Idąc przez park myślałam o moich planach na
przyszłość. Sama nie wiedziałam kim chce zostać, czy chce mieć rodzinę i czy
chce mieć pracę. Miałam nadzieję, że to wszystko przyjdzie razem z czasem.
Teraz mam już dwadzieścia cztery lata, a nic nie daję jakichkolwiek znaków.
Nadal nie spotkałam tego jedynego, którego będę kochać nad życie. Było ich
kilka, jednak to nie to czego szukałam. Pracę zmieniałam średnio co dwa
miesiące. Było ich już mnóstwo, lecz albo coś mi nie wychodziło lub po prostu
nie lubiłam tego robić albo zaczynało mi się to nudzić. Jestem bardzo
wymagająca, wiem. Jednak muszę z tym jakoś żyć. Zwykły zakup płatków sprawia mi
wielką trudność, ponieważ jest tyle rodzajów, a ja nie wiem, które wybrać. Mam
na to pewien sposób. Kupuję po kolei. Co tydzień inne płatki. Jakie to szalone,
ach. Postanowiłam nie myśleć o tym dłużej tylko wyskoczyć wieczorem na jakąś
imprezę. Dzisiaj piątek, trzeba zaszaleć!
Wpadłam do swojego mieszkania jak wariatka.
Dochodziła już dwudziesta. Przywitałam się z moim kotem Rufusem, który
wylegiwał się na wygodnym fotelu. Otworzyłam dość małą szafę, jak na szafę, a
następnie zaczęłam wszystko dokładnie przeglądać. Złapałam za limonową sukienkę
z jednym ramiączkiem. Szybko nałożyłam ją na siebie. Chwyciłam w ostatnim
momencie srebrne buty na dość wysokim obcasie. Były bardzo wygodne i mogłam w
nich przetańczyć całą noc. Zrobiłam mocny makijaż, a potem popsikałam się
swoimi ulubionymi perfumami. Spakowałam do małej srebrnej kopertówki swój
telefon oraz jakieś pieniądze. Usłyszałam, że taksówka już jest więc zarzuciłam
na siebie czarny płaszcz i pożegnałam się z Rufusem.
Będąc przed klubem czekałam na swoja kolej.
Wysoki, potężny mężczyzna ubrany cały na czarno po zobaczeniu mich dokumentów
uśmiechnął się serdecznie i wpuścił mnie do środka. Zostałam jeszcze odznaczona
niebieskim stempelkiem z napisem klubu. Kiedy weszłam do środka uderzyło we
mnie gorące powietrze. Od razu zdjęłam z siebie płaszcz i oddałam go do szatni.
Podeszłam do baru i zajęłam miejsce obok wysokiego blondyna. Niezbyt mogłam
zobaczyć jego twarz z powodu panującej tutaj ciemności. Co sekundę mrugało
mnóstwo reflektorów do których musiałam się przyzwyczaić. Zamówiłam sobie
jakiegoś drinka, a dopiero potem dostrzegłam, że nieznajomy jest we mnie
zapatrzony. Posłałam mu serdeczni uśmiech i napiłam się alkoholu. Już za
pierwszym razem wypiłam wszystko. Na parkiecie było mnóstwo osób. Zaczęłam
tańczyć z tajemniczym brunetem. Nasze ciała ocierały się o siebie. Po kilku
chwilach poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i zobaczyłam
wyszczerzonego blondyna, który siedział obok mnie przy barze. Tańczyliśmy razem
bardzo długi czas popijając co chwilę drinki. Byłam już kompletnie zalana.
-Jak masz na imię śliczna? – spytał dość
głośno, abym mogła usłyszeć.
-(T.I)! – odkrzyknęłam.
-Niall! Miło mi! – zaczęłam się śmiać. –Co ty
na to, aby stąd wyjść? – spytał.
-Jasne!
Chłopak złapała mnie za dłoń i pociągną w
kierunku wyjścia. Dochodziła już dwudziesta trzecia, a mimo tego Londyn tętnił
życiem. Niall wziął mnie na barana i zaczął biec, co okazało się tragicznym
pomysłem, ponieważ oboje byliśmy pijani i kołysaliśmy się w każdą możliwą
stronę. Będąc w parku usiedliśmy przy fontannie. Dla przyjemności puściłam
muzyczkę z telefonu. W małych głośnikach rozbrzmiewali Beatlesi i Twist and
Shout. Zaczęliśmy oboje tańczyć i śpiewać. Ganialiśmy się po małym murku, co
chwilę potykając się o własne nogi. Rzuciłam gdzieś swoje buty.
Nie wiem jakim, cudem, ale wpadliśmy do fontanny.
Woda była zimna, jednak dało się wytrzymać. Zaczęliśmy się chlapać i co chwilę
wybuchaliśmy większym śmiechem.
-Co wy robicie?! Wyłazić! – naszą uwagę
zwrócił wysoki policjant. Zaczęliśmy wygrzebywać się z fontanny. Zajęło nam to
dość dużo czasu, lecz policjant nie zdążył nas złapać. Biegliśmy trzymając się
za ręce. Moje buty poszły w niepamięć, tak jak torebka z całą zawartością.
Potem pamiętam, że znaleźliśmy się w wesołym
miasteczku. Pomimo późnej godziny było tutaj sporo ludzi. W większości byli to
dorośli.
-Chodźmy po coś słodkiego, a później na
diabelski młyn. – przygryzłam wargę i energicznie pokiwałam głową.
Nigdy w życiu nie zrobiłabym czegoś co stało
się tej nocy. Nie miałabym odwagi, a zwłaszcza sama. Nie byłam pewna czy to
przez spożyty alkohol, czy może przez Nialla. Nie zastanawiałam się nad tym
dłużej, ponieważ byłam cała obklejona w różowej wacie cukrowej, tak jak mój
towarzysz.
-Opowiesz mi coś o sobie, Księżniczko? –
poruszył zabawnie brwiami.
-Co tydzień kupuję inne płatki śniadaniowe, a
mój kot ma trzy lata i ma na imię Rufus.
Teraz ty. – zaśmiałam się.
-Jestem uzależniony od Snickers’ ów. Mój
chomik umarł dwa dni temu. – posmutniał.
-Przykro mi. – zmarszczyłam brwi.
-To nic.
-Jeśli chcesz z chęcią oddam ci mojego kota.
Ma świra na punkcie słodyczy.
Rozmawiamy jeszcze przez kilka godzin, a potem
nie chcemy zejść z diabelskiego młyna.
Jesteśmy na samej górze. Niall klęczy
przede mną, a w dłoni trzyma pierścionek z czekoladek, które przed chwila
zjedliśmy.
-Wyjdź za mnie (T.I)! Chcę jeść z tobą i twoim
kotem Snickers’ y wieczorami. Chcę kupować z tobą co tydzień inną paczkę
płatków. Chcę zobaczyć twoje znamię przypominające jednorożca. Chcę patrzeć jak
słodko się rumienisz, kiedy mówię, że jesteś piękna. Chcę zwiedzić z tobą cały
świat. Chcę być obok ciebie, kiedy siedzisz i oglądasz co sobotę, nową bajkę w kinie. Chcę
widzieć twój uśmiech. Kocham cię!
Co alkohol robi z człowiekiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz