8 lipca 2014

Zapraszam

ZAPRASZAM NA BLOGA -> your-voiceff.blogspot.com
ZA WSZELKIE KOMENTARZE SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!

17 maja 2014

Uwaga!

Serdecznie zapraszam was na moje dwa blogi!
Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyście zajrzeli na nie i pozostawili po sobie swoją opinię.
Dziękuję i pozdrawiam! ♥

22 kwietnia 2014

Imagine Liam

Miłość: uczucie, które występuje w relacjach, zachowaniach, postawach między ludzkich. Często jest inspiracją dla motywów literacki lub malarstwa. Stanowi ważny aspekt psychologii, etyki i religii, np. w chrześcijaństwie uważana jest za najważniejszą cnotę oraz sens życia człowieka.

Przyjaźń: większość ludzi uważa, że ich przyjaciele dobrze ich znają. Jednak badania wykazały, że w większości przypadków jest to złudzenie związane z chęcią poprawy samooceny. Wierząc, że przyjaciołom zależy na nas, budujemy poczucie własnej wartości.


Miłość a przyjaźń. Wiele z nas nie potrafi podać dokładnej definicji tych zjawisk. Czym różni się miłość od przyjaźni? Tym, że zakochać możemy się od razu, co często zwane jest zauroczeniem, natomiast dla przyjaźni musimy poświęcić wiele czasu.
Czasami zastanawiam się co łączy mnie i Liama. Znamy się od miesiąca. Czy tyle czasu wystarczy, abyśmy mogli być przyjaciółmi? Przecież trzydzieści dni to bardzo dużo czasu. Niby spędzamy każdy dzień razem ze względu na to iż mieszkamy obok siebie w internacie.
Wczorajszego wieczoru dowiedziałam się, że w ogóle go nie znam. Jesteśmy sobie zupełnie obcy. Dowiedziałam się czegoś czego nigdy w życiu by mi nie powiedział. Połączyło nas mocne uczucie, które nie może tak po prostu zniknąć. Jestem w nim cholernie zakochana. Nie potrafię teraz, po tym co się stało, tak po prostu o nim zapomnieć, to niemożliwe. Jednak jest jeden, jedyny problem. Pragnę tego. Pragnę zapomnieć o nim, o jego cudownym charakterze, który w zupełności dopełnia mój, zapomnieć o tym jak się do mnie zwracał, zapomnieć o jego dotyku, o wszystkim. Czemu to musi być takie trudne?
Kolejny raz już tego dnia słyszę walenie w drzwi. Dobrze wiem, że do Liam, dlatego nie ruszam się z łóżka. Boję się. Jeśli mi stanie się to samo co tamtej dziewczynie? Jestem dla niego jedynie pieprzoną zabawką.
-Thea proszę, otwórz. Nie możemy porozmawiać jak dorośli?
Wiem, że zaczyna mieć mnie dość, ale ja tak nie potrafię. Nie potrafię spojrzeć mu w te przepiękne oczy. To jest zbyt trudne, po tym wszystkim. Co jeśli zaplanował już dla mnie czarną przyszłość jak dla Natalie? Na samo wspomnienie o tamtym widoku wzdrygnęłam się z przerażenia. Jak można być takim jebanym potworem?!
-Kurwa Thea, otwieraj te jebane drzwi albo przysięgam, że zaraz je wyważę! – krzyczy, głośniej niż wcześnie.
Nie mam pojęcia jakim cudem nikt nie skarży się na jego krzyki. Sterczy pod moimi drzwiami już dobrą godzinę. Mimo mojego wielkiego jak cholera, przerażenia, wstaję z łóżka i kieruję się do drzwi. Delikatnie dotykam drewnianego wejścia. Słyszę jego głośny oddech, który odbija się od twardej powłoki, dzielącej nas. Zamykam oczy i nie wiedząc co tak właściwie robię, przekręcam klucz i otwieram drzwi.
-Po prostu porozmawiajmy. – szepcze, a następnie wchodzi do mojego pokoju.
Przez cały czas stoję przy ścianie i wymyślając plan ucieczki, który pewnie okaże się bezużyteczny. Liam jest nieprzewidywalny. Chłopak podchodzi do mnie i delikatnie chwyta moją dłoń, która drży pod jego dotykiem. W oczach zbierają mi się łzy.
-Nie chcę, abyś się mnie bała. Chcę, żeby było tak jak wcześniej.
-Nie sądzę, aby było to możliwie, nie po tym co widziałam. – przekręciłam głowę w bok, aby nie widział moich łez.
-Thea świat nie jest taki jak myślisz. Nic nie jest kolorowe. Nawet nie wyobrażasz sobie ile zła na nim panuje. Musisz zrozumieć jedno. Nigdy w życiu bym cię nie skrzywdził. Nie chcę widzieć jak płaczesz, jak jesteś smutna. Chcę, żebyś zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa. To właśnie ja chcę sprawiać, że jesteś wesoła.
-Jeśli chcesz, abym była szczęśliwa to po prostu odejdź.
-Thea – przekręca moja głowę, tak abym patrzyła mu w oczy. Widzę w nich łzy. – Mogę zmienić się dla ciebie, ale proszę nie każ mi odchodzić, wszystko, byle nie to. Nie przeżyję bez ciebie, bo cholera – po jego policzkach zlatują łzy – kocham cię najbardziej na świecie i nigdy nie przestanę.
-Liam, proszę nie mów tak. – tym razem to ja szepczę i wycieram swoje łzy. Cofam się kilka kroków od niego i łapię się na głowę. One nie może mnie kochać, on kłamie.
Chłopak jest wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem i nie wie co robić. Mimowolnie zaczynam płakać jeszcze głośnie. Mówiąc, że mnie kocha sprawił mi jeszcze większy ból. To nie może tak wyglądać. Nie mogę być z takim człowiekiem jak on, z mordercą.
-Będę to mówił codziennie. Będę mówił jak bardzo cię kocham, jak wiele dla mnie znaczysz i to, że nie potrafiłbym przeżyć bez ciebie jednego dnia. Uwierz mi, że chciałem ci powiedzieć, ale wiedziałem, że przestraszysz się mnie i mnie znienawidzisz. Nie chcę, aby tak było. Zaufaj mi. Potrafię się zmienić. Błagam powiedz, że kochasz mnie tak mocno jak ja ciebie.
-Kłamiesz. Tacy ludzie jak ty nie mówią prawdy. Jak możesz zabijać niewinnych ludzi i to z zimną krwią. Wiem co widziałam. Cały czas udawałeś przede mną kogoś kim nie jesteś i nigdy nie będziesz. Jesteś cholernym mordercą Liam. Tego nie da się od tak zmienić.
Spoglądam na jego twarz i jedyne co widzę to rozczarowanie i ból. Zraniłam go prawdą, prawdą o nim. Ktoś w końcu musiał mu to powiedzieć.
-Tak jak mówiłam, lepiej będzie jak już nigdy się nie zobaczymy. – mówię ostatnie słowa, a potem widzę jak Liam wściekły opuszcza mój pokój.
Po minionym tygodniu zaczynam odczuwać żal. Żałuję tego co powiedziałam. Działałam pod wpływem emocji. Jednak to i tak już nic nie zmieni. Właśnie otrzymałam list. Pożegnalny list od osoby, którą kochałam najbardziej na świecie. Od Liama.


4 marca 2014

Imagine Harry cz. 3



Dwa tygodnie później. 

Koszmar trwa cały czas. Dwa tygodnie temu o mały włos, a oberwałabym w głowę. Harry strzelił w wazon, który pękł na malutkie kawałeczki.
Przez całe dnie siedzę w zamkniętym pokoju. Strasznie schudłam, tego nie da się ukryć. Jestem wrakiem człowieka. A Harry? Najwyraźniej nic nie zrozumiał. Jest taki sam jak był. Codziennie przychodzą do niego przyjaciele. Podczas nieobecności Harr’ ego, kiedy on na przykład idzie do sklepu oni dobierają się do mnie. Robią co chcą. Gwałt i cięcia nożem, to już codzienność. Zrozumiałam, że to właśnie oni nie mają uczuć. Nie przyjmują się tym, że moje całe ciało pokryte będzie bliznami. Nie przejmują się, że to z każdym dniem niszczą moją psychikę, a ja do końca życia będę to pamiętać. Wszystko. Każdy dotyk, każdy oddech, każde słowo.
Najgorsze w tym wszytki jest to, że za każdym razem, kiedy Harry przyprowadza jakieś dziewczyny, na jadą noc, ja wszystko słyszę, a to boli najbardziej. Nie mam pojęcia czemu. Wszystko tutaj wydaje się takie dziwne.
-Dosyć na dzisiaj moja droga. – do tej pory nieznajomy blondyn wychodzi z mojego pokoju, słysząc kroki Harrego. Na mojej twarzy chwilę temu zaistniała nowa rana. Głębokie cięcie krwawi, a ja nie robię nic. Nawet nie reaguję na ból, jaki mi sprawia. Przed dwa tygodnie przyzwyczaiłam się do niego.
Po kilku godzinach siedzenia na parapecie i wlepiania wzroku w ulicę, słyszę trzask drzwi. Postanawiam sprawdzić swój plan. Muszę w końcu to zakończyć. Albo ja albo on.
Na palcach wymykam się z pokoju, który od dziwo jest otwarty. Słyszę telewizor w salonie, który znajduje się na końcu długiego korytarza. To właśnie mój cel. Co chwila chwiejąc się, dochodzę do pomieszczenia. Ostatnio straciłam dużo krwi, więc to tłumaczy moje osłabienie.
-Harry… - ledwie co przez moje gardło przechodzi to słowo. Chłopak szybko wstaje z kanapy, strącając bluetkę piwa, z jej oparcia. Stoi naprzeciwko mnie. Jego wzrok pada na mój zraniony policzek.
-Znów to zrobiłaś?! – wrzeszczy. A no tak, zapomniałam wspomną, że ci kolesie, którzy mi to wszystko robią, kazali mi nic nie mówić. –Może w końcu dojdzie do ciebie co robisz?! – krzyknął i złapał mnie za obolały nadgarstek prowadząc do kuchni.
-Zrób to w końcu! To czego tak bardzo pragniesz! Chce, żeby ten koszmar się  w końcu skończył! – zaczynam płakać. Harry stoi zdziwiony.
-Jaki koszmar, o czym ty mówisz?! – podchodzi do mnie. Nie mam zamiaru wyjawiać mu, co jego przyjaciele mi robią, ale z każdą sekundą pragnę tego bardziej.
-Ja… nie chcę takiego życia. Jest prawie takie samo jak kiedyś. – mówię już spokojniej. Nawet nie zdaję sobie sprawy, że brunet trzyma moją rękę i czyta napis, który dzisiaj został mi zrobiony. Dziwka. Powoli zaczynam w to wierzyć.
-Sama to zrobiłaś?
Unoszę głowę do góry, aby moje łzy znów nie popłynęły. Z resztą nie mam zamiaru patrzeć chłopakowi w oczy. Nie mogę. Wiem, że kiedy to zrobię nie będę w stanie go okłamać. Już nie.
-Czemu milczysz? – pyta ponownie.
-Bo czasami milczenie jest najlepszą odpowiedzią. – szepczę.
-To chodziarz spójrz mi w oczy. – Harry delikatnie chwyta moje policzki, uważając na świeżą ranę. –Proszę.. – jeszcze nigdy nie słyszałam z jego ust, żadnej prośby, nigdy. Nie mogę odmówić, więc spoglądam w szmaragdowe tęczówki.
-Oni mi to robią. Twoi przyjaciele.
Harry szybko zabiera dłonie z mojej twarzy i odsuwa się o krok. Jest wściekły. Jego pięści są mocno zaciśnięte, dopóki nie chwyta w nie stosu talerzy, które chwilę potem leżą potłuczone na kafelkowej podłodze. Moje ciało drży. Zaczynam płakać. Znów.
-Harry.. proszę uspokój się. – podchodzę do niego, aby dotknąć jego ramienia, lecz on od razu mnie odpycha, tak że ląduję na lodowatej podłodze. Wydaje mi się, że zasłużyłam na to, lecz kiedy widzę jego zmartwioną twarz jestem pewna, że zrobił to niechcący. W mgnieniu oka znajduje się obok mnie.
-Miałaś rację. Mogę zacząć nowe życie, a teraz jeszcze bardziej je niszczę. Do tego zamieniłem twoje życie w koszmar. Jestem chujem.
-Harry przestać. Moje życie zawsze było koszmarem. Dla ciebie jest jeszcze nadzieja, a ja straszyłam ją bardzo dawno temu.
-Naucz mnie żyć. 

Tydzień później.

Brunet zabrał mnie do motelu. Trochę dziwnie czuję się w jego towarzystwie. Chłopak nie opuszcza mnie ani na chwilę. Codziennie chodzę w jego ubraniach, ponieważ moje leżą na środku pustkowia, w malutkich kawałeczkach. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że rozmawiamy, jakby nigdy nic się nie stało. Harry nie odpuścił i zaraz po pobiciu do nieprzytomności swoich „przyjaciół” zerwał z nimi kontakt. Czasami zachowuje się  jakbym to ja była najważniejszą osobą w jego życiu. To dziwne. Ale mi się to podoba. Lubię takiego Harrego. Wybaczyłam mu nawet śmierć Nat. Czuję jakby to właśnie on był dla mnie drugą połówką. Z jednej strony go nienawidzę, a z drugiej... chyba kocham. 


1 marca 2014

Imagine Harry cz. 2



Z moich oczu polały się łzy. Harry chodzi wokół mnie, co chwilę przekręcając broń w dłoni. Na moim czole można było zobaczyć malutkie kropelki potu. Byłam przestraszona na śmierć. Nie sądziłam, że ludzi mogą być tacy okrutni. A to co przed chwilą powiedział mi brunet. Mój ojciec miał romans? To niedorzeczne. Był ze mną szczery i powiedziałby mi, chyba że nie miał odwagi, ponieważ pomyślałby, że powiedziałabym matce. Sama już nie wiem co o tym myśleć. Powoli zaczynam w to wierzyć. To prawda, że mój ojciec dosyć często wyjeżdża w delegacje, lecz między nim a matką zawsze układało się idealnie. Byli dla siebie stworzeni i jakoś nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek słyszała ich kłótnie.
-Twój ojciec zniszczył mi rodzinę. A ostatnio posunął się zbyt daleko, zabijając mojego przyjaciela. – wyznał. Co do cholery? Moje myśli były poplątane i nie byłam w stanie ich odczytać. Mnóstwo pytań doprowadzało mnie do bólu głowy. Że niby mój ojciec miał kogoś zabić? To niemożliwe. On nie skrzywdziłby nawet muchy. – A ja mam zamiar się zemścić.
Momentalnie poczułam przy skroni zimny metal. Harry przystawił mi pistolet do głowy. Mocno ścisnęłam powieki, tak samo jak usta. Nie chciałam umierać. Nie teraz, kiedy jestem tak młoda i całe życie przede mną. Chciałam spełnić swoje marzenia, zwiedzić świat. A teraz mam zostać zamordowana. On naprawdę nie ma serca. Mnóstwo rodzin jest skłóconych, przełamanych, ale jakoś tamci ludzi żyją. Muszą żyć, bo przecież to nie koniec świata.
-Proszę… nie. – wyszeptałam. Odważyłam się otworzyć oczy i spojrzeć w zielone tęczówki. Chłopak wydawał się lekko zdziwiony moim zachowaniem.
Czasami nie chciało mi się żyć. Nawiedzały mnie myśli samobójcze, ale to jedynie przez brak miłość od rodziny. Odrobinę tego uczucia dostawałam od Nat, ale teraz jej już nie ma. Nie mam nic, więc dlaczego boje się śmierci? Moi rodzice byli, są i raczej  będą surowi. W domu byłam uwięziona jak w wierzy, ale czy to znaczy, że wolność jest lepsza? Nie mogę powiedzieć, na tą chwilę, że poradziłabym sobie w tym okrytym świecie sama. Nigdy nie byłam nawet w kinie, a pytanie, czy potrafiłabym żyć sama, sprawia mi niemały kłopot. Nie znałam, życia, ale czasami miałam go dość. Wiecznego strachu i smutku. Dlaczego więc nie pragnęłam teraz śmierci, tylko byłam przestraszona jak nikt inny i modliłam się do Boga, o ratunek?
-Chcesz żyć? Mieć wybór? Moja rodzina rozpadła się na małe kawałeczki, a ja nic nie mogłem zrobić. Mój najlepszy przyjaciel umarł i też nic nie mogłem zrobić. Czemu ty możesz mieć wybór, a ja go nie miałem?! – krzyczał. Odetchnęłam głośno i postanowiłam się odezwać.
-Zawsze możesz powrócić do tego co miałeś, tylko, że w innej formie. Sam możesz założyć rodzinę i dbać o nią. Możesz mieć nowych przyjaciół i kochać ich tak samo jak tych starych. Musisz żyć przyszłością, a nie przeszłością, która cię niszczy. – nie sądziłam, że wypowiem, aż tyle słów. Byłam z siebie dumna, jak nigdy dotąd. Harry wydawał się zakłopotany. Kiedy ścisnął mocno swoje wargi, w cienką kreskę, zrozumiałam, że trafiłam. W końcu dowiedział się co może zrobić. Dostał odpowiedź, nawet o nią nie prosząc.
-Mam teraz odpuścić, akurat teraz? – spojrzał na mnie. Jego oczy błyszczały.
-Zadaj sobie pytanie. Czy przez zabicie mnie poczujesz się lepiej? Jeśli tak strzelaj, nie wahaj się. Ale czy wtedy będzie lepiej. Twoja decyzja, twoje życie. – znów uroniłam kilka łez.
Harry uklękną naprzeciwko mnie. Jego oczy przepełnione były smutkiem. Przejechał swoją dłonią po moim policzku, a ja odczułam dziwne uczucie w brzuchu. Wzdrygnęłam się, kiedy położył broń na moich kolanach. Obiema dłońmi przybliżył moją twarz do swojej, tak że nasz czoła stykały się w przyjemnym dotyku. Znów zamknęłam oczy.
-Dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad własnym ciałem. Dlaczego myślę co innego, a co innego robię? Dlaczego zachowuję się jak kilka lat temu, kiedy wszystko było idealnie? – szepcze. – Dlaczego nie mam odwagi cię zabić i w końcu poczuć się jak cały ciężar, który do tej pory dźwigałem zwinnie opuszcza moje ciało? Anabel czy potrafisz odpowiedzieć na te pytania? - delikatnie, jak nigdy wcześniej odsuwa swoją głowę od mojej.
Nie mam pojęcia co mam powiedzieć. Na dodatek w moim gardle zatrzymała się niewiarygodnie duża gula, uniemożliwiająca mi wypowiedzenie czegokolwiek.
Patrzymy sobie prosto w oczy. Pistolet, który do tej pory był na moich kolanach ponownie znajduje się w jego dużej dłoni. Nawet nie wiem, kiedy, ponieważ moje oczy są mocno zamknięte, z broni wystrzela pocisk. 


28 lutego 2014

Imagine Harry cz. 1



   Miła już kolejny dzień od wyjazdu moich rodziców. Moja mama była modelką, a teraz postanowiła odzyskać swoją sławę. Wiecie ostatnia trasa. Mój tata ma swoją własną firmę i postanowiła wyjechać razem z matką. Pozostawili mnie na cały miesiąc samą, lecz czy to robiło większą różnicę, skoro i tak całymi dniami byli poza domem? Wydaje mi się, że tak. Teraz wiedziałam, że są gdzieś bardzo daleko. Moja matka uczyła mnie w domu, ponieważ wmarzała, że dzięki domowej nauce będę więcej wiedzieć, a jakieś rozpieszczone dzieci nie będą mi w stanie przeszkadzać. Wychowała mnie na porządną, kulturalną kobietę. Jednak czy ja byłam z tego zadowolona? Oczywiście, że nie. Denerwowało mnie czasami jej zachowanie oraz to, że nie miałam prawa do niczego. Nie mogłam, nawet pójść na głupi spacer po południu, ponieważ ona zawsze mi tego zabraniała. Siedziałam jak w klatce i nadal siedzę. Rodzice zawsze, kiedy robiłam coś źle albo po prostu się buntowałam mówili mi, że ja w przeciwieństwie do nich mam teraz bardzo dobrze, ponieważ mam większe możliwości niż oni, kiedy byli w moim wieku, a poprzez imprezowanie i nieuczenie się nic nie osiągnę. Byłam temu całkowicie przeciwna, lecz potem sama zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłabym pójść na imprezę, chodziarz by dlatego, że jestem cicha i wstydliwa. Nie cierpię być w centrum uwagi, a przez moją matkę jakoś muszę wytrzymywać tą męczarnie.
   Jedynym czego ona o mnie nie wie, jest to, że co piątkową  noc wraz z tatą jemy ciasto czekoladowe. To nasz jeden, jedyny, mały sekret. Gdyby matka się o tym dowiedziała, miałabym przerąbane.
   Mam jedną, jedyną przyjaciółkę, która zna wszystkie moje sekrety. A jest nią Natalie. Natalie jest naszą pokojówką i mieszka razem z nami. To jedyna osoba, która mnie rozumie. Mimo tego, że jest już zdrowo po trzydziestce rozumie mnie jak nikt inny. Cieszę się, że ją mam.
   Aktualnie zajadam kawałek ciasta czekoladowego. Powinnam go jeść razem z tatą, lecz on wyjechał, oni wyjechali. Dziwnie czuję się prawie sama w tak wielkim domu. Uwierzcie mi, że można się tu zgubić.
Niespodziewanie po moich nogach przechodzi zimny dreszcz. Mam na sobie jedynie żółtą pidżamę z Pikachu. Oblały mnie zimne poty, kiedy usłyszałam tłuczenie się jakiegoś szkła. Podskoczyłam lekko. Zaczęłam mieć najgorsze myśli. A co jeśli to znów włamywacz? Już kiedyś mieliśmy i to niejedno włamanie. W domu są bardzo drogocenne rzeczy.
-Natalie? – pytam niepewnie. Mój głos drży, kiedy słyszę krzyk pochodzący z pierwszego piętra. Ile siły w nogach pędzę na górą. Zastaję tam pozapalane lampki i ciało Natalie. Kobieta leży na środku korytarza w kałuży krwi.
-Boże kochany, Natalie! – z oczu zaczynają lać się łzy. To straszne, kiedy widzisz, że ktoś najbliższy tobie, umiera. Widzę, że klatka piersiowa dziewczyny jeszcze się unosi, lecz z trudem. Automatycznie, gdy widzę ranę zadaną nożem prosto w brzuch, przypominają mi się lekcje mojej matki na temat pierwszej pomocy. –Nat, wszystko będzie w porządku. Patrz cały czas na mnie i nie waż się zasypiać. – mówię cała roztrzęsiona. Dociskam jej głęboką ranę, koronkową serwetką, która sekundę temu leżała na komodzie.  Moje ręce są całe we krwi tak jak część pidżamy.
-Moja Anabel. Wszystko będzie dobrze, ale musisz się ukryć. On tu jest. – mówi z trudem, a jej powieki stają się coraz cięższe. Oddech spowalnia. Ja natomiast zanoszę się jeszcze większym płaczem.
-Nat, kto tu jest? – próbuję uzyskać jakąkolwiek informację. –Ej, błagam nie zamykaj oczu, wszystko będzie dobrze. – powtarzam w kółko, lecz nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Sięgam po telefon, lecz kiedy chce wybrać numer na pogotowie, on nie odpowiada.
-Kurwa mać! – przeklinam. Moje emocje są na skraju wybuchu. Podnoszę głowę Natalie i przytulam do siebie. –Proszę nie zostawiaj mnie. – szepczę, dalej płacząc.
-Nigdy – wypowiada ostatnie słowo i zasypia na wieczność.
-Nie, nie, nie, nie.. – szepczę. Trwam jeszcze chwilę ściskając ją, lecz potem uświadamiam sobie, że ktoś nadal jest w domu. Kładę jej lodowate ciało na ziemi. Nerwowo poprawiam jej grzywkę. Później słyszę nawoływanie.
-Anabel gdzie jesteś? – szybko podnoszę się i rzucam ostatnie spojrzenie na Nat. Wpadam jak strzała do pokoju rodziców i cicho zamykam drzwi za sobą. – I tak cię znajdę, przede mną się nie ukryjesz!
Wchodzę do dużej, drewnianej szafy i modlę się o pomoc. Po kilku minutach jestem prawie pewna, że nikogo nie ma. W pewnym momencie słyszę skrzypienie podłogi.
-Wiem, że tu jesteś. – słyszę zachrypnięty głos mordercy, przez co mimo mojej woli, jęczę z przerażenia. Szybko zatykam sobie usta dłonią prosząc Boga, o ty by tego nie słyszał. Moje prośby, a nawet błagania nie zostają wysłuchane i po chwili drzwi szafy otwierają się szeroko.
-Witaj, Księżniczko. – uśmiecha się do mnie podle. –Wiesz, masz marne kryjówki. – wyciąga mnie siłą z szafy. Wyrywam się jak tylko mogę, lecz na nic. Chłopak nie bawił się ze mną długo. Teraz najbardziej żałowałam tego, że mieszkaliśmy na odludziu. Wokół domu był jedynie ciemny las. Morderca rzucił mnie na trawnik. Za chwilę ktoś inny wsadził mnie do czarnego wozu i zamknął. Krzyczałam, waliłam, nic. Zaczęli obrzucać czymś mój dom, a potem go podpalili. Zaczęłam płakać, ponieważ, tam nadal leżało ciało mojej jedynej przyjaciółki. Nie byłam w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Kiedy cała posesja stanęła w płomieniach coś w środku mnie ukuło. Dość mocno, abym mogła to poczuć. Spłonęło wszystko co miałam. Dosłownie.
   Chwilę potem do auta wsiadło dwóch mężczyzn. Jeden z nich zajął miejsce kierowcy, a drugi siedział obok mnie.
-Czego ode mnie chcecie?! – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jestem cała we krwi, a do tego jest mi cholernie zimno. Pożałowałam, że nie wyjechałam z rodzicami. Nie uzyskałam odpowiedzi. 

Harry

   Anabel w końcu się uspokoiła i zasnęła, pewnie z przemęczenia. Jej ojciec nagrabił sobie u mnie i to całkiem sporo. Najpierw wysyła jakiś ludzi i zabija jednego z moich najlepszych przyjaciół. Potem nasyła na nas psy. Za dużo to niezdrowo. Zniszczył mi rodzinę, a ja mam genialny plan jak mu się odpłacić. Kiedy Liam zatrzymał auto przed moim domem wziąłem dziewczynę na ręce. Miałem dosyć jej denerwującego płaczu.
-Miłej zabawy – pomachał do mnie ręką i odjechał. Zaśmiałem się jedynie.
-To będzie długa noc – zaśmiałem się.
   Położyłem dziewczynę na kanapie, a następnie rozpaliłem w kominku. Potem wziąłem swoje ulubione piwno z lodówki i usiadłem naprzeciwko niej. Była taka niewinna, zupełnie inna niż ojciec. To był chyba  jeden pocieszający fakt. Lekko pochyliłam się nad nią. Jej oddech był równomierny. Opuszkami palców potknąłem jej lodowatego policzka. Coś się we mnie ruszyło. Czułem się dziwnie. Ale przecież Harry Styles nie ma uczuć. 
 
Anabel

-Wstajemy, wstajemy. – usłyszałam nad uchem. Poczułam przyjemne ciepło otaczające mnie. Po otworzeniu oczu od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam najgorszego człowieka na całym świecie, mordercę. Wszystkie wspomnienia powróciły. Natalie, dom, ogień. Zielone tęczówki uważnie mnie obserwowały. Chciałam uciec, teraz. Usiadłam, jak się okazało na kanapie.
-Czego ode mnie chcesz? – spytałam szeptem. Potwornie się go bałam, że mnie zabije albo co gorsza, zrobi krzywdę mojej rodzinie.
-Co wiesz o swoim tacie? – spytał nagle. Skąd to pytanie? Z szuflady wyjął pistolet i zaczął go obracać w dłoni. Przełknęłam głośno ślinę.
-Jest moim ojcem, to chyba oczywiste, że wszystko. Czemu o to pytasz?
-Wiesz, że miał romans? – zatkało mnie. Mój tata? Romans? W życiu! Zaczęłam się śmiać.
-Jeśli masz zamiar robić mi wodę z mózgu, to nie wahaj się, strzel teraz. – gwałtownie wstał. Ja momentalnie ucichłam.


23 lutego 2014

W następnym imaginie...

Nietypowa zapowiedź: 


Ogłoszenia paraaaaaaafialne!


Chciałam wam wszystkim podziękować z całego serduszka za liczbę odwiedzin. Jestem zachwycona, że przekroczyła ona już 10.000! Niezmiernie się z tego cieszę, bo widzę, że czytacie moje imaginy. Uwierzcie, że czuję się wspaniale.
Jeszcze chciałam was poinformować o tym, że wzięłam się znów za pisanie. Bo jak widać, bardzo rzadko dodaję imaginy, lecz postanowiłam to zmienić. Piszę kilka innych opowiadań i trochę gubię się w już w tym wszystkim. Dzisiaj napisałam dwa imaginy i od razu je dodałam, aby chodziarz troszeczkę nadgonić zaległości. Przyrzekam, że jeśli będę miała tylko wolną chwilę od razu wezmę się za pisanie. Muszę przyznać, że wena mnie nie opuszcza, więc jest dobrze :)
Pozdrawiam! ♥


Imagine Niall



Idąc przez park myślałam o moich planach na przyszłość. Sama nie wiedziałam kim chce zostać, czy chce mieć rodzinę i czy chce mieć pracę. Miałam nadzieję, że to wszystko przyjdzie razem z czasem. Teraz mam już dwadzieścia cztery lata, a nic nie daję jakichkolwiek znaków. Nadal nie spotkałam tego jedynego, którego będę kochać nad życie. Było ich kilka, jednak to nie to czego szukałam. Pracę zmieniałam średnio co dwa miesiące. Było ich już mnóstwo, lecz albo coś mi nie wychodziło lub po prostu nie lubiłam tego robić albo zaczynało mi się to nudzić. Jestem bardzo wymagająca, wiem. Jednak muszę z tym jakoś żyć. Zwykły zakup płatków sprawia mi wielką trudność, ponieważ jest tyle rodzajów, a ja nie wiem, które wybrać. Mam na to pewien sposób. Kupuję po kolei. Co tydzień inne płatki. Jakie to szalone, ach. Postanowiłam nie myśleć o tym dłużej tylko wyskoczyć wieczorem na jakąś imprezę. Dzisiaj piątek, trzeba zaszaleć!
Wpadłam do swojego mieszkania jak wariatka. Dochodziła już dwudziesta. Przywitałam się z moim kotem Rufusem, który wylegiwał się na wygodnym fotelu. Otworzyłam dość małą szafę, jak na szafę, a następnie zaczęłam wszystko dokładnie przeglądać. Złapałam za limonową sukienkę z jednym ramiączkiem. Szybko nałożyłam ją na siebie. Chwyciłam w ostatnim momencie srebrne buty na dość wysokim obcasie. Były bardzo wygodne i mogłam w nich przetańczyć całą noc. Zrobiłam mocny makijaż, a potem popsikałam się swoimi ulubionymi perfumami. Spakowałam do małej srebrnej kopertówki swój telefon oraz jakieś pieniądze. Usłyszałam, że taksówka już jest więc zarzuciłam na siebie czarny płaszcz i pożegnałam się z Rufusem.
Będąc przed klubem czekałam na swoja kolej. Wysoki, potężny mężczyzna ubrany cały na czarno po zobaczeniu mich dokumentów uśmiechnął się serdecznie i wpuścił mnie do środka. Zostałam jeszcze odznaczona niebieskim stempelkiem z napisem klubu. Kiedy weszłam do środka uderzyło we mnie gorące powietrze. Od razu zdjęłam z siebie płaszcz i oddałam go do szatni. Podeszłam do baru i zajęłam miejsce obok wysokiego blondyna. Niezbyt mogłam zobaczyć jego twarz z powodu panującej tutaj ciemności. Co sekundę mrugało mnóstwo reflektorów do których musiałam się przyzwyczaić. Zamówiłam sobie jakiegoś drinka, a dopiero potem dostrzegłam, że nieznajomy jest we mnie zapatrzony. Posłałam mu serdeczni uśmiech i napiłam się alkoholu. Już za pierwszym razem wypiłam wszystko. Na parkiecie było mnóstwo osób. Zaczęłam tańczyć z tajemniczym brunetem. Nasze ciała ocierały się o siebie. Po kilku chwilach poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam wyszczerzonego blondyna, który siedział obok mnie przy barze. Tańczyliśmy razem bardzo długi czas popijając co chwilę drinki. Byłam już kompletnie zalana.
-Jak masz na imię śliczna? – spytał dość głośno, abym mogła usłyszeć.
-(T.I)! – odkrzyknęłam.
-Niall! Miło mi! – zaczęłam się śmiać. –Co ty na to, aby stąd wyjść? – spytał.
-Jasne!
Chłopak złapała mnie za dłoń i pociągną w kierunku wyjścia. Dochodziła już dwudziesta trzecia, a mimo tego Londyn tętnił życiem. Niall wziął mnie na barana i zaczął biec, co okazało się tragicznym pomysłem, ponieważ oboje byliśmy pijani i kołysaliśmy się w każdą możliwą stronę. Będąc w parku usiedliśmy przy fontannie. Dla przyjemności puściłam muzyczkę z telefonu. W małych głośnikach rozbrzmiewali Beatlesi i Twist and Shout. Zaczęliśmy oboje tańczyć i śpiewać. Ganialiśmy się po małym murku, co chwilę potykając się o własne nogi. Rzuciłam gdzieś swoje buty.
Nie wiem jakim, cudem, ale wpadliśmy do fontanny. Woda była zimna, jednak dało się wytrzymać. Zaczęliśmy się chlapać i co chwilę wybuchaliśmy większym śmiechem.
-Co wy robicie?! Wyłazić! – naszą uwagę zwrócił wysoki policjant. Zaczęliśmy wygrzebywać się z fontanny. Zajęło nam to dość dużo czasu, lecz policjant nie zdążył nas złapać. Biegliśmy trzymając się za ręce. Moje buty poszły w niepamięć, tak jak torebka z całą zawartością.
Potem pamiętam, że znaleźliśmy się w wesołym miasteczku. Pomimo późnej godziny było tutaj sporo ludzi. W większości byli to dorośli.
-Chodźmy po coś słodkiego, a później na diabelski młyn. – przygryzłam wargę i energicznie pokiwałam głową.
Nigdy w życiu nie zrobiłabym czegoś co stało się tej nocy. Nie miałabym odwagi, a zwłaszcza sama. Nie byłam pewna czy to przez spożyty alkohol, czy może przez Nialla. Nie zastanawiałam się nad tym dłużej, ponieważ byłam cała obklejona w różowej wacie cukrowej, tak jak mój towarzysz.
-Opowiesz mi coś o sobie, Księżniczko? – poruszył zabawnie brwiami.
-Co tydzień kupuję inne płatki śniadaniowe, a mój kot ma trzy lata i ma na imię Rufus. Teraz ty. – zaśmiałam się.
-Jestem uzależniony od Snickers’ ów. Mój chomik umarł dwa dni temu. – posmutniał.
-Przykro mi. – zmarszczyłam brwi.
-To nic.
-Jeśli chcesz z chęcią oddam ci mojego kota. Ma świra na punkcie słodyczy.
Rozmawiamy jeszcze przez kilka godzin, a potem nie chcemy zejść z diabelskiego młyna. 
Jesteśmy na samej górze. Niall klęczy przede mną, a w dłoni trzyma pierścionek z czekoladek, które przed chwila zjedliśmy.
-Wyjdź za mnie (T.I)! Chcę jeść z tobą i twoim kotem Snickers’ y wieczorami. Chcę kupować z tobą co tydzień inną paczkę płatków. Chcę zobaczyć twoje znamię przypominające jednorożca. Chcę patrzeć jak słodko się rumienisz, kiedy mówię, że jesteś piękna. Chcę zwiedzić z tobą cały świat. Chcę być obok ciebie, kiedy siedzisz i oglądasz co sobotę, nową bajkę w kinie. Chcę widzieć twój uśmiech. Kocham cię!
Co alkohol robi z człowiekiem.