Z moich oczu polały się łzy. Harry chodzi wokół mnie, co
chwilę przekręcając broń w dłoni. Na moim czole można było zobaczyć malutkie
kropelki potu. Byłam przestraszona na śmierć. Nie sądziłam, że ludzi mogą być
tacy okrutni. A to co przed chwilą powiedział mi brunet. Mój ojciec miał
romans? To niedorzeczne. Był ze mną szczery i powiedziałby mi, chyba że nie
miał odwagi, ponieważ pomyślałby, że powiedziałabym matce. Sama już nie wiem co
o tym myśleć. Powoli zaczynam w to wierzyć. To prawda, że mój ojciec dosyć
często wyjeżdża w delegacje, lecz między nim a matką zawsze układało się
idealnie. Byli dla siebie stworzeni i jakoś nie przypominam sobie, abym
kiedykolwiek słyszała ich kłótnie.
-Twój ojciec zniszczył mi rodzinę. A ostatnio posunął się
zbyt daleko, zabijając mojego przyjaciela. – wyznał. Co do cholery? Moje myśli
były poplątane i nie byłam w stanie ich odczytać. Mnóstwo pytań doprowadzało mnie
do bólu głowy. Że niby mój ojciec miał kogoś zabić? To niemożliwe. On nie
skrzywdziłby nawet muchy. – A ja mam zamiar się zemścić.
Momentalnie poczułam przy skroni zimny metal. Harry
przystawił mi pistolet do głowy. Mocno ścisnęłam powieki, tak samo jak usta.
Nie chciałam umierać. Nie teraz, kiedy jestem tak młoda i całe życie przede
mną. Chciałam spełnić swoje marzenia, zwiedzić świat. A teraz mam zostać
zamordowana. On naprawdę nie ma serca. Mnóstwo rodzin jest skłóconych,
przełamanych, ale jakoś tamci ludzi żyją. Muszą żyć, bo przecież to nie koniec
świata.
-Proszę… nie. – wyszeptałam. Odważyłam się otworzyć oczy i
spojrzeć w zielone tęczówki. Chłopak wydawał się lekko zdziwiony moim
zachowaniem.
Czasami nie chciało mi się żyć. Nawiedzały mnie myśli
samobójcze, ale to jedynie przez brak miłość od rodziny. Odrobinę tego uczucia
dostawałam od Nat, ale teraz jej już nie ma. Nie mam nic, więc dlaczego boje
się śmierci? Moi rodzice byli, są i raczej
będą surowi. W domu byłam uwięziona jak w wierzy, ale czy to znaczy, że
wolność jest lepsza? Nie mogę powiedzieć, na tą chwilę, że poradziłabym sobie w
tym okrytym świecie sama. Nigdy nie byłam nawet w kinie, a pytanie, czy
potrafiłabym żyć sama, sprawia mi niemały kłopot. Nie znałam, życia, ale
czasami miałam go dość. Wiecznego strachu i smutku. Dlaczego więc nie pragnęłam
teraz śmierci, tylko byłam przestraszona jak nikt inny i modliłam się do Boga,
o ratunek?
-Chcesz żyć? Mieć wybór? Moja rodzina rozpadła się na małe
kawałeczki, a ja nic nie mogłem zrobić. Mój najlepszy przyjaciel umarł i też
nic nie mogłem zrobić. Czemu ty możesz mieć wybór, a ja go nie miałem?! – krzyczał.
Odetchnęłam głośno i postanowiłam się odezwać.
-Zawsze możesz powrócić do tego co miałeś, tylko, że w innej
formie. Sam możesz założyć rodzinę i dbać o nią. Możesz mieć nowych przyjaciół
i kochać ich tak samo jak tych starych. Musisz żyć przyszłością, a nie
przeszłością, która cię niszczy. – nie sądziłam, że wypowiem, aż tyle słów. Byłam
z siebie dumna, jak nigdy dotąd. Harry wydawał się zakłopotany. Kiedy ścisnął
mocno swoje wargi, w cienką kreskę, zrozumiałam, że trafiłam. W końcu dowiedział
się co może zrobić. Dostał odpowiedź, nawet o nią nie prosząc.
-Mam teraz odpuścić, akurat teraz? – spojrzał na mnie. Jego
oczy błyszczały.
-Zadaj sobie pytanie. Czy przez zabicie mnie poczujesz się
lepiej? Jeśli tak strzelaj, nie wahaj się. Ale czy wtedy będzie lepiej. Twoja
decyzja, twoje życie. – znów uroniłam kilka łez.
Harry uklękną naprzeciwko mnie. Jego oczy przepełnione były
smutkiem. Przejechał swoją dłonią po moim policzku, a ja odczułam dziwne
uczucie w brzuchu. Wzdrygnęłam się, kiedy położył broń na moich kolanach.
Obiema dłońmi przybliżył moją twarz do swojej, tak że nasz czoła stykały się w
przyjemnym dotyku. Znów zamknęłam oczy.
-Dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad własnym ciałem.
Dlaczego myślę co innego, a co innego robię? Dlaczego zachowuję się jak kilka
lat temu, kiedy wszystko było idealnie? – szepcze. – Dlaczego nie mam odwagi cię
zabić i w końcu poczuć się jak cały ciężar, który do tej pory dźwigałem zwinnie
opuszcza moje ciało? Anabel czy potrafisz odpowiedzieć na te pytania? - delikatnie,
jak nigdy wcześniej odsuwa swoją głowę od mojej.
Nie mam pojęcia co mam powiedzieć. Na dodatek w moim gardle
zatrzymała się niewiarygodnie duża gula, uniemożliwiająca mi wypowiedzenie
czegokolwiek.
Patrzymy sobie prosto w oczy. Pistolet, który do tej pory był
na moich kolanach ponownie znajduje się w jego dużej dłoni. Nawet nie wiem, kiedy,
ponieważ moje oczy są mocno zamknięte, z broni wystrzela pocisk.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz