1 marca 2014

Imagine Harry cz. 2



Z moich oczu polały się łzy. Harry chodzi wokół mnie, co chwilę przekręcając broń w dłoni. Na moim czole można było zobaczyć malutkie kropelki potu. Byłam przestraszona na śmierć. Nie sądziłam, że ludzi mogą być tacy okrutni. A to co przed chwilą powiedział mi brunet. Mój ojciec miał romans? To niedorzeczne. Był ze mną szczery i powiedziałby mi, chyba że nie miał odwagi, ponieważ pomyślałby, że powiedziałabym matce. Sama już nie wiem co o tym myśleć. Powoli zaczynam w to wierzyć. To prawda, że mój ojciec dosyć często wyjeżdża w delegacje, lecz między nim a matką zawsze układało się idealnie. Byli dla siebie stworzeni i jakoś nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek słyszała ich kłótnie.
-Twój ojciec zniszczył mi rodzinę. A ostatnio posunął się zbyt daleko, zabijając mojego przyjaciela. – wyznał. Co do cholery? Moje myśli były poplątane i nie byłam w stanie ich odczytać. Mnóstwo pytań doprowadzało mnie do bólu głowy. Że niby mój ojciec miał kogoś zabić? To niemożliwe. On nie skrzywdziłby nawet muchy. – A ja mam zamiar się zemścić.
Momentalnie poczułam przy skroni zimny metal. Harry przystawił mi pistolet do głowy. Mocno ścisnęłam powieki, tak samo jak usta. Nie chciałam umierać. Nie teraz, kiedy jestem tak młoda i całe życie przede mną. Chciałam spełnić swoje marzenia, zwiedzić świat. A teraz mam zostać zamordowana. On naprawdę nie ma serca. Mnóstwo rodzin jest skłóconych, przełamanych, ale jakoś tamci ludzi żyją. Muszą żyć, bo przecież to nie koniec świata.
-Proszę… nie. – wyszeptałam. Odważyłam się otworzyć oczy i spojrzeć w zielone tęczówki. Chłopak wydawał się lekko zdziwiony moim zachowaniem.
Czasami nie chciało mi się żyć. Nawiedzały mnie myśli samobójcze, ale to jedynie przez brak miłość od rodziny. Odrobinę tego uczucia dostawałam od Nat, ale teraz jej już nie ma. Nie mam nic, więc dlaczego boje się śmierci? Moi rodzice byli, są i raczej  będą surowi. W domu byłam uwięziona jak w wierzy, ale czy to znaczy, że wolność jest lepsza? Nie mogę powiedzieć, na tą chwilę, że poradziłabym sobie w tym okrytym świecie sama. Nigdy nie byłam nawet w kinie, a pytanie, czy potrafiłabym żyć sama, sprawia mi niemały kłopot. Nie znałam, życia, ale czasami miałam go dość. Wiecznego strachu i smutku. Dlaczego więc nie pragnęłam teraz śmierci, tylko byłam przestraszona jak nikt inny i modliłam się do Boga, o ratunek?
-Chcesz żyć? Mieć wybór? Moja rodzina rozpadła się na małe kawałeczki, a ja nic nie mogłem zrobić. Mój najlepszy przyjaciel umarł i też nic nie mogłem zrobić. Czemu ty możesz mieć wybór, a ja go nie miałem?! – krzyczał. Odetchnęłam głośno i postanowiłam się odezwać.
-Zawsze możesz powrócić do tego co miałeś, tylko, że w innej formie. Sam możesz założyć rodzinę i dbać o nią. Możesz mieć nowych przyjaciół i kochać ich tak samo jak tych starych. Musisz żyć przyszłością, a nie przeszłością, która cię niszczy. – nie sądziłam, że wypowiem, aż tyle słów. Byłam z siebie dumna, jak nigdy dotąd. Harry wydawał się zakłopotany. Kiedy ścisnął mocno swoje wargi, w cienką kreskę, zrozumiałam, że trafiłam. W końcu dowiedział się co może zrobić. Dostał odpowiedź, nawet o nią nie prosząc.
-Mam teraz odpuścić, akurat teraz? – spojrzał na mnie. Jego oczy błyszczały.
-Zadaj sobie pytanie. Czy przez zabicie mnie poczujesz się lepiej? Jeśli tak strzelaj, nie wahaj się. Ale czy wtedy będzie lepiej. Twoja decyzja, twoje życie. – znów uroniłam kilka łez.
Harry uklękną naprzeciwko mnie. Jego oczy przepełnione były smutkiem. Przejechał swoją dłonią po moim policzku, a ja odczułam dziwne uczucie w brzuchu. Wzdrygnęłam się, kiedy położył broń na moich kolanach. Obiema dłońmi przybliżył moją twarz do swojej, tak że nasz czoła stykały się w przyjemnym dotyku. Znów zamknęłam oczy.
-Dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad własnym ciałem. Dlaczego myślę co innego, a co innego robię? Dlaczego zachowuję się jak kilka lat temu, kiedy wszystko było idealnie? – szepcze. – Dlaczego nie mam odwagi cię zabić i w końcu poczuć się jak cały ciężar, który do tej pory dźwigałem zwinnie opuszcza moje ciało? Anabel czy potrafisz odpowiedzieć na te pytania? - delikatnie, jak nigdy wcześniej odsuwa swoją głowę od mojej.
Nie mam pojęcia co mam powiedzieć. Na dodatek w moim gardle zatrzymała się niewiarygodnie duża gula, uniemożliwiająca mi wypowiedzenie czegokolwiek.
Patrzymy sobie prosto w oczy. Pistolet, który do tej pory był na moich kolanach ponownie znajduje się w jego dużej dłoni. Nawet nie wiem, kiedy, ponieważ moje oczy są mocno zamknięte, z broni wystrzela pocisk. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz