Miła już kolejny dzień od wyjazdu moich rodziców. Moja mama
była modelką, a teraz postanowiła odzyskać swoją sławę. Wiecie ostatnia trasa.
Mój tata ma swoją własną firmę i postanowiła wyjechać razem z matką. Pozostawili
mnie na cały miesiąc samą, lecz czy to robiło większą różnicę, skoro i tak
całymi dniami byli poza domem? Wydaje mi się, że tak. Teraz wiedziałam, że są
gdzieś bardzo daleko. Moja matka uczyła mnie w domu, ponieważ wmarzała, że
dzięki domowej nauce będę więcej wiedzieć, a jakieś rozpieszczone dzieci nie
będą mi w stanie przeszkadzać. Wychowała mnie na porządną, kulturalną kobietę.
Jednak czy ja byłam z tego zadowolona? Oczywiście, że nie. Denerwowało mnie
czasami jej zachowanie oraz to, że nie miałam prawa do niczego. Nie mogłam,
nawet pójść na głupi spacer po południu, ponieważ ona zawsze mi tego
zabraniała. Siedziałam jak w klatce i nadal siedzę. Rodzice zawsze, kiedy
robiłam coś źle albo po prostu się buntowałam mówili mi, że ja w przeciwieństwie
do nich mam teraz bardzo dobrze, ponieważ mam większe możliwości niż oni, kiedy
byli w moim wieku, a poprzez imprezowanie i nieuczenie się nic nie osiągnę.
Byłam temu całkowicie przeciwna, lecz potem sama zdałam sobie sprawę, że nie
potrafiłabym pójść na imprezę, chodziarz by dlatego, że jestem cicha i
wstydliwa. Nie cierpię być w centrum uwagi, a przez moją matkę jakoś muszę
wytrzymywać tą męczarnie.
Jedynym czego ona o mnie nie wie, jest to, że co
piątkową noc wraz z tatą jemy ciasto
czekoladowe. To nasz jeden, jedyny, mały sekret. Gdyby matka się o tym
dowiedziała, miałabym przerąbane.
Mam jedną, jedyną przyjaciółkę, która zna wszystkie moje
sekrety. A jest nią Natalie. Natalie jest naszą pokojówką i mieszka razem z
nami. To jedyna osoba, która mnie rozumie. Mimo tego, że jest już zdrowo po
trzydziestce rozumie mnie jak nikt inny. Cieszę się, że ją mam.
Aktualnie zajadam kawałek ciasta czekoladowego. Powinnam go
jeść razem z tatą, lecz on wyjechał, oni wyjechali. Dziwnie czuję się prawie
sama w tak wielkim domu. Uwierzcie mi, że można się tu zgubić.
Niespodziewanie po moich nogach przechodzi zimny dreszcz. Mam
na sobie jedynie żółtą pidżamę z Pikachu. Oblały mnie zimne poty, kiedy
usłyszałam tłuczenie się jakiegoś szkła. Podskoczyłam lekko. Zaczęłam mieć
najgorsze myśli. A co jeśli to znów włamywacz? Już kiedyś mieliśmy i to
niejedno włamanie. W domu są bardzo drogocenne rzeczy.
-Natalie? – pytam niepewnie. Mój głos drży, kiedy słyszę
krzyk pochodzący z pierwszego piętra. Ile siły w nogach pędzę na górą. Zastaję
tam pozapalane lampki i ciało Natalie. Kobieta leży na środku korytarza w kałuży
krwi.
-Boże kochany, Natalie! – z oczu zaczynają lać się łzy. To
straszne, kiedy widzisz, że ktoś najbliższy tobie, umiera. Widzę, że klatka
piersiowa dziewczyny jeszcze się unosi, lecz z trudem. Automatycznie, gdy widzę
ranę zadaną nożem prosto w brzuch, przypominają mi się lekcje mojej matki na
temat pierwszej pomocy. –Nat, wszystko będzie w porządku. Patrz cały czas na
mnie i nie waż się zasypiać. – mówię cała roztrzęsiona. Dociskam jej głęboką
ranę, koronkową serwetką, która sekundę temu leżała na komodzie. Moje ręce są całe we krwi tak jak część
pidżamy.
-Moja Anabel. Wszystko będzie dobrze, ale musisz się ukryć. On
tu jest. – mówi z trudem, a jej powieki stają się coraz cięższe. Oddech
spowalnia. Ja natomiast zanoszę się jeszcze większym płaczem.
-Nat, kto tu jest? – próbuję uzyskać jakąkolwiek informację.
–Ej, błagam nie zamykaj oczu, wszystko będzie dobrze. – powtarzam w kółko, lecz
nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Sięgam po telefon, lecz kiedy chce wybrać numer
na pogotowie, on nie odpowiada.
-Kurwa mać! – przeklinam. Moje emocje są na skraju wybuchu.
Podnoszę głowę Natalie i przytulam do siebie. –Proszę nie zostawiaj mnie. –
szepczę, dalej płacząc.
-Nigdy – wypowiada ostatnie słowo i zasypia na wieczność.
-Nie, nie, nie, nie.. – szepczę. Trwam jeszcze chwilę
ściskając ją, lecz potem uświadamiam sobie, że ktoś nadal jest w domu. Kładę
jej lodowate ciało na ziemi. Nerwowo poprawiam jej grzywkę. Później słyszę
nawoływanie.
-Anabel gdzie jesteś? – szybko podnoszę się i rzucam ostatnie
spojrzenie na Nat. Wpadam jak strzała do pokoju rodziców i cicho zamykam drzwi
za sobą. – I tak cię znajdę, przede mną się nie ukryjesz!
Wchodzę do dużej, drewnianej szafy i modlę się o pomoc. Po
kilku minutach jestem prawie pewna, że nikogo nie ma. W pewnym momencie słyszę
skrzypienie podłogi.
-Wiem, że tu jesteś. – słyszę zachrypnięty głos mordercy,
przez co mimo mojej woli, jęczę z przerażenia. Szybko zatykam sobie usta dłonią
prosząc Boga, o ty by tego nie słyszał. Moje prośby, a nawet błagania nie
zostają wysłuchane i po chwili drzwi szafy otwierają się szeroko.
-Witaj, Księżniczko. – uśmiecha się do mnie podle. –Wiesz,
masz marne kryjówki. – wyciąga mnie siłą z szafy. Wyrywam się jak tylko mogę,
lecz na nic. Chłopak nie bawił się ze mną długo. Teraz najbardziej żałowałam
tego, że mieszkaliśmy na odludziu. Wokół domu był jedynie ciemny las. Morderca
rzucił mnie na trawnik. Za chwilę ktoś inny wsadził mnie do czarnego wozu i zamknął.
Krzyczałam, waliłam, nic. Zaczęli obrzucać czymś mój dom, a potem go podpalili.
Zaczęłam płakać, ponieważ, tam nadal leżało ciało mojej jedynej przyjaciółki.
Nie byłam w stanie zapanować nad swoimi emocjami. Kiedy cała posesja stanęła w
płomieniach coś w środku mnie ukuło. Dość mocno, abym mogła to poczuć. Spłonęło
wszystko co miałam. Dosłownie.
Chwilę potem do auta wsiadło dwóch mężczyzn. Jeden z nich
zajął miejsce kierowcy, a drugi siedział obok mnie.
-Czego ode mnie chcecie?! – nawet nie zdawałam sobie sprawy,
że jestem cała we krwi, a do tego jest mi cholernie zimno. Pożałowałam, że nie
wyjechałam z rodzicami. Nie uzyskałam odpowiedzi.
Harry
Anabel w końcu się uspokoiła i zasnęła, pewnie z przemęczenia.
Jej ojciec nagrabił sobie u mnie i to całkiem sporo. Najpierw wysyła jakiś
ludzi i zabija jednego z moich najlepszych przyjaciół. Potem nasyła na nas psy.
Za dużo to niezdrowo. Zniszczył mi rodzinę, a ja mam genialny plan jak mu się
odpłacić. Kiedy Liam zatrzymał auto przed moim domem wziąłem dziewczynę na ręce.
Miałem dosyć jej denerwującego płaczu.
-Miłej zabawy – pomachał do mnie ręką i odjechał. Zaśmiałem
się jedynie.
-To będzie długa noc – zaśmiałem się.
Położyłem dziewczynę na kanapie, a następnie rozpaliłem w kominku. Potem wziąłem swoje ulubione piwno z lodówki i usiadłem naprzeciwko
niej. Była taka niewinna, zupełnie inna niż ojciec. To był chyba jeden pocieszający fakt. Lekko pochyliłam się
nad nią. Jej oddech był równomierny. Opuszkami palców potknąłem jej lodowatego
policzka. Coś się we mnie ruszyło. Czułem się dziwnie. Ale przecież Harry
Styles nie ma uczuć.
Anabel
-Wstajemy, wstajemy. – usłyszałam nad uchem. Poczułam
przyjemne ciepło otaczające mnie. Po otworzeniu oczu od razu tego pożałowałam.
Zobaczyłam najgorszego człowieka na całym świecie, mordercę. Wszystkie
wspomnienia powróciły. Natalie, dom, ogień. Zielone tęczówki uważnie mnie
obserwowały. Chciałam uciec, teraz. Usiadłam, jak się okazało na kanapie.
-Czego ode mnie chcesz? – spytałam szeptem. Potwornie się go
bałam, że mnie zabije albo co gorsza, zrobi krzywdę mojej rodzinie.
-Co wiesz o swoim tacie? – spytał nagle. Skąd to pytanie? Z
szuflady wyjął pistolet i zaczął go obracać w dłoni. Przełknęłam głośno ślinę.
-Jest moim ojcem, to chyba oczywiste, że wszystko. Czemu o to
pytasz?
-Wiesz, że miał romans? – zatkało mnie. Mój tata? Romans? W
życiu! Zaczęłam się śmiać.
-Jeśli masz zamiar robić mi wodę z mózgu, to nie wahaj
się, strzel teraz. – gwałtownie wstał. Ja momentalnie ucichłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz