13 listopada 2013

Imagine Harry



Nigdy nie miałam normalnego dzieciństwa. Nie miałam wspaniałych rodziców, którzy dawali mi wszystko. W moim życiu było wszystko na odwrót. „Moi rodzice” pili i w ogóle nie zajmowali się mną. Jedyna osobą, która mnie kochała i kocha do teraz jest mój starszy brat Cris. Jest starszy ode mnie o pięć lat. Od kąt pamiętam nie mieliśmy pieniędzy nawet na jedzenia, ponieważ moi rodzice przepijali to co udało im się zarobić. Nie przejmowali się mną i moim bratem. Chłopak umiał sobie jakoś poradzić, niby ja też, ale już chyba za zawsze będę czuła obrzydzenie do moich rodziców. Ojciec kiedy miałam 9 lat zgwałcił mnie i to nie raz. Niestety mój brat o niczym nie wiedział i jak do tej pory nie mam zamiaru mu nic mówić, chodziarz tak naprawdę to on jest dla mnie jak ojciec. To on mnie wychował i zajmował się mną kiedy byłam mała. To dzięki niemu jeszcze dzisiaj żyję, ponieważ w wieku 14 lat chciałam popełnić samobójstwo. Dzięki niemu mam jeszcze co jeść.
Mimo tego, że mam dopiero 16 lat i wiem jakie trudne jest życie. W szkole też nie czuję się najlepiej, ponieważ zazwyczaj jestem wyzywana, z tego powodu, że jestem biedna. Może nie jestem jakąś najlepszą uczennicą, ale staram się i idzie mi całkiem nieźle. Nie mam żadnych przyjaciół, nawet na to aby zakolegować się z kimkolwiek mnie nie stać. Po prostu boję się ludzi, taka jest prawda. Jednak najbardziej boję się płci przeciwnej po tym co zrobił mi mój ojciec, chyba już nikomu nie zaufam. Nie licząc mojego kochanego braciszka.
Kiedyś Cris rozmawiał ze mną na temat tego czy chciałabym kiedyś u niego zamieszkać i powiedział, że mnie nawet zaadoptuje tylko, że mógłby to zrobić dopiero po śmierci obu rodziców, ponieważ teraz jestem pod ich „opieką”. Mimo tego, że jest pełnoletni nie wyprowadził się z domu. Cały czas mieszka i opiekuje się mną. Jak na razie pracuje na zmywaku w jakiejś knajpce, więc jakieś tam grosze dostaje, lecz to i tak za mało, żeby starczyło na wszystko opłaty i co najważniejsze jakiekolwiek jedzenie.
Co do mojego wyglądu to mam długie czarne włosy, które już niedługo będą sięgały do moich bioder. Niebieskie oczy jak ocean. Tylko one najbardziej mi się w sobie podobają, ponieważ w reszcie dostrzegam same kompleksy. Nie jestem jakaś wysoka, ponieważ mam tylko 165 centymetrów wzrostu. Niby mam jakąś tam niedowagę, ale jak na razie nie myślę o tym. Jeśli chodzi o ubiór to zazwyczaj noszę zwykłe jeansy i kolorowe podkoszulki albo bluzki mojego brata, które po prostu uwielbiam, a buty to standardowo trampki. Jeżeli zdarzy się jakąś dobra okazja do raz w roku, a nawet czasami dwa razy kupię sobie jakieś buty albo jakąkolwiek odzież. Z charakteru jestem raczej cichą i skromna osobą. Często też nieufną oraz nieśmiałą. Jednak jeżeli wymaga tego sytuacja potrafię być miła i przyjacielska.
Właśnie wracam ze szkoły i myślę o moim beznadziejnym życiu. Znów w mojej głowie zamieszkały myśli samobójcze, lecz próbuję je omijać, ponieważ nie chcę znowu zranić mojego brata. Z resztą obiecałam mu, że już nigdy tego nie zrobię. Właśnie znajduję się niedaleko mojego ulubionego parku. Ulegam jego urokowi i kieruję się w jego stronę. Po niecałych pięciu minutach znajduje pierwszą wolną ławkę i siadam na niej. Zdejmuję swoja torbę razem z książkami i kładę ją obok siebie. Wyjmuje z niej „Romea i Julię” i zaczynam czytać moja przyszłą lekturę.  W pewnym momencie dosiada się do mnie jakiś chłopak. Przez chwile zerkam na niego i jedyne co widzę to bujne loki. Uśmiecham się lekko na ten widok, ponieważ zawsze miałam słabość do chłopaków z lokami. Przeznaczenie? Wątpię. Nagle zauważam, że trochę starszy i z pewnością wyższy chłopak odwraca się do mnie i patrzy prosto w moje oczy. Jednak ja odwracam wzrok i „czytam” dalej. Moje policzki oblewa lekki rumieniec, który z pewnością jest widoczny na mojej cerze, bo jest ona wyjątkowo blada. Nigdy nie przepadałam za tym, aby się opalić. Z resztą nawet pogoda w Londynie tego nie zapewni. Przez większość dni w roku pada tutaj deszcz lub jest zachmurzenie, więc są małe szanse, że ktokolwiek się opali. Przez tą jedną króciutką sekundę zauważyłam, że ma on szmaragdowe oczy oraz dołeczki w policzkach kiedy się uśmiecha. Jednak ja po chwili namysłu postanawiam wstać i kierować się w stronę domu. Jeżeli mogę go tak nazwać, ponieważ z pewnością on go nie przypomina. Zakładam torbę na ramię i ruszam w prawą stronę. Jednak po chwili słyszę nawoływanie. Lekceważę je i idę dalej. Niestety nie jest mi to dane, bo chwilę później przed moją twarzą i resztą ciała pojawia się chłopak z lokami. Stoi naprzeciwko mnie uśmiechnięty i nagle wyciąga rękę w moja stronę.
-Jestem Harrz– mówi.
-Przepraszam, ale nie rozmawiam z nieznajomymi – odpowiadam i omijam go, lecz nastolatek nie daję za wygraną i dogania mnie.
-Ale właśnie Ci się przedstawiłem, czyli można powiedzieć, że już mnie znasz.
-To nie ma znaczenia – pozostaję nieugięta, ale Lokowaty zatrzymuje mnie łapiąc za nadgarstek.
-Ma i to wielkie.
-Dobrze w takim razie czego chcesz? – pytam.
-Jak to czego? Chcę poznać nową osobę – uśmiecha się znów.
-Jednak już od chwili kiedy nie dajesz mi spokoju męczy mnie pytanie dlaczego chcesz poznać mnie?
-Ponieważ wydajesz się bardzo skrytą osobą, której z pewnością przyda się jakiś znajomy.
-Niestety musze cię rozczarować, ale ja nie potrzebuję żadnego znajomego. W stu procentach poradzę sobie ze wszystkim sama. Do tego czasu jakoś mi się udawało, wiec wydaje mi się, że teraz też wszystko będzie dobrze – pierwszy raz odwzajemniam uśmiech, lecz jest on sztuczny. Znów lekceważę dalsze wypowiedzi chłopaka i idę dalej odrobinę przyśpieszając kroku.
-Ej, zaczekaj! - znów dotrzymuje mi kroku. – Nie zgrywaj takiej niedostępnej. Ja chciałbym tylko zaprosić Cię na kawę i dam Ci spokój, jeżeli mnie nie polubisz to daję Ci moje słowo, że już nigdy więcej nie będę się Ciebie czepiał.  – zatrzymałam się i po chwili odwróciłam twarzą do chłopaka.
-Dobrze, jednak masz mało szans, że Cię polubię. – mówię.
-To może zaczniemy od nowa? – pyta.
-Jestem (T.I) – podaję mu rękę.
-A ja Harry – znów się uśmiecha.
Następnie poszliśmy do najbliższej kawiarni, która znajdowała się zaraz obok parku. Zajęliśmy miejsce obok okna. Harry poszedł zamówić kawę, a ja wygodnie usiadłam na krzesełku i zaczęłam bawić się jedna z serwetek. Mimo tego, że obawiałam się trochę tego spotkania to nie poszło tak źle. Było całkiem fajnie i jednak polubiłam Harrego. Można powiedzieć, że straciłam poczucie czasu, bo około 20 kiedy robiło się już ciemno zaczęłam żegnać się z chłopakiem.
-Czekaj (T.I) dam Ci swój numer. – po chwili chłopak podał mi karteczkę z numerem. – mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, ponieważ bardzo Cię polubiłem i wydaje mi się, że nie przeżyję bez kolejnego spotkania. – zaśmiałam się.
-W takim razie do zobaczenie – pomachałam Harremu na pożegnanie. Kiedy opuściłam budynek od razu zaczęłam szybciej iść do domu. Kiedy tak szłam myślałam o tym jak skontaktuję się z chłopakiem, ponieważ był jeden problem. Nie posiadałam telefonu. Najwyraźniej w końcu będę musiała skorzystać z butki telefonicznej jeśli zdobędę jakieś pieniądze.
Nie minęła nawet 10 minut, a już stałam pod malutki domem, który był wyposażony tylko w 2 malutkie pokoje, kuchnię i skromna łazienkę. Przed wejściem do mieszkania, zobaczyłam mojego brata siedzącego na werandzie. Kiedy mnie zobaczył jakby zmartwiony podbiegł do mnie i przytulił.
-(T.I) gdzie ty byłaś? Nawet nie wiesz jak bardzo się o ciebie martwiłem – pocałowałam mnie w czoło. – szukałem cię, ale pomyślałem, że jesteś już wystarczająco duża i wrócisz do domu, dlatego zaczekałem tutaj. – mówił.
-Nie masz się o co martwić – powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Gdzie byłaś?
-No po szkole poszłam do parku i tam zaczęłam czytać książkę, a później poznałam takiego jednego chłopaka. – zarumieniłam się.
-Oo widzę, że w końcu moja mała siostrzyczka się zakochała – powiedział.
-Przesadzasz, to zwykły kolega. Z Resztą jest ode mnie starszy o dwa lata. – powiedziałam.
-Wiek to tylko liczba. – przeanalizowałam jego słowa i doszłam do tego, że mój brat ma rację. Weszłyśmy do mieszkania. – Jesteś głodna, bo dzisiaj dostałem pieniądze z pracy i zrobiłem małe zakupy. A i mam coś dla Ciebie – wręczył mi 20 funtów.
-Cris dobrze wiesz, że pieniądze nie są mi potrzebne. – próbowałam oddać je bratu, ale ten nalegał i w końcu się zgodziłam.
-Chciałbym, żebyś je miała. Wiem, że krucho u mnie z kasą i gdybym dostawał większą wypłatę to z pewnością dawałbym Ci nawet co miesiąc albo jeszcze częściej. –uśmiechnął się do mnie.
-Wiesz, że pieniądze szczęścia nie daję prawda?
-Tak wiem, ale u nas to co innego, z resztą sama dobrze wiesz. – pokiwałam głową. Schowałam pieniądze do kieszeni spodni.
– Zaraz do Ciebie przyjdę tylko zaniosę torbę z książkami do pokoju – powiedziałam i tak zrobiłam. Jednak, kiedy już miałam wracać, ale nie było mi to dane, bo mój ojciec brutalnie złapał mnie za ręce robiąc mi przy tym z pewnością kilka sporych siniaków.
-Oddawaj mi te pieniądze! – krzyknął na mnie.
-Zostaw ją! – odkrzykną mój brat stawa jąć w mojej obronie. Lecz ten go zlekceważył.
-Niby po co mam ci je dać?! Co, żebyś znowu łaził zalany razem z matką?! – krzyczałam już przez łzy. Wtedy on uderzył mnie z całej siły w twarz. Ja upadłam na podłogę. Na moje nieszczęście na ziemi leżała pouczona butelka od piwa, przez co kilka szkiełek nadziało mi się na nogę. W natychmiastowym tempie Cris zaczął bić naszego ojca, lecz ja chciałam go jakoś powstrzymać, bo jeszcze by go zabił. Chłopak po tym jak czterdziestolatek wylądował na ziemi i zwijał się z bólu, a nasza matka zaczęła przeraźliwie płakać i nie wiedziała co ma zrobić, wziął mnie na ręce i jak najszybciej wyszedł ze mną z domu. Można powiedzieć, że wyłam z bólu, ponieważ szkło wbiło mi się dosyć głęboko. Cris dzielnie niósł mnie na rękach. Po chwili doszliśmy do najbliższej budki telefonicznej, która znajdowała się na sąsiedniej ulicy. Chłopak posadził mnie na ławce, a sam wyjął jakieś drobne i zadzwonił po pogotowie. Po chwili zjawiłam się karetka i zabrała mnie wraz z bratem do szpitala. Po chwili chłopak usiadł obok mnie. Próbowałam opanować jakoś płacz, jednak na marne.
-(T.I) za chwilę przyjedzie karetka i wszystko będzie dobrze, zobaczysz. – ukucnął przede mną i otarł mi łzy.
-To tak bardzo boli. – mówiłam przez łzy. Nie minęło nawet 10 minut, a już zjawiło się pogotowie. Razem ze mną pojechał mój brat. W szpitalu znajdowałam się w jakiej Sali. Młody lekarz, miał może z 30 lat zaczął wyjmować szkło z mojej nogi. Towarzyszyła mu pielęgniarka. Cały czas po moich policzkach ciekły łzy. To tak cholernie bolało. Zajęło mu to około godziny, ponieważ były także małe szkiełka, które były mało widoczne. Jednak wszystko poszło dobrze. Następnie moje udo zostało zawinięte w bandaż. Podziękowałam lekarzowi i wyszłam z sali wraz z pielęgniarką.
-Musi pani zjawić się za trzy dni na zmianie opatrunku. Za dwa tygodnie na zdjęcie szwów. A tutaj ma pani receptę z lekiem przeciwbólowym. Miejmy nadzieję, że szybko się zagoi. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie, poklepała leciutko po ramieniu i odeszła. Już po chwili zjawił się obok mnie Cris.
-Jak się czujesz?
-Okropnie, ale przynajmniej już mniej boli. To jest recepta na jakiś lek przeciwbólowy. – podałam mu karteczkę. Powiedziałam jeszcze kiedy mam zjawić się w szpitalu i przy pomocy brata wyszłam z budynku, ponieważ można powiedzieć, że ledwo co sie trzymałam na nogach. Usiedliśmy na ławeczce obok szpitala.
-I gdzie teraz pójdziemy? – spytałam po chwili ciszy.
-Przed chwilą zadzwoniłem do Johna – przyjaciela mojego brata. – i powiedział, że możemy zatrzymać się jak długo chcemy.
-A nie będziemy przeszkadzać?
-Wydaje mi się, że nie, bo on mieszka sam.
-Aha, rozumiem – powiedziałam i sztucznie uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.  – przytulił mnie. – Poradzimy sobie. Znajdę jakąś nową pracę, Może będą mi lepiej płacić. Damy rade.  Jutro pójdę do tej patologii po nasze rzeczy. – zaśmiałam się cicho. Nagle pod szpital podjechał jakiś samochód. – O to John, pomóc ci – chłopak zauważył, że podnoszę się z ławki.
-Nie dam radę, dzięki.
Po chwili siedziałam już w aucie. Mimo tego, że była już noc Londyn i tak wyglądał cudownie.
Leciał dzień, za dniem. Przez cały czas miałam w głowie Harrego. Przez moja nogę nie chodziłam do szkoły przez prawie miesiąc. U Johna mieszkało się bardzo dobrze. Cris znalazł prace swoich marzeń. Pracował w studiu radiowym. Mimo tego, że miał bardzo dużo pracy mi także poświęcał mnóstwo czasu. Nareszcie zaczął zarabiać. Kupił skromne mieszkanie na przedmieściach. Mały uroczy domek z przepięknym ogrodem. Bardzo mi się tam podobało. Pewnego dnia odważyłam się zadzwonić do Harrego. Od naszego ostatniego spotkania minęły już prawie cztery miesiące i możliwe, że mógłby mnie nie pamiętać, lecz kiedy powiedziałam mu, że dzwoni (T.I) ta dziewczyna z parku od razu zaproponował następne spotkanie.  I to właśnie tak zaczęła się moja przygoda z Hazzą. Cris polubił Stylesa już na pierwszym spotkaniu. Znaleźli swój własny język.
Właśnie dzisiaj odbywa się ślub mojego starszego braciszka. W końcu i on znalazł ta jedyną.
Natomiast ja mam już 20 lat i kochającego narzeczonego Harrego. Mimo tak młodego wieku zdążyliśmy sobie już ułożyć życie. Mamy przepiękną małą dwuletnią córeczkę Darcy oraz już niedługo na świat przyjdzie jej młodszy braciszek Lucas.

24 lipca 2013

Imagine Liam



Jestem z Liamem już od kilku lat razem. Znam go bardzo dobrze i potrafię zauważyć, kiedy jest zły. Od jakiegoś czasu cały czas chodził naburmuszony i smutny. Rzadko co się do mnie słowem odzywał. Nie wiedziałam o co chodzi, lecz kiedy próbowałam cos z niego wydusić zawsze wściekał się i wychodził z domu lub po prostu szedł do sypialni i odizolowywał się do wszystkich. Chłopaki też próbowali go namówić, aby cokolwiek powiedział, lecz ten zachowywał się jak małe dziecko i nie chciał powiedzieć.
Pewnego razu czekałam na chłopaka z obiadem, bo ten był na jakimś wywiadzie. Siedziałam w kuchni przy wysepce i czytałam gazetę, aż zobaczyłam coś co mnie bardzo zdziwiło. Liam Payne chce odejść ze zespołu! Przecież to nie mogła być prawda. Nagle usłyszałam jak chłopak wchodzi do domu.
-Kochanie chodź na obiad! – zawołałam go.  Schowałam gazetę i znów zajęłam miejsce na krzesełku. Liam wszedł do kuchni od razu zajmując swoje miejsce. Dotknęłam jego dłoni i trzymałam w lekkim uścisku.
-Spójrz na mnie – odezwałam się po chwili. –Powiedz mi co się dzieję, bo nie mogę patrzeć na Ciebie jak cały czas chodzisz zły na cały świat. Co się dzieje? – spytałam spokojnie. Chłopak westchnął głośno.
-(T.I) błagam Cie nie mówmy o tym. – wstał i poszedł na górę. Oj nie mój drogi, tak nie będzie – pomyślałam już lekko wkurzona tym wszystkim. Weszłam do naszej sypialni. Liam siedział na łóżku i patrzył się w swój telefon. Nie zauważając mnie lekko uśmiechnął się do wyświetlacz. Najwyraźniej z kimś pisał.
-Skarbie proszę Cię… - przerwał mi. Wstał wkurzony i zaczął na mnie krzyczeć.
-Możesz już skończyć z tymi czułymi słówkami?! Odwal się w końcu ode mnie!
-Nie nie odwalę się do Ciebie dopóki nie powiesz mi o co chodzi! – krzyknęłam. Chyba pierwszy raz w życiu krzyknęłam, co zdziwiło chłopaka. No cóż, zazwyczaj cały czas się uśmiechałam się. Bardzo, ale to bardzo rzadko krzyczałam na kogoś. Jednak tym razem wszystkie hormony we mnie buzowały. Myślałam, że zaraz wylecę w powietrze.
-Zdradzam Cię! – krzyknął. Kiedy usłyszałam te dwa paskudne słowa myślałam, że zapadnę się pod Ziemię. – Jak myślisz dlaczego tak się zachowywałem?!  Chciałem, żebyś się w końcu ode mnie odwaliła bo nie miałam odwagi, aby wyznać Ci prosto w oczy, że w ogóle Cię nie kocham! Myślałem, że po kilku dniach sama odejdziesz.. – dokończył już spokojnie. Ja już kąp letnie rozryczałam się, bo robiłam wszystko, aby w naszym związku było jak najlepiej.
-I udało Ci się. – powiedziałam i wybiegłam z domu. Liam pobiegł za mną. Zatrzymałam się jakieś 20 metrów przed ulicą. Odwróciłam się do chłopaka cała zapłakana i powiedziałam do niego ostatnie słowa. –A ja Cię jak głupia kochałam. – widziałam, że chciał coś powiedzieć, lecz ja po prostu uciekłam.
-(T.I) - usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się na chwilę. Stałam na środku ulicy.
-I nadal kocham – powiedziałam i właśnie w taki sposób zginęła. Rozpędzony pijany kierowca potrącił mnie z dużą siłą. Zginęłam na miejscu. 


THE END

 

19 lipca 2013

Imagine Zayn i Harry

Gatunek: dramat.
Podzielenie: na części.
Typ: bromance.
Bohaterowie: Zayn Malik, Harry Styles, Alex McFrain.


Nie było dobrze. Nie mogłem tego powiedzieć o mojej sytuacji z Alex. Nie spotykaliśmy się, nie rozmawialiśmy, nie pisaliśmy. Nie było pomiędzy nami niczego. Niczego, prócz żalu, smutku i trochę gniewu. Byliśmy kiedyś parą, ale ona wybrała kogoś innego, twierdząc, że jego kocha, we mnie się zauroczyła. Dużo czasu minęło, nim zrozumiałam błąd. Oczywiście mój błąd. Nie potrafiłem już tego naprawić, nie dało się. Była z nim szczęśliwa. Tak bardzo… Nie mogłem się napatrzeć, gdy widziałem ją, jak lśniły jej się iskierki w oczach, iskierki szczęścia. Cieszyła się nam sam jego widok… kochała go.

Zawarłem z nią przyjaźń. Niestety kolejny raz się nie udało. Dlaczego? Znów moja wina. Nie umiałem. Teraz wydaję mi się, że mamy po prostu inne charaktery, bardzo inne. Nie pasujemy do siebie. Nie była nam pisana, ani przyjaźń, ani miłość. Zrozumiałem to. Raniło, bolało. Ale musiałem to zrobić.

Nie potrafiłbym powiedzieć jej tego prosto w twarz. Stchórzyłbym. Napisałem. Po prostu napisałem, jak ostatni frajer. Chciałem dać jej do zrozumienia, że to koniec. Że nie potrafię. Że nie dam rady. „Przepraszam Cię, Alex. Tak bardzo Cię przepraszam. Ale ja tak dłużej nie wytrzymam. Słuchaj… nie wszyscy ludzie są sobie pisani, niektórym po prostu się nie udaje i rozumieją, że to nie ma sensu. Zobacz, my jesteśmy takimi ludźmi, nieprawdaż? Należymy do osób, którym się zawaliło. Nam wszystko się posypało, nie umiemy rozmawiać, nawet pisać, spotkać się jest ciężko. Niestety tak właśnie jest. Nie chciałem tego. Nigdy nie chciałem Cię zostawić. Ale teraz nie mamy innego wyjścia. Nie mamy. Musimy się rozstać. Po prostu lepiej będzie, gdy zapomnisz. O mnie. Bądź szczęśliwa, nie potrzebujesz mnie. Nie ma mnie, Als. Kocham Cię.” Miałem łzy w oczach. Ale nie, ja nie płaczę. Nie mogę. Było ciężko. Jeszcze ciężej, gdy usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Bałem się. Nie miałem ochoty tego czytać. Musiałem. „Rozumiem. Ale wiesz, powiem Ci coś. Ty nie wiesz co to znaczy kogoś kochać. Podstawą w miłości jest to, że się kogoś nigdy nie zostawia, bo to ‘nie ma sensu’, bo się nie układa. Tyle, miłego.” Nie chciałem na to odpisywać. Nie wiedziałem jak. Niestety.. łzy pociekły mi po policzkach, niczym dwa strumyki na wzgórzach. Tego się obawiałem. Że zaboli za mocno. Nie miałem pojęcia, co mogła czuć Alex. Ale ludzie w życiu się rozstają, tak musi być. Będzie bardziej szczęśliwa, gdy zapomni. Przynajmniej ona. Teraz będzie ciężko, ale w przyszłości będzie jej naprawdę dobrze. Ze swoim partnerem, z prawdziwymi przyjaciółmi.

Jedyne, o czym teraz marzyłem, to o schlaniu. Zadzwoniłem do mojego kumpla, z dzieciństwa, z którym utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego. „Jak najszybciej w naszym barze, stary. Proszę…”. Ostatnie słowo powiedziałem niemal bezdźwięcznie. Głos mi się załamał. Potrzebowałem kogoś. I alkoholu. Na dworze dzień nie należał do najcieplejszych, dlatego chwyciłem kurtkę, szybko ją zakładając. Buty założyłem byle jak i wybiegłem z kluczami w ręku. Do baru popędziłem jak najszybciej. Harry’ego jeszcze nie było. Zanim przyszedł zdążyłem wypić dwie kolejki.

-Matko, Zayn, co się stało?! – wbiegł jak poparzony i usiadł obok mnie, łapiąc za ramię. Nie miałem ochoty tego teraz opowiadać. Chciałem się najebać i wszystko samo jakoś ze mnie wyjdzie.

-Nie teraz, Harry. – powiedziałem cicho, podnosząc kolejny kieliszek. Do dna. Następny, i jeszcze jeden. Nie pamiętam ile wypiłem, ale gdy byłem gotowy chciałem zacząć mówić. Hazza chyba wiedział, że jak będę chciał, to sam wszystko wyśpiewam, bo nie naciskał. – Wiesz, Harry, kochałem ją, chyba, ona twierdzi, że nie, ale mi naprawdę na niej zależy, tylko nam się po prostu nie ułożyło, nie potrafiłem tego znieść, skończyłem z tym, nie chciałem tak dłużej, nie mogłem i powiedziałem, że ja tak nie chcę, to koniec, Harry, koniec mnie, boję się, że się nie ułoży, przytul mnie. – wybełkotałem szybko i wtuliłem się w chłopaka. Jeśli można to tak nazwać, bo ja chyba po prostu na niego upadłem. Hazz był skupiony, gdy mnie słuchał, przynajmniej miał taki wyraz twarzy, jakby chciał, żeby mu to coś pomogło. Chyba jednak mu się udało, bo mocno nie przytulił.

-Już dobrze, a teraz chodźmy do domu, okej? – zapytał troskliwie. Naprawdę się przejął. Nigdy bym nie pomyślał, że coś z mojego życia, aż tak go zainteresuję, że się przejmie.

-Nie, chcę się jeszcze napić. – wyszeptałem już, z braku sił. Chciałem się najebać w trzy dupy, ale nie ruszyłem się z miejsca, było mi zbyt dobrze.

-Dobrze, dobrze. – odpowiedział równie cicho i wstał. Wziął mnie na ręce. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że mogę jeszcze chodzić. Ale to nawet dobrze. Po pierwsze dlatego, że nie chciało mi się chodzić. Po drugie… no dobra, było mi wygodnie. Dziwiłem się tylko, skąd on miał tyle siły… Zaniósł mnie do domu i jedyne, co pamiętam, to to, że zdejmował mi gacie i koszulkę i kładł do łóżka.

Obudziłem się wcześnie rano. Hazza spał na fotelu. To słodkie, że był ze mną całą noc, ale było mu pewnie nie wygodnie, przeze mnie. Nie chciałem jeszcze wstawać, więc leżałem tak i myślałem. Alex będzie szczęśliwa, a ja… ja też się kiedyś pozbieram. Będzie dobrze. Musi. Przecież po coś podjąłem taką decyzję, tak?







No hej, nazywam się Wiktoria, jestem przyjaciółką Zuzi. Poprosiła mnie o imagina i napisałam go, wybaczcie, że taki krótki. Wszystkie informacje są na początku, więc nie będę się rozpisywać. Mam nadzieję, że się podoba :)
 


9 lipca 2013

Imagine Zayn



Chodzę z Zayn’em już od dobrych kilku lat. Jak do tej pory układało nam się niesamowicie. Jednak do czasu…
Od kilku miesięcy Zayn spotyka się ze swoją najlepszą przyjaciółką. Nie zabraniałam mu spotykanie się z nią, bo przecież on też ma swoje sprawy. Nie przeszkadzało mi to do pewnego momentu. Od kilku dni chłopak przyprowadzał ją do domu. A i zapomniałam wspomnieć, że mieszkamy razem. No i co do tej jego przyjaciółki Sophi to kiedy jest w naszym mieszkaniu i ja także jestem to zawsze mi dogryza. Tak jakby zabiera mi czas z Zayn’em.  Już od pierwszego spotkania nie spodobała mi się, ponieważ widać, że jest sztuczna i wredna. Nie mówiłam tego chłopakowi, ponieważ nie chciałam zepsuć mu przyjaźni z Sophi. Podobno znają się od dzieciństwa, ale gdy Zayn wyjechał z rodzinnego miasta to stracili kontakt, ale teraz dziewczyna przeprowadziła się do Londynu i odnowili kontakt. Ja znam Zayna dopiero od xf, ponieważ także brałam udział w tym programie, jednak odpadłam po kilku tygodniach.
Dzisiaj wraz z Zayn’em i Sophi mamy wybrać się do wesołego miasteczka, na mini golfa oraz do jakiegoś klubu. Kiedy mój chłopak mnie o tym poinformował powiedziałam, że nie mogę bo mam jakieś egzaminy w szkole, lecz wcale tak nie było, tylko po prostu nie chciałam spędzać czasu z tą dziewczyną. Jednak chłopak bardzo mnie prosił i uległam.  Już o 14 wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy po przyjaciółkę Zayn’a. Dojechanie do jej domu zajęło nam sporo czasu, ponieważ my mieszkaliśmy w centrum Londynu, a ona na przedmieściach.  Oczywiście musieliśmy czekać jeszcze na nią z pół godziny, ponieważ nie miała wystarczająco czasu, aby się uszykować. W każdym razie około 16 byliśmy w wesołym miasteczku. Jak na razie to zapowiadało się fantastycznie. Wszystko było w najlepszym porządku. Razem jeździliśmy na różnych kolejkach, tych szybkich oraz tych wolnych. Bawiliśmy się cudownie. Jednak jak to się mów? To była cisza, przed burzą. Tak właśnie tak.
Postanowiłam pójść po jakąś wodę. Ufałam Zayn’ owi więc zostawiłam go z jego przyjaciółką i sama poszłam po napój. Kolejka była dosyć spora jak na taki mały kiosk. Lecz po kilku minutach wydostałam się z malutkiego budynku i wróciłam do Zayn’a.  Już z daleka mogłam zauważyć, że tak zdzira flirtuje z moim chłopakiem. Lekko wkurzona podeszłam do nich, a następnie oznajmiłam, że możemy jechać na tego mini golfa. Tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Jedynie co zrobiłam to posłałam Sophi złowrogie spojrzenie.
Mini golf był bardzo niedaleko wesołego miasteczka, więc postanowiliśmy się przejść. Podczas tego krótkiego spaceru dopiero się zaczęło.  Sophi, Sophi i jeszcze raz Sophi. Zayn w ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy byliśmy już na miejscu zapłaciliśmy za wstęp i poszliśmy na pierwszy dołek.
Na tym całym mini golfie było by fajnie gdybym nie została wepchnięta przez przyjaciółkę mojego chłopaka do małego jeziorka. Byłam po prostu wściekła na Zayn, ponieważ tylko kiedy to zobaczył to wraz z ta przyjaciółeczka zaczął się śmiać.
-Zayn możemy porozmawiać w cztery oczy? – spytałam.
-Yhym. – oddaliliśmy się od Sophi o kilka metrów.
-Słuchaj Zayn ja już mam tego wszystkiego dosyć. Nie chciałam ci tego mówić, ale ty sam się o to prosisz. Przez ta Sophi już w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi. Ja stąd ide. Rób co chcesz. – tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Miałam już plan, który dzisiaj chciałabym zrealizować.
Godzinę później do domu przyszedł Zayn. Ja już uszykowana na imprezę stałam przy drzwiach i kiedy tylko zobaczyłam chłopaka powiedziałam mu, że idę i wrócę bardzo późno. Miałam na sobie małą czarną, wysokie obcasy. Nigdy nie ubierałam się tak, ale niestety taki strój obowiązywał do mojego planu.
Pojechałam autem do chyba najpopularniejszego klubu w całym Londynie. Zayn pewnie wraz z Sophi po jakimś czasie też miał się tam zjawić.
Od razu kiedy weszłam do budynku uderzyło we mnie ciepłe powietrze. Na początku poszłam do baru i wypiłam kilka drinków. Około 23 zauważyłam Zayna, lecz nigdzie nie widziałam Sophi. Właśnie flirtowałam z jakimś kolesiem. Opowiedziałam mu, że jestem wściekła na swojego chłopaka za to co zrobił i po prostu on mnie przytulił. Nagle podszedł do nas Zayn i odepchnął go. Złapał mnie za rękę i razem wyszliśmy przed klub.
-Dlaczego się tak wściekasz, przecież tylko go przytuliłam. – powiedziałam już zapłakana.
-Bo, bo on przed chwilą trzymał mój cały świat. – to była najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam.
 THE END
 

Imagine Harry cz. II



Po 4 latach postanowiłam znów zamieszkać w Londynie. Wraz z Erikiem przeprowadziliśmy się do mojego rodzinnego miasta.
Nadeszło lato. Urodziny mojej Rose, to były jej 4 urodziny. Już od rana zaczynałam przygotowania do małej imprezy. Na niej pojawili się moi rodzice, ja oraz Erick. Po zrobieniu małego różowego tortu dla Rose, zabrałam się za dekorowanie mieszkania. Dzięki Erikowi, który poszedł wraz z moją córką na basen mogłam sobie spokojnie wszystko sama przygotować. Około 15 przyjechali moi rodzice. Postanowiłam, że zadzwonię do Erick, aby już wracali. Tak tez się stało. Już po kilkunastu minutach do domu zawitał mój przyjaciel oraz już czteroletnia córeczka. Rose bardzo ucieszyła się kiedy zobaczyła dziadków. Po obiedzie mała zabrała się za dmuchanie świeczek. Jej życzenie, które wyjątkowo powiedziała na głos mnie bardzo zaskoczyło, ale także wzruszyło. Powiedziała dokładnie tak: „Chciałabym poznać mojego tatusia”. Nie powiem, ale kilka łez mi popłynęło. Około 17 Rose zaczęła otwierać prezenty, otrzymała wiele zabawek. Bardzo lubiłam patrzeć jak mała jest szczęśliwa, tak było tym razem. Niedługo później musieliśmy pożegnać moich rodziców i jeszcze przed kolacją postanowiliśmy przejść się na spacer.
Przypomniały mi się stare wspomnienia, kiedy wraz z Lilly wygłupiałyśmy się w szkole i w innych miejscach. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa.
Eric poszedł do jakiejś kawiarenki po kawę dla mnie i dla siebie oraz jakiś soczek dla Rose. W pewnym momencie zauważyłam, że po przeciwnej stronie siedzi bardzo podobny chłopak do Harrego z jakąś dziewczyną. Trochę się przestraszyłam, lecz tym razem nie uciekłam. Robiłam to samo co do tych czas, czyli huśtałam córeczkę na huśtawce. Przez jakiś czas patrzyłam się na niego, do pewnego momentu. Kiedy on spojrzał się na mnie od razu udawałam, że patrzę się na coś innego. Po chwili spojrzałam na Rose, która była bardzo podobna do Hazzy i szczerze to dopiero teraz to zauważyłam. Miała jak na swój wiek długie kręcone włosy i słodkie dołeczki w policzkach. Natomiast jej oczka były niebieskie, takie jak moje. Chwile później powiedziałam do dziewczynki, abyśmy poszły w stronę kawiarenki. Dziewczynka z uśmiechem zeskoczyła z huśtawki i przytuliła się do mnie. Bardzo mnie prosiła, więc wzięłam ją na ręce. Nie była wcale taka duża, to akurat odziedziczyła po mnie. Kiedy wychodziłyśmy z placu zabaw podszedł do nas Harry. I właśnie tego najbardziej się obawiałam. Przez te 4 lata nie zmieniłam się tak bardzo, nawet po ciąży odzyskałam swoją figurę. Jedynie co zrobiłam to ścięłam włosy do ramion.
-(T.I)? – spytał. Stałam przez chwilę tyłem, lecz po chwili odwróciłam się do chłopaka.
-tak. Cześć Harry – uśmiechnęłam się, chłopak to odwzajemnił.
-Mamusiu kto to? – spytała Rose.
-To.. to Harry mój stary znajomy. – powiedziałam do dziewczynki. – Harry poznaj Rose moja córeczkę. – Hazza posłał ciepły uśmiech do dziewczynki, a ona się trochę zawstydziła. Dosłownie sekundę później podszedł do nas Eric.
-Kochanie wypożyczyłem jeszcze jakiś film na dzisiaj – powiedział do mnie Eric nie zauważając Harrego. Co do słownictwa takiego jak kochanie, kotek, czy misiu to używaliśmy go razem, nie przeszkadzało nam to. Postawiłam dziewczynkę na ziemi i wzięłam kawę do ręki.
-To dobrze – powiedziałam. – A i Eric to Harry. – uśmiechnęli się do siebie i podali sobie ręce.
-(T.I) widzę, że założyłaś sobie rodzinę.- powiedział to ze sztucznym uśmiechem, zawsze kiedy tak się uśmiechał to oznaczało, że jest zdenerwowany. Lekko się zaśmiałam wraz ze swoim przyjacielem.
-Harry, Eric to nie jest mój mąż, a Rose to nie jest jego córka. Po prostu poznałam go w Miami i od tamtej pory zaprzyjaźniliśmy się i on pomaga mi wychowywać córeczkę.  – chłopak lekko się speszył.
-Aha. (T.I) możemy porozmawiać? – spytał po chwili ciszy Harry.
-Jasne.  – powiedziałam jeszcze do Erica, aby wracał już z małą do domu, ponieważ robi się śpiąca. Robiło się ciemno, a już nikogo na placu zabaw nie było, więc postanowiliśmy pójść akurat tam. Usiedliśmy na huśtawkach. Zaczęłam się lekko bujać.
-(T.I) dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Ale nie wiem o czym mówisz?
-Już dobrze wiesz. Czemu mi nie powiedziałaś, że Rose jest moja córeczką?
-Skąd ty to… - nie dokończyłam, ponieważ chłopak mi przerwał.
-Twoja mama do mnie dzisiaj zadzwoniła.
-Harry ja po prostu nie chciałam Ci psuć życia, z resztą po tym co mi zrobiłeś nie chciałam wracać do Ciebie.
-Ale (T.I) ja szukałem cię przez pół roku i nie mogłem znaleźć. Cały czas przychodziłem do twoich rodziców, lecz nie było ich. Lou i Lilly i nie chcieli mi nic powiedzieć. Ale dzwoniłem też  i nie odbierałaś. Nie rozumiesz tego, że ja będę Cię zawsze kochał. – poleciało mi kilka łez. Chłopak zszedł z huśtawki i ukucnął naprzeciwko mnie.
-A jak wytłumaczysz mi tamto zajście z tą dziewczyną?
-Ja po prostu nie wiedziałem co robię. Zrozum to, że ja Cię bardzo kocham.
-Obiecasz mi, że już nigdy nie zostawisz mnie?
-obiecuję. Będę kochał Ciebie i naszą małą Rose do końca swojego życia. Zawsze będziecie dla mnie najważniejsze. 
THE END