na ręce i jak najszybciej wyszedł
ze mną z domu. Można powiedzieć, że wyłam z bólu, ponieważ szkło wbiło mi się
dosyć głęboko. Cris dzielnie niósł mnie na rękach. Po chwili doszliśmy do
najbliższej budki telefonicznej, która znajdowała się na sąsiedniej ulicy.
Chłopak posadził mnie na ławce, a sam wyjął jakieś drobne i zadzwonił po
pogotowie. Po chwili zjawiłam się karetka i zabrała mnie wraz z bratem do
szpitala. Po chwili chłopak usiadł obok mnie. Próbowałam opanować jakoś płacz,
jednak na marne.
-(T.I) za chwilę przyjedzie karetka i wszystko będzie
dobrze, zobaczysz. – ukucnął przede mną i otarł mi łzy.
-To tak bardzo boli. – mówiłam przez łzy. Nie minęło nawet
10 minut, a już zjawiło się pogotowie. Razem ze mną pojechał mój brat. W
szpitalu znajdowałam się w jakiej Sali. Młody lekarz, miał może z 30 lat zaczął
wyjmować szkło z mojej nogi. Towarzyszyła mu pielęgniarka. Cały czas po moich
policzkach ciekły łzy. To tak cholernie bolało. Zajęło mu to około godziny,
ponieważ były także małe szkiełka, które były mało widoczne. Jednak wszystko
poszło dobrze. Następnie moje udo zostało zawinięte w bandaż. Podziękowałam
lekarzowi i wyszłam z sali wraz z pielęgniarką.
-Musi pani zjawić się za trzy dni na zmianie opatrunku. Za
dwa tygodnie na zdjęcie szwów. A tutaj ma pani receptę z lekiem przeciwbólowym.
Miejmy nadzieję, że szybko się zagoi. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie,
poklepała leciutko po ramieniu i odeszła. Już po chwili zjawił się obok mnie
Cris.
-Jak się czujesz?
-Okropnie, ale przynajmniej już mniej boli. To jest recepta
na jakiś lek przeciwbólowy. – podałam mu karteczkę. Powiedziałam jeszcze kiedy
mam zjawić się w szpitalu i przy pomocy brata wyszłam z budynku, ponieważ można
powiedzieć, że ledwo co sie trzymałam na nogach. Usiedliśmy na ławeczce obok
szpitala.
-I gdzie teraz pójdziemy? – spytałam po chwili ciszy.
-Przed chwilą zadzwoniłem do Johna – przyjaciela mojego
brata. – i powiedział, że możemy zatrzymać się jak długo chcemy.
-A nie będziemy przeszkadzać?
-Wydaje mi się, że nie, bo on mieszka sam.
-Aha, rozumiem – powiedziałam i sztucznie uśmiechnęłam się
do chłopaka.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. – przytulił mnie. – Poradzimy sobie. Znajdę
jakąś nową pracę, Może będą mi lepiej płacić. Damy rade. Jutro pójdę do tej patologii po nasze rzeczy.
– zaśmiałam się cicho. Nagle pod szpital podjechał jakiś samochód. – O to John,
pomóc ci – chłopak zauważył, że podnoszę się z ławki.
-Nie dam radę, dzięki.
Po chwili siedziałam już w aucie. Mimo tego, że była już noc
Londyn i tak wyglądał cudownie.
Leciał dzień, za dniem. Przez cały czas miałam w głowie
Harrego. Przez moja nogę nie chodziłam do szkoły przez prawie miesiąc. U Johna
mieszkało się bardzo dobrze. Cris znalazł prace swoich marzeń. Pracował w
studiu radiowym. Mimo tego, że miał bardzo dużo pracy mi także poświęcał
mnóstwo czasu. Nareszcie zaczął zarabiać. Kupił skromne mieszkanie na
przedmieściach. Mały uroczy domek z przepięknym ogrodem. Bardzo mi się tam
podobało. Pewnego dnia odważyłam się zadzwonić do Harrego. Od naszego
ostatniego spotkania minęły już prawie cztery miesiące i możliwe, że mógłby
mnie nie pamiętać, lecz kiedy powiedziałam mu, że dzwoni (T.I) ta dziewczyna z
parku od razu zaproponował następne spotkanie.
I to właśnie tak zaczęła się moja przygoda z Hazzą. Cris polubił Stylesa
już na pierwszym spotkaniu. Znaleźli swój własny język.
Właśnie dzisiaj odbywa się ślub mojego starszego braciszka.
W końcu i on znalazł ta jedyną.
Natomiast
ja mam już 20 lat i kochającego narzeczonego Harrego. Mimo tak młodego wieku
zdążyliśmy sobie już ułożyć życie. Mamy przepiękną małą dwuletnią córeczkę
Darcy oraz już niedługo na świat przyjdzie jej młodszy braciszek Lucas..gif)
