28 lutego 2014

Imagine Harry cz. 1



   Miła już kolejny dzień od wyjazdu moich rodziców. Moja mama była modelką, a teraz postanowiła odzyskać swoją sławę. Wiecie ostatnia trasa. Mój tata ma swoją własną firmę i postanowiła wyjechać razem z matką. Pozostawili mnie na cały miesiąc samą, lecz czy to robiło większą różnicę, skoro i tak całymi dniami byli poza domem? Wydaje mi się, że tak. Teraz wiedziałam, że są gdzieś bardzo daleko. Moja matka uczyła mnie w domu, ponieważ wmarzała, że dzięki domowej nauce będę więcej wiedzieć, a jakieś rozpieszczone dzieci nie będą mi w stanie przeszkadzać. Wychowała mnie na porządną, kulturalną kobietę. Jednak czy ja byłam z tego zadowolona? Oczywiście, że nie. Denerwowało mnie czasami jej zachowanie oraz to, że nie miałam prawa do niczego. Nie mogłam, nawet pójść na głupi spacer po południu, ponieważ ona zawsze mi tego zabraniała. Siedziałam jak w klatce i nadal siedzę. Rodzice zawsze, kiedy robiłam coś źle albo po prostu się buntowałam mówili mi, że ja w przeciwieństwie do nich mam teraz bardzo dobrze, ponieważ mam większe możliwości niż oni, kiedy byli w moim wieku, a poprzez imprezowanie i nieuczenie się nic nie osiągnę. Byłam temu całkowicie przeciwna, lecz potem sama zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłabym pójść na imprezę, chodziarz by dlatego, że jestem cicha i wstydliwa. Nie cierpię być w centrum uwagi, a przez moją matkę jakoś muszę wytrzymywać tą męczarnie.
   Jedynym czego ona o mnie nie wie, jest to, że co piątkową  noc wraz z tatą jemy ciasto czekoladowe. To nasz jeden, jedyny, mały sekret. Gdyby matka się o tym dowiedziała, miałabym przerąbane.
   Mam jedną, jedyną przyjaciółkę, która zna wszystkie moje sekrety. A jest nią Natalie. Natalie jest naszą pokojówką i mieszka razem z nami. To jedyna osoba, która mnie rozumie. Mimo tego, że jest już zdrowo po trzydziestce rozumie mnie jak nikt inny. Cieszę się, że ją mam.
   Aktualnie zajadam kawałek ciasta czekoladowego. Powinnam go jeść razem z tatą, lecz on wyjechał, oni wyjechali. Dziwnie czuję się prawie sama w tak wielkim domu. Uwierzcie mi, że można się tu zgubić.
Niespodziewanie po moich nogach przechodzi zimny dreszcz. Mam na sobie jedynie żółtą pidżamę z Pikachu. Oblały mnie zimne poty, kiedy usłyszałam tłuczenie się jakiegoś szkła. Podskoczyłam lekko. Zaczęłam mieć najgorsze myśli. A co jeśli to znów włamywacz? Już kiedyś mieliśmy i to niejedno włamanie. W domu są bardzo drogocenne rzeczy.
-Natalie? – pytam niepewnie. Mój głos drży, kiedy słyszę krzyk pochodzący z pierwszego piętra. Ile siły w nogach pędzę na górą. Zastaję tam pozapalane lampki i ciało Natalie. Kobieta leży na środku korytarza w kałuży krwi.
-Boże kochany, Natalie! – z oczu zaczynają lać się łzy. To straszne, kiedy widzisz, że ktoś najbliższy tobie, umiera. Widzę, że klatka piersiowa dziewczyny jeszcze się unosi, lecz z trudem. Automatycznie, gdy widzę ranę zadaną nożem prosto w brzuch, przypominają mi się lekcje mojej matki na temat pierwszej pomocy. –Nat, wszystko będzie w porządku. Patrz cały czas na mnie i nie waż się zasypiać. – mówię cała roztrzęsiona. Dociskam jej głęboką ranę, koronkową serwetką, która sekundę temu leżała na komodzie.  Moje ręce są całe we krwi tak jak część pidżamy.
-Moja Anabel. Wszystko będzie dobrze, ale musisz się ukryć. On tu jest. – mówi z trudem, a jej powieki stają się coraz cięższe. Oddech spowalnia. Ja natomiast zanoszę się jeszcze większym płaczem.
-Nat, kto tu jest? – próbuję uzyskać jakąkolwiek informację. –Ej, błagam nie zamykaj oczu, wszystko będzie dobrze. – powtarzam w kółko, lecz nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Sięgam po telefon, lecz kiedy chce wybrać numer na pogotowie, on nie odpowiada.
-Kurwa mać! – przeklinam. Moje emocje są na skraju wybuchu. Podnoszę głowę Natalie i przytulam do siebie. –Proszę nie zostawiaj mnie. – szepczę, dalej płacząc.
-Nigdy – wypowiada ostatnie słowo i zasypia na wieczność.
-Nie, nie, nie, nie.. – szepczę. Trwam jeszcze chwilę ściskając ją, lecz potem uświadamiam sobie, że ktoś nadal jest w domu. Kładę jej lodowate ciało na ziemi. Nerwowo poprawiam jej grzywkę. Później słyszę nawoływanie.
-Anabel gdzie jesteś? – szybko podnoszę się i rzucam ostatnie spojrzenie na Nat. Wpadam jak strzała do pokoju rodziców i cicho zamykam drzwi za sobą. – I tak cię znajdę, przede mną się nie ukryjesz!
Wchodzę do dużej, drewnianej szafy i modlę się o pomoc. Po kilku minutach jestem prawie pewna, że nikogo nie ma. W pewnym momencie słyszę skrzypienie podłogi.
-Wiem, że tu jesteś. – słyszę zachrypnięty głos mordercy, przez co mimo mojej woli, jęczę z przerażenia. Szybko zatykam sobie usta dłonią prosząc Boga, o ty by tego nie słyszał. Moje prośby, a nawet błagania nie zostają wysłuchane i po chwili drzwi szafy otwierają się szeroko.
-Witaj, Księżniczko. – uśmiecha się do mnie podle. –Wiesz, masz marne kryjówki. – wyciąga mnie siłą z szafy. Wyrywam się jak tylko mogę, lecz na nic. Chłopak nie bawił się ze mną długo. Teraz najbardziej żałowałam tego, że mieszkaliśmy na odludziu. Wokół domu był jedynie ciemny las. Morderca rzucił mnie na trawnik. Za chwilę ktoś inny wsadził mnie do czarnego wozu i zamknął. Krzyczałam, waliłam, nic. Zaczęli obrzucać czymś mój dom, a potem go podpalili. Zaczęłam płakać, ponieważ, tam nadal leżało ciało mojej jedynej przyjaciółki. Nie byłam w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Kiedy cała posesja stanęła w płomieniach coś w środku mnie ukuło. Dość mocno, abym mogła to poczuć. Spłonęło wszystko co miałam. Dosłownie.
   Chwilę potem do auta wsiadło dwóch mężczyzn. Jeden z nich zajął miejsce kierowcy, a drugi siedział obok mnie.
-Czego ode mnie chcecie?! – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jestem cała we krwi, a do tego jest mi cholernie zimno. Pożałowałam, że nie wyjechałam z rodzicami. Nie uzyskałam odpowiedzi. 

Harry

   Anabel w końcu się uspokoiła i zasnęła, pewnie z przemęczenia. Jej ojciec nagrabił sobie u mnie i to całkiem sporo. Najpierw wysyła jakiś ludzi i zabija jednego z moich najlepszych przyjaciół. Potem nasyła na nas psy. Za dużo to niezdrowo. Zniszczył mi rodzinę, a ja mam genialny plan jak mu się odpłacić. Kiedy Liam zatrzymał auto przed moim domem wziąłem dziewczynę na ręce. Miałem dosyć jej denerwującego płaczu.
-Miłej zabawy – pomachał do mnie ręką i odjechał. Zaśmiałem się jedynie.
-To będzie długa noc – zaśmiałem się.
   Położyłem dziewczynę na kanapie, a następnie rozpaliłem w kominku. Potem wziąłem swoje ulubione piwno z lodówki i usiadłem naprzeciwko niej. Była taka niewinna, zupełnie inna niż ojciec. To był chyba  jeden pocieszający fakt. Lekko pochyliłam się nad nią. Jej oddech był równomierny. Opuszkami palców potknąłem jej lodowatego policzka. Coś się we mnie ruszyło. Czułem się dziwnie. Ale przecież Harry Styles nie ma uczuć. 
 
Anabel

-Wstajemy, wstajemy. – usłyszałam nad uchem. Poczułam przyjemne ciepło otaczające mnie. Po otworzeniu oczu od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam najgorszego człowieka na całym świecie, mordercę. Wszystkie wspomnienia powróciły. Natalie, dom, ogień. Zielone tęczówki uważnie mnie obserwowały. Chciałam uciec, teraz. Usiadłam, jak się okazało na kanapie.
-Czego ode mnie chcesz? – spytałam szeptem. Potwornie się go bałam, że mnie zabije albo co gorsza, zrobi krzywdę mojej rodzinie.
-Co wiesz o swoim tacie? – spytał nagle. Skąd to pytanie? Z szuflady wyjął pistolet i zaczął go obracać w dłoni. Przełknęłam głośno ślinę.
-Jest moim ojcem, to chyba oczywiste, że wszystko. Czemu o to pytasz?
-Wiesz, że miał romans? – zatkało mnie. Mój tata? Romans? W życiu! Zaczęłam się śmiać.
-Jeśli masz zamiar robić mi wodę z mózgu, to nie wahaj się, strzel teraz. – gwałtownie wstał. Ja momentalnie ucichłam.


23 lutego 2014

W następnym imaginie...

Nietypowa zapowiedź: 


Ogłoszenia paraaaaaaafialne!


Chciałam wam wszystkim podziękować z całego serduszka za liczbę odwiedzin. Jestem zachwycona, że przekroczyła ona już 10.000! Niezmiernie się z tego cieszę, bo widzę, że czytacie moje imaginy. Uwierzcie, że czuję się wspaniale.
Jeszcze chciałam was poinformować o tym, że wzięłam się znów za pisanie. Bo jak widać, bardzo rzadko dodaję imaginy, lecz postanowiłam to zmienić. Piszę kilka innych opowiadań i trochę gubię się w już w tym wszystkim. Dzisiaj napisałam dwa imaginy i od razu je dodałam, aby chodziarz troszeczkę nadgonić zaległości. Przyrzekam, że jeśli będę miała tylko wolną chwilę od razu wezmę się za pisanie. Muszę przyznać, że wena mnie nie opuszcza, więc jest dobrze :)
Pozdrawiam! ♥


Imagine Niall



Idąc przez park myślałam o moich planach na przyszłość. Sama nie wiedziałam kim chce zostać, czy chce mieć rodzinę i czy chce mieć pracę. Miałam nadzieję, że to wszystko przyjdzie razem z czasem. Teraz mam już dwadzieścia cztery lata, a nic nie daję jakichkolwiek znaków. Nadal nie spotkałam tego jedynego, którego będę kochać nad życie. Było ich kilka, jednak to nie to czego szukałam. Pracę zmieniałam średnio co dwa miesiące. Było ich już mnóstwo, lecz albo coś mi nie wychodziło lub po prostu nie lubiłam tego robić albo zaczynało mi się to nudzić. Jestem bardzo wymagająca, wiem. Jednak muszę z tym jakoś żyć. Zwykły zakup płatków sprawia mi wielką trudność, ponieważ jest tyle rodzajów, a ja nie wiem, które wybrać. Mam na to pewien sposób. Kupuję po kolei. Co tydzień inne płatki. Jakie to szalone, ach. Postanowiłam nie myśleć o tym dłużej tylko wyskoczyć wieczorem na jakąś imprezę. Dzisiaj piątek, trzeba zaszaleć!
Wpadłam do swojego mieszkania jak wariatka. Dochodziła już dwudziesta. Przywitałam się z moim kotem Rufusem, który wylegiwał się na wygodnym fotelu. Otworzyłam dość małą szafę, jak na szafę, a następnie zaczęłam wszystko dokładnie przeglądać. Złapałam za limonową sukienkę z jednym ramiączkiem. Szybko nałożyłam ją na siebie. Chwyciłam w ostatnim momencie srebrne buty na dość wysokim obcasie. Były bardzo wygodne i mogłam w nich przetańczyć całą noc. Zrobiłam mocny makijaż, a potem popsikałam się swoimi ulubionymi perfumami. Spakowałam do małej srebrnej kopertówki swój telefon oraz jakieś pieniądze. Usłyszałam, że taksówka już jest więc zarzuciłam na siebie czarny płaszcz i pożegnałam się z Rufusem.
Będąc przed klubem czekałam na swoja kolej. Wysoki, potężny mężczyzna ubrany cały na czarno po zobaczeniu mich dokumentów uśmiechnął się serdecznie i wpuścił mnie do środka. Zostałam jeszcze odznaczona niebieskim stempelkiem z napisem klubu. Kiedy weszłam do środka uderzyło we mnie gorące powietrze. Od razu zdjęłam z siebie płaszcz i oddałam go do szatni. Podeszłam do baru i zajęłam miejsce obok wysokiego blondyna. Niezbyt mogłam zobaczyć jego twarz z powodu panującej tutaj ciemności. Co sekundę mrugało mnóstwo reflektorów do których musiałam się przyzwyczaić. Zamówiłam sobie jakiegoś drinka, a dopiero potem dostrzegłam, że nieznajomy jest we mnie zapatrzony. Posłałam mu serdeczni uśmiech i napiłam się alkoholu. Już za pierwszym razem wypiłam wszystko. Na parkiecie było mnóstwo osób. Zaczęłam tańczyć z tajemniczym brunetem. Nasze ciała ocierały się o siebie. Po kilku chwilach poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam wyszczerzonego blondyna, który siedział obok mnie przy barze. Tańczyliśmy razem bardzo długi czas popijając co chwilę drinki. Byłam już kompletnie zalana.
-Jak masz na imię śliczna? – spytał dość głośno, abym mogła usłyszeć.
-(T.I)! – odkrzyknęłam.
-Niall! Miło mi! – zaczęłam się śmiać. –Co ty na to, aby stąd wyjść? – spytał.
-Jasne!
Chłopak złapała mnie za dłoń i pociągną w kierunku wyjścia. Dochodziła już dwudziesta trzecia, a mimo tego Londyn tętnił życiem. Niall wziął mnie na barana i zaczął biec, co okazało się tragicznym pomysłem, ponieważ oboje byliśmy pijani i kołysaliśmy się w każdą możliwą stronę. Będąc w parku usiedliśmy przy fontannie. Dla przyjemności puściłam muzyczkę z telefonu. W małych głośnikach rozbrzmiewali Beatlesi i Twist and Shout. Zaczęliśmy oboje tańczyć i śpiewać. Ganialiśmy się po małym murku, co chwilę potykając się o własne nogi. Rzuciłam gdzieś swoje buty.
Nie wiem jakim, cudem, ale wpadliśmy do fontanny. Woda była zimna, jednak dało się wytrzymać. Zaczęliśmy się chlapać i co chwilę wybuchaliśmy większym śmiechem.
-Co wy robicie?! Wyłazić! – naszą uwagę zwrócił wysoki policjant. Zaczęliśmy wygrzebywać się z fontanny. Zajęło nam to dość dużo czasu, lecz policjant nie zdążył nas złapać. Biegliśmy trzymając się za ręce. Moje buty poszły w niepamięć, tak jak torebka z całą zawartością.
Potem pamiętam, że znaleźliśmy się w wesołym miasteczku. Pomimo późnej godziny było tutaj sporo ludzi. W większości byli to dorośli.
-Chodźmy po coś słodkiego, a później na diabelski młyn. – przygryzłam wargę i energicznie pokiwałam głową.
Nigdy w życiu nie zrobiłabym czegoś co stało się tej nocy. Nie miałabym odwagi, a zwłaszcza sama. Nie byłam pewna czy to przez spożyty alkohol, czy może przez Nialla. Nie zastanawiałam się nad tym dłużej, ponieważ byłam cała obklejona w różowej wacie cukrowej, tak jak mój towarzysz.
-Opowiesz mi coś o sobie, Księżniczko? – poruszył zabawnie brwiami.
-Co tydzień kupuję inne płatki śniadaniowe, a mój kot ma trzy lata i ma na imię Rufus. Teraz ty. – zaśmiałam się.
-Jestem uzależniony od Snickers’ ów. Mój chomik umarł dwa dni temu. – posmutniał.
-Przykro mi. – zmarszczyłam brwi.
-To nic.
-Jeśli chcesz z chęcią oddam ci mojego kota. Ma świra na punkcie słodyczy.
Rozmawiamy jeszcze przez kilka godzin, a potem nie chcemy zejść z diabelskiego młyna. 
Jesteśmy na samej górze. Niall klęczy przede mną, a w dłoni trzyma pierścionek z czekoladek, które przed chwila zjedliśmy.
-Wyjdź za mnie (T.I)! Chcę jeść z tobą i twoim kotem Snickers’ y wieczorami. Chcę kupować z tobą co tydzień inną paczkę płatków. Chcę zobaczyć twoje znamię przypominające jednorożca. Chcę patrzeć jak słodko się rumienisz, kiedy mówię, że jesteś piękna. Chcę zwiedzić z tobą cały świat. Chcę być obok ciebie, kiedy siedzisz i oglądasz co sobotę, nową bajkę w kinie. Chcę widzieć twój uśmiech. Kocham cię!
Co alkohol robi z człowiekiem.


Imagine Harry



Moi przyjaciele powoli zaczynają mnie wkurzać, tak samo jak gra w tą cholerną butelkę! Przyrzekam, że to był ostatni raz, kiedy zgodziłam się na uczestniczenie w tej beznadziejnej grze. Chore pomysły Alex’ a i Niny doprowadzają mnie czasami do totalnej furii. Dwa lata temu miałam za zadanie podrywać obleśnego sprzedawcę małego kiosku, aby uzyskać od niego darmowego batonika. Potem ten typ nie chciał się ode mnie odczepić. Kilka miesięcy temu maiłam urządzić scenkę zazdrości jakiemuś facetowi. Przeze mnie zerwał ze swoją dziewczyną, która myślała, że zdradził ją zdradził. Jednak muszę przyznać, że jestem całkiem dobrą aktorką i byłaby to dla mnie idealna praca.
Dzisiaj miałam spędzić noc w sąsiednim domu wchodząc do mieszkania przez okno. Zamieszkiwałam okolice dość drogie. Moi rodzice byli chirurgami, więc mieliśmy dość sporo pieniędzy. Obok mnie w dużym domu, zbudowanym z czerwonej, idealnie, wygładzonej cegły mieszkał jakiś facet. Nie wiedziałam nawet kto to był. Z opowiadań moich rodziców wiadomo mi, że jest ode mnie starszy o trzy lata, czyli ma dwadzieścia lat. Rzadko bywa w swoim mieszkaniu, ponieważ bardzo dużo podróżuje.
Dochodziła już dwudziesta pierwsza, a ja szykowałam się do nocy w zupełnie obcym domu. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie z godnie z planem. Założyłam na plecy swój turkusowy plecak, w którym miałam pidżamę oraz najpotrzebniejsze rzeczy. Przed domem czekali na mnie przyjaciele. Szybko pożegnałam się z rodzicami informując ich o tym, że dzisiaj nocuję u Niny. Uwierzyli bezproblemowo. Nie potrafiłam wytrzymać jednego dnia bez Alex’ a i Niny, ponieważ znaliśmy się od kilku dobrych lat i byliśmy do siebie strasznie przywiązani. Najstarszy był Alex, bo miał dwadzieścia dwa lata. Nina była zaraz za nim, ponieważ była starsza ode mnie o rok. Zaprzyjaźniliśmy się przez przypadek na minigolfie.
Zamknęłam za sobą duże drewniane drzwi. Spojrzałam złowrogo na przyjaciół i razem pokierowaliśmy się do sąsiedniego domu. Przejście przez żywopłot, było jednym z idiotycznych pomysłów Alex’ a. Przysięgam, że kiedyś go zabiję! Alex’ a i te jego zajebiste pomysły!
Staliśmy pod balkonem. Miałam wdrapać się do bluszczu, na sam balkon i wejść przez okno, które jak zawsze było otwarte. Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Dobrze wiedzieli, że miałam ten cholerny lęk wysokości. Mój pieprzony cel? Pierwsze piętro.
-Kiedyś się wam za to odegram. – rzekłam poważnie, na co oni się zaśmiali.
Zaczęłam wdrapywać się na bluszczu, który nie był do końca przyczepiony do ściany. Co chwilę lekko się chwiałam, pojękując przy tym głośno.
-(T.I) uważaj! – usłyszałam półkrzyk Niny. Ona jako jedyna przejmowała się mną w tej chwili. Nie to co Alex, który praktycznie zwijał się ze śmiechu na równiutkim trawniku.
-Teraz to (T.I) uważaj. Trzeba było pomyśleć, zanim wymyślaliście to głupie wyzwanie – mruknęłam pod nosem.
Z kropelkami, zimnego potu, na czole, dotarłam na balkon. Wyjrzałam z góry na przyjaciół i wystawiłam im środkowego palca, po czym weszłam przez okno do mieszkania.
My też cię kochamy! Do zobaczenia jutro księżniczko! x – Alex.
Przeczytałam sms’a i zaśmiałam się sama do siebie. Zaczęłam szukać włącznika światła. Kiedy w końcu, po dwóch potknięciach się, znalazłam go i ujrzałam coś pięknego. Znajdowałam się w sypialni, w której miałam spędzić tą noc. Była po prostu przepiękna.
Ściany były w kolorze karmelowym, a podłoga, drewniana. Na samym środku pomiędzy dwoma dużymi oknami było wielkie łóżko z zielonym baldachimem. Nie licząc ogromnej kolekcji przeróżnych książek, zachwyciła mnie chyba najbardziej ogromna ilość starych płyt winylowych. Zaczęłam przyglądać się uważnie wykonawcom. Nirvana, The Beatles, The Who i wiele innych. Byłam ich wielką fanką i muszę przyznać, że uwielbiałam starą, klasyczną muzykę. Sama miałam kilka egzemplarzy. Szybko przebrałam się w pidżamę, która składała się z długich spodni w kolorowe jednorożce i białej obcisłej bluzki, z krótkim rękawem, z tęczą wydrukowaną na środku. Tak byłam także wielką fanką jednorożców.
Zaczęłam włączać po kolei napotkane płyty. Na gramofonie brzmiały tak oryginalnie. Zaczęłam tańczyć i zwiedzać, każdy zakątek wielkiej willi. Była przepiękna, lecz zwyczajna. Po całym zwiedzaniu dochodziła dwunasta w nocy, a ja wyłączyłam muzykę i położyłam się spać. Bardzo szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze spałam. Zazwyczaj przeszkadzały mi jakieś koszmary, przez które czasami miałam niezłe urojenia, dlatego zaczęłam chodzić do psychologa. Jednak dzisiaj było idealnie. Obudziłam mnie cudowny zapach. Zaczęłam się wiercić, ponieważ spałam na czymś wyjątkowo miękkim. Kiedy usłyszałam ciche jęknięcie. Sparaliżowało mnie. Momentalnie otworzyłam szeroko oczy. Moja głowa znajdowała się w zagłębieniu szyi, jakiegoś nieznanego mi osobnika. Ciało bezwładnie leżało na nieznajomym, a on mocno przytrzymywał mnie w pasie. Nasze nogi, czy cokolwiek to było, były splecione razem. Na początku myślałam, że znów mam jakieś zwidy, lecz, gdy podniosłam swoją głowę do góry zobaczyłam bardzo przystojnego i młodego mężczyznę. Nie przypomniałam sobie o tym, abym wczoraj była na jakiejś imprezie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jestem u swojego sąsiada. To musi być właśnie on, bo jak nie to kto?
Chciałam podnieść się z nieznajomego, który jednak okazał się człowiekiem, lecz nic z tego. Byłam stosunkowo niższa i ogólnie mniejsza od niego. Chłopak nagle, zupełnie niespodziewanie przekręcił się na drugi bok, przez co wraz z kołdrą wylądowaliśmy na podłodze. Ja bez większych zmian nadal leżałam na nim. Powoli zaczął otwierać swoje powieki. A gdy były już w pełni otwarte uśmiechnął się do mnie. Zdziwiłam się i podniosłam jedną brew do góry. Z każdą sekundą, zaczynała robić się zdziwiona.
-Przepraszam, ale.. znamy się? – spytał. Nadal kurczowo trzymał moją talię.
-Nie i ja nie chce cię poznawać. – powiedziałam stanowczo. Chciałam wstać, z niego, lecz poślizgnęłam się na kołdrze i wylądowałam na nim twarzą w twarz.
-Przeznaczenie, chyba chce inaczej. – zaśmiał się.
To był w stu procentach najdziwniejszy poranek w całym moim życiu. Po tym jak znów na niego upadłam i znów i znów, Harry, bo tak miał na imię, pomógł mi w końcu ustać na własnych nogach. Oczywiście zaczął się śmiać z mojej pidżamy, za o oberwał poduszką, prostu w tą czuprynę. On miał na sobie jedynie bokserki. Czułam się strasznie skrępowana, ponieważ kompletnie go nie znałam, a już podczas pierwszych sekund naszego pierwszego widzenia, widziałam do prawie nago. Miał mnóstwo tatuaży, a do tego idealnie umięśniony brzuch.
-Tak w ogóle to jak ty się tu znalazłaś? – spytał poprawiając kołdrę na łóżku.
-Mogłabym zapytać cię o to samo.
-Mieszkam tu.
-No przecież wiem, ale dlaczego akurat dzisiaj przyjechałeś? I jakim cudem nie zauważyłeś mnie w łóżku?
-Dzisiaj skończyła się trasa, a byłem tak wykończony kilkumiesięcznym sypianiem w autobusie, że nie kontaktowałem, kiedy dotarłem do domu. Teraz twoja kolej. Co robisz w moim mieszkaniu?
-Yyy.. ja grałam z przyjaciółmi w butelkę i dostałam takie wyzwanie. Przepraszam, jeśli sprawiło ci to jakiś kłopot. – pierwszy raz e życiu czułam się.. winna?
-W porządku. Muszę przyznać, że to idealny początek dnia. – zaśmiał się. Nie zrozumiałam jego wypowiedzi, ale już nie chciałam wypytywać. –Zostaniesz na śniadaniu czy mam cię odwieźć?
-Wydaje mi się, że mogę zostać. Tak w ogóle to jestem swoją sąsiadką. – uśmiechnęłam się.