28 lutego 2014

Imagine Harry cz. 1



   Miła już kolejny dzień od wyjazdu moich rodziców. Moja mama była modelką, a teraz postanowiła odzyskać swoją sławę. Wiecie ostatnia trasa. Mój tata ma swoją własną firmę i postanowiła wyjechać razem z matką. Pozostawili mnie na cały miesiąc samą, lecz czy to robiło większą różnicę, skoro i tak całymi dniami byli poza domem? Wydaje mi się, że tak. Teraz wiedziałam, że są gdzieś bardzo daleko. Moja matka uczyła mnie w domu, ponieważ wmarzała, że dzięki domowej nauce będę więcej wiedzieć, a jakieś rozpieszczone dzieci nie będą mi w stanie przeszkadzać. Wychowała mnie na porządną, kulturalną kobietę. Jednak czy ja byłam z tego zadowolona? Oczywiście, że nie. Denerwowało mnie czasami jej zachowanie oraz to, że nie miałam prawa do niczego. Nie mogłam, nawet pójść na głupi spacer po południu, ponieważ ona zawsze mi tego zabraniała. Siedziałam jak w klatce i nadal siedzę. Rodzice zawsze, kiedy robiłam coś źle albo po prostu się buntowałam mówili mi, że ja w przeciwieństwie do nich mam teraz bardzo dobrze, ponieważ mam większe możliwości niż oni, kiedy byli w moim wieku, a poprzez imprezowanie i nieuczenie się nic nie osiągnę. Byłam temu całkowicie przeciwna, lecz potem sama zdałam sobie sprawę, że nie potrafiłabym pójść na imprezę, chodziarz by dlatego, że jestem cicha i wstydliwa. Nie cierpię być w centrum uwagi, a przez moją matkę jakoś muszę wytrzymywać tą męczarnie.
   Jedynym czego ona o mnie nie wie, jest to, że co piątkową  noc wraz z tatą jemy ciasto czekoladowe. To nasz jeden, jedyny, mały sekret. Gdyby matka się o tym dowiedziała, miałabym przerąbane.
   Mam jedną, jedyną przyjaciółkę, która zna wszystkie moje sekrety. A jest nią Natalie. Natalie jest naszą pokojówką i mieszka razem z nami. To jedyna osoba, która mnie rozumie. Mimo tego, że jest już zdrowo po trzydziestce rozumie mnie jak nikt inny. Cieszę się, że ją mam.
   Aktualnie zajadam kawałek ciasta czekoladowego. Powinnam go jeść razem z tatą, lecz on wyjechał, oni wyjechali. Dziwnie czuję się prawie sama w tak wielkim domu. Uwierzcie mi, że można się tu zgubić.
Niespodziewanie po moich nogach przechodzi zimny dreszcz. Mam na sobie jedynie żółtą pidżamę z Pikachu. Oblały mnie zimne poty, kiedy usłyszałam tłuczenie się jakiegoś szkła. Podskoczyłam lekko. Zaczęłam mieć najgorsze myśli. A co jeśli to znów włamywacz? Już kiedyś mieliśmy i to niejedno włamanie. W domu są bardzo drogocenne rzeczy.
-Natalie? – pytam niepewnie. Mój głos drży, kiedy słyszę krzyk pochodzący z pierwszego piętra. Ile siły w nogach pędzę na górą. Zastaję tam pozapalane lampki i ciało Natalie. Kobieta leży na środku korytarza w kałuży krwi.
-Boże kochany, Natalie! – z oczu zaczynają lać się łzy. To straszne, kiedy widzisz, że ktoś najbliższy tobie, umiera. Widzę, że klatka piersiowa dziewczyny jeszcze się unosi, lecz z trudem. Automatycznie, gdy widzę ranę zadaną nożem prosto w brzuch, przypominają mi się lekcje mojej matki na temat pierwszej pomocy. –Nat, wszystko będzie w porządku. Patrz cały czas na mnie i nie waż się zasypiać. – mówię cała roztrzęsiona. Dociskam jej głęboką ranę, koronkową serwetką, która sekundę temu leżała na komodzie.  Moje ręce są całe we krwi tak jak część pidżamy.
-Moja Anabel. Wszystko będzie dobrze, ale musisz się ukryć. On tu jest. – mówi z trudem, a jej powieki stają się coraz cięższe. Oddech spowalnia. Ja natomiast zanoszę się jeszcze większym płaczem.
-Nat, kto tu jest? – próbuję uzyskać jakąkolwiek informację. –Ej, błagam nie zamykaj oczu, wszystko będzie dobrze. – powtarzam w kółko, lecz nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Sięgam po telefon, lecz kiedy chce wybrać numer na pogotowie, on nie odpowiada.
-Kurwa mać! – przeklinam. Moje emocje są na skraju wybuchu. Podnoszę głowę Natalie i przytulam do siebie. –Proszę nie zostawiaj mnie. – szepczę, dalej płacząc.
-Nigdy – wypowiada ostatnie słowo i zasypia na wieczność.
-Nie, nie, nie, nie.. – szepczę. Trwam jeszcze chwilę ściskając ją, lecz potem uświadamiam sobie, że ktoś nadal jest w domu. Kładę jej lodowate ciało na ziemi. Nerwowo poprawiam jej grzywkę. Później słyszę nawoływanie.
-Anabel gdzie jesteś? – szybko podnoszę się i rzucam ostatnie spojrzenie na Nat. Wpadam jak strzała do pokoju rodziców i cicho zamykam drzwi za sobą. – I tak cię znajdę, przede mną się nie ukryjesz!
Wchodzę do dużej, drewnianej szafy i modlę się o pomoc. Po kilku minutach jestem prawie pewna, że nikogo nie ma. W pewnym momencie słyszę skrzypienie podłogi.
-Wiem, że tu jesteś. – słyszę zachrypnięty głos mordercy, przez co mimo mojej woli, jęczę z przerażenia. Szybko zatykam sobie usta dłonią prosząc Boga, o ty by tego nie słyszał. Moje prośby, a nawet błagania nie zostają wysłuchane i po chwili drzwi szafy otwierają się szeroko.
-Witaj, Księżniczko. – uśmiecha się do mnie podle. –Wiesz, masz marne kryjówki. – wyciąga mnie siłą z szafy. Wyrywam się jak tylko mogę, lecz na nic. Chłopak nie bawił się ze mną długo. Teraz najbardziej żałowałam tego, że mieszkaliśmy na odludziu. Wokół domu był jedynie ciemny las. Morderca rzucił mnie na trawnik. Za chwilę ktoś inny wsadził mnie do czarnego wozu i zamknął. Krzyczałam, waliłam, nic. Zaczęli obrzucać czymś mój dom, a potem go podpalili. Zaczęłam płakać, ponieważ, tam nadal leżało ciało mojej jedynej przyjaciółki. Nie byłam w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Kiedy cała posesja stanęła w płomieniach coś w środku mnie ukuło. Dość mocno, abym mogła to poczuć. Spłonęło wszystko co miałam. Dosłownie.
   Chwilę potem do auta wsiadło dwóch mężczyzn. Jeden z nich zajął miejsce kierowcy, a drugi siedział obok mnie.
-Czego ode mnie chcecie?! – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jestem cała we krwi, a do tego jest mi cholernie zimno. Pożałowałam, że nie wyjechałam z rodzicami. Nie uzyskałam odpowiedzi. 

Harry

   Anabel w końcu się uspokoiła i zasnęła, pewnie z przemęczenia. Jej ojciec nagrabił sobie u mnie i to całkiem sporo. Najpierw wysyła jakiś ludzi i zabija jednego z moich najlepszych przyjaciół. Potem nasyła na nas psy. Za dużo to niezdrowo. Zniszczył mi rodzinę, a ja mam genialny plan jak mu się odpłacić. Kiedy Liam zatrzymał auto przed moim domem wziąłem dziewczynę na ręce. Miałem dosyć jej denerwującego płaczu.
-Miłej zabawy – pomachał do mnie ręką i odjechał. Zaśmiałem się jedynie.
-To będzie długa noc – zaśmiałem się.
   Położyłem dziewczynę na kanapie, a następnie rozpaliłem w kominku. Potem wziąłem swoje ulubione piwno z lodówki i usiadłem naprzeciwko niej. Była taka niewinna, zupełnie inna niż ojciec. To był chyba  jeden pocieszający fakt. Lekko pochyliłam się nad nią. Jej oddech był równomierny. Opuszkami palców potknąłem jej lodowatego policzka. Coś się we mnie ruszyło. Czułem się dziwnie. Ale przecież Harry Styles nie ma uczuć. 
 
Anabel

-Wstajemy, wstajemy. – usłyszałam nad uchem. Poczułam przyjemne ciepło otaczające mnie. Po otworzeniu oczu od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam najgorszego człowieka na całym świecie, mordercę. Wszystkie wspomnienia powróciły. Natalie, dom, ogień. Zielone tęczówki uważnie mnie obserwowały. Chciałam uciec, teraz. Usiadłam, jak się okazało na kanapie.
-Czego ode mnie chcesz? – spytałam szeptem. Potwornie się go bałam, że mnie zabije albo co gorsza, zrobi krzywdę mojej rodzinie.
-Co wiesz o swoim tacie? – spytał nagle. Skąd to pytanie? Z szuflady wyjął pistolet i zaczął go obracać w dłoni. Przełknęłam głośno ślinę.
-Jest moim ojcem, to chyba oczywiste, że wszystko. Czemu o to pytasz?
-Wiesz, że miał romans? – zatkało mnie. Mój tata? Romans? W życiu! Zaczęłam się śmiać.
-Jeśli masz zamiar robić mi wodę z mózgu, to nie wahaj się, strzel teraz. – gwałtownie wstał. Ja momentalnie ucichłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz